Kryzysowa sytuacja w Śląsku. ''Musimy sobie z tym wszystkim poradzić''
26.09.2024 (08:00) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
Rok temu piłkarze Śląska przygotowywali się do meczu z Wartą Poznań, który wygrali i przedłużyli tym samym serię kolejnych zwycięstw do siedmiu. Dziś, wrocławianie szorują po dnie tabeli, będąc jedyną drużyną bez zwycięstwa w tym sezonie. A to wszystko kilka miesięcy po zdobyciu wicemistrzostwa Polski.
Śląsk Wrocław przeżywa kryzys już na początku sezonu. Cztery miesiące po tym jak na szyjach piłkarzy zawisły srebrne medale, drużyna po dziewięciu kolejkach zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W niedzielę przegrała 0:1 z Lechem Poznań, nie dając żadnych argumentów, by mówić, że wynik ten nie jest sprawiedliwy. Najlepszym podsumowaniem niech będą rozpaczliwe uderzenia z dystansu piłkarzy, które w żaden sposób nie miały prawa zagrozić golkiperowi Kolejorza.
Podopieczni Jacka Magiery mają na swoim koncie tylko cztery punkty i wciąż czekają na pierwsze ligowe zwycięstwo, chociaż trzeba pamiętać, że mają oni do rozegrania jeszcze dwa zaległe spotkania (z Radomiakiem Radom i Stalą Mielec). Z wicemistrzowskiego zespołu nie zostało już prawie nic, a nastroje nie napawają optymizmem. Kiedy nadejdzie przełamanie?
TĘSKNIĄC ZA EXPOSITO
Pod koniec maja 2024 roku piłkarze i kibice WKS-u świętowali wspólnie na wrocławskim rynku pierwszy od jedenastu lat medal mistrzostw Polski. Po dwóch latach rozpaczliwej walki o utrzymanie, miejsce na podium było niewyobrażalnym sukcesem, ale też szansą, że w końcu Śląsk przestanie być kojarzony z przeciętnością i słabizną.
Wiadome też było, że drużyna z sezonu 2024/25 nie będzie tą samą, która zdobyła wicemistrzostwo. Kontraktu z wrocławianami nie przedłużył kapitan Erik Exposito, który został królem strzelców i był liderem z prawdziwego zdarzenia. W związku z tym w gabinetach rozpoczęły się poszukiwania nowego snajpera, który będzie teraz odpowiadać za zdobywanie bramek. W międzyczasie do rezerw został zesłany Patryk Klimala. Napastnik, który został ściągnięty do Wrocławia jesienią 2023 roku jako zastępca i naturalny następca Hiszpana, a kompletnie się nie sprawdził. W zamian kontrakty z klubem podpisali Junior Eyamba (niemający jeszcze styczności z seniorską piłką) oraz Sebastian Musiolik, który przed dołączeniem do Śląska miał na swoim koncie tylko 14 strzelonych goli w Ekstraklasie. Wynik dość przeciętny, a w obecnych rozgrywkach 28-latek tylko raz trafił do siatki, co nie jest satysfakcjonującym wynikiem. To nie koniec, gdyż nie tak dawno do drużyny dołączył jeszcze Jakub Świerczok. Doświadczony piłkarz, ale do odbudowy. 31-latek zdążył już zadebiutować (w meczu z Lechem) i trzeba przyznać, że rozegrał dobre zawody, zachowując się dobrze m.in. pod koniec spotkania, gdy odegrał piłkę do Jakuba Jezierskiego. Pomimo tego atak Wojskowych na razie nie powala, a za zdobywanie bramek wzięli się obrońcy (Petkow, Guercio, Petrow).
