Kurowski: Nie powinniśmy tracić dwóch bramek
fot.: Mikołaj Pacholik
W sobotnie popołudnie Śląsk Wrocław zremisował 2:2 ze Zniczem Pruszków. Jak spotkanie po końcowym gwizdku podsumował wahadłowy gospodarzy, Krzysztof Kurowski?
Remis w dzisiejszym meczu trzeba chyba traktować jako duży niedosyt, prawda?
Na pewno czujemy duży niedosyt, bo chcieliśmy zdobyć trzy punkty w naszym domu. Graliśmy u siebie z przeciwnikiem, który jest niżej w tabeli. Zabrakło nam jednak bramek – a może po prostu nie powinniśmy tracić tych dwóch. Trzeba zaakceptować ten punkt i pracować dalej, bo jeszcze jest pięć meczów.
Twoim zdaniem, czego zabrakło wam w pierwszej połowie?
Może tej agresywności przy blokowaniu dośrodkowań, bycia bliżej w pojedynkach. Też mogłem lepiej wyglądać dziś w tym aspekcie. Powinniśmy mieć również więcej koncentracji, bo jednak straciliśmy gola w 4. minucie, a drugą od razu po naszej strzelonej. To takie momenty, kiedy musimy przede wszystkim mentalnie popracować.
Byliście dziś stroną dominującą, oddaliście dużo strzałów, ale jednak w końcówce nie udało się wam przechylić szali na swoją stronę.
W końcówce zabrakło z kolei finalnego podania, które otworzyłoby wszystko i stworzyłoby klarowną sytuację. Znicz dobrze nam to utrudniał. Na drugą połowę przeciwnicy wyszli niżej, bo mieli lepszy wynik. Pewnie było to ich założenie taktyczne, a nie szczęście. Powinniśmy na pewno szybciej grać piłką, wprowadzić więcej ruchu w polu karnym, ale już nic nie zmienimy. Musimy wyciągnąć wnioski i w następnym meczu to poprawić.
Dwukrotnie musieliście gonić wynik. Czy spodziewaliście się, że Znicz zaatakuje od pierwszych minut, czy raczej byliście przygotowani, że się cofną?
No właśnie to boli, bo w analizach byliśmy ostrzegani, że Znicz jest bardzo groźny w fazach przejściowych i stałych fragmentach. Właśnie po takich sytuacjach straciliśmy bramki. Jest to na pewno rzecz do poprawy. Już nic nie zrobimy, musimy to przeanalizować, pracować dalej i zrobić wszystko, żeby było lepiej w następnym meczu.
Podczas meczu odbyło się pożegnanie Jacka Magiery. Jakie ty masz wspomnienia z trenerem? Co najbardziej zapadło ci w pamięć?
Trener Jacek Magiera dał mi