ROZBIÓRKA ŚLĄSKA WROCŁAW
Erik Exposito to nie jedyny piłkarz z wicemistrzowskiego kręgosłupa, którego nie ma już w klubie. Za współpracę podziękowano dwóm bocznym obrońcom (Martinowi Konczkowskiemu i Patrykowi Janasikowi), ale ich odejścia nie wzbudziły tak dużych emocji, jak jednego z pomocników. Chodzi o Patricka Olsena. Duńczyk w tym sezonie nie rozegrał ani jednej minuty. Przed startem sezonu doznał kontuzji stawu skokowego, która odnowiła się przed rewanżem z Rygą FC. Większość kibiców wypatrywała powrotu Olsena, a tymczasem na początku września poinformowano, że z piłkarzem rozwiązano kontrakt i ten przeniósł się do Rumunii. Była to szokująca informacja, której nikt się nie spodziewał w tamtym momencie. Jaki był powód decyzji? Zejście z listy płac z powodu dużych zarobków oraz drugoplanowa rola w zespole, gdyż Jacek Magiera nie widział pomocnika w wyjściowej jedenastce Śląska.
Ostatnio z WKS-em pożegnał się również Matias Nahuel Leiva. Wiele osób upatrywało w Hiszpanie nowego lidera, przejmującego schedę po Exposito. Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Skrzydłowy wcale nie przypominał siebie z poprzedniego sezonu. Jedynym meczem, w którym wziął na siebie odpowiedzialność, był rewanż z Rygą w II rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji. Poza tym odbiegał od formy, do której nas przyzwyczaił. Widzieli to nie tylko kibice, ale również trener.
- Widzimy to wszyscy, nie tylko ja, dziennikarze, myślę, że sam zawodnik też to czuje. On ma być odpowiedzialny za ten zespół. Jest to piłkarz o określonej marce, który przyzwyczaił nas do wysokiej jakości. Jest jednym z graczy, którzy powinni grać lepiej i dawać więcej zespołowi. Ten czas, który będziemy mieli do następnego spotkania, jest bardzo ważny dla Nahuela, który potrafi grać na dużo wyższym poziomie, wygrywać więcej pojedynków. W tamtym sezonie przyzwyczaił nas do tego, że praktycznie nie tracił piłki, obecnie często przegrywa, a to jest klucz na tej pozycji, właściwie gdziekolwiek pojedynek jest podstawą
- powiedział Magiera po przegranej w Szczecinie (3:5).
Dwa tygodnie po tej wypowiedzi do klubu spłynęła korzystna oferta za Nahuela. Maccabi Hajfa zaoferowała aż 2,5 miliona euro za 27-latka. Była to oferta nie do odrzucenia. Niewiele brakowało, a Śląsk straciłby też Łukasza Bejgera. Stoper chętnie opuściłby Wrocław, ale w letnim okienku transferowym nie znalazł się żaden klub, który sprostałby oczekiwaniom wicemistrzów Polski i samego gracza.
POTENCJAŁ NA CZOŁOWĄ SZÓSTKĘ? OPTYMIZM, KTÓREGO NIE PODZIELAJĄ KIBICE
Po zajęciu drugiego miejsca w Ekstraklasie Śląsk musiał ruszyć na łowy, by stworzyć drużynę, gotową do gry nie tylko w lidze, ale również w Pucharze Polski i kwalifikacjach Ligi Konferencji. Bez wystarczających środków jest o to ciężko, a wrocławianie poszukiwali piłkarzy, za których nie trzeba będzie płacić.
Davic Balda w wywiadzie dla Meczyków @Meczykipl : W 99% patrzymy tylko na transferowe bezgotówkowe. Nie mamy dużego budżetu transferowego. Większość transferów jest bezgotówkowa i to przez kilka okienek nie zmieni się. pic.twitter.com/xtAALAYOJE
— Śląsknet (@Slasknet) August 1, 2024
W letnim okienku transferowym do ekipy Jacka Magiery dołączyli:
- Serafin Szota
- Filip Rejczyk
- Sebastian Musiolik
- Marcin Cebula
- Mateusz Bartolewski
- Simon Schierack
- Ołeksandr Hawryłenko
- Junior Eyamba
- Tudor Baluta
- Arnau Ortiz
- Tomasz Loska
- Jakub Świerczok
Z grona tych zawodników najbardziej można być zadowolonym z Marcina Cebuli, który w kilku spotkaniach ożywił grę WKS-u. Są też obiecujący piłkarze jak Filip Rejczyk, czy Arnau Ortiz, ale w ich przypadku wciąż czekamy na większe konkrety. Reszta z nich zawiodła w poszczególnych momentach lub ciężko ich jednoznacznie ocenić. Jednym słowem transfery nie powalają, chociaż według dyrektora sportowego, zespół ten ma potencjał, by skończyć sezon w czołowej szóstce. Póki co ten wynik to dość odległy temat i takiego optymizmu nie podzielają zielono-biało-czerwoni fani.
- Tu jest potencjał na TOP 6, tak uważamy z całym sztabem i wierzymy, że ten zespół ma potencjał. Wiedzą to sami zawodnicy (...) jesteśmy w 100% pewni, że ten zespół ma potencjał, skończyć sezon w TOP 6, przy dobrym układzie jeszcze wyżej. Uważam, że ten zespół jest dobrze zbudowany
- ocenił David Balda w rozmowie z Radiem Wrocław.
ZAUFANIE, Z KTÓREGO NIE ZOSTAŁO JUŻ PRAWIE NIC
Kibice czują się oszukani. Potencjał po udanym poprzednim sezonie został dość szybko rozszarpany. Pomimo że kadra Śląska została stworzona już na przełomie czerwca/lipca, wciąż wygląda jakby była dopiero w budowie. Oprócz Petra Schwarza nie widać wyraźnych liderów. Zawodnicy, nad którymi zachwycano się jeszcze pół roku temu, dziś mają dużo do nadrobienia. Dodatkowo przeprowadzone transfery nie pozwalają na razie myśleć, by wrocławianie byli w stanie powtórzyć wynik sprzed roku, albo chociaż zbliżyć się do czołówki.
Zmianie uległa też komunikacja. W poprzednim sezonie na portalu X (dawniej Twitter) regularnie mogliśmy czytać wpisy Davida Baldy i Patryka Załęcznego, który mocno zbliżył się do kibiców i co ważne, miał ich poparcie. Duży wpływ na to miały oczywiście wyniki drużyny. Gdy te się pogorszyły, prezes nagle zniknął i ograniczył się tylko do podawania dalej informacji z klubu. Nie spodobało się to oczywiście fanom WKS-u, którzy na każdym kroku wytykali to prezesowi, szczególnie gdy ten podsumował swój pierwszy rok w Śląsku. Załęczny uaktywnił się dopiero przy temacie transferu Nahuela, ale tu też rzeczywistość zweryfikowała pewne słowa. Jeszcze 16 września prezes Śląska zapewniał, że Hiszpan zostanie w klubie, a dwa dni później został oficjalnie sprzedany. Oczywiście w międzyczasie oferta izraelskiego klubu została zwiększona, ale tweet włodarza Trójkolorowych i tak był szeroko komentowany w mediach społecznościowych. Jednym zdaniem, zaufanie, które zbudowały sobie najważniejsze osoby w klubie, zostało szybko stracone. Pytanie, ile potrzeba czasu, by je teraz odbudować?
Zostanie
— Patryk Załęczny (@pzaleczny) September 16, 2024
Pomimo złych wyników bezpieczna jest posada Jacka Magiery. W gabinetach nikt nawet nie myśli, by zwolnić 47-latka. Ma on pełne zaufanie (również wśród kibiców), a we Wrocławiu udowodnił już, że potrafi wyjść z kryzysu. Obecna sytuacja to na pewno duże wyzwanie dla sztabu. Co ważne, szkoleniowiec wrocławian sam jest tego świadomy.
- Traktuję to jako duże wyzwanie dla zespołu i dla mnie, abyśmy wrócili do zwycięstw. Dziś po raz pierwszy zagraliśmy w innym ustawieniu, to też element, by drużynę zgrywać. Przed nami mnóstwo pracy. Musimy sobie teraz z tym wszystkim poradzić i ciężko pracować
- powiedział Magiera po meczu z Lechem Poznań.
Teraz przed wicemistrzami Polski wyjazd do Lublina na mecz z Motorem. Czy po meczu przyjaźni zobaczymy światełko w tunelu, niebędące kolejnym taranem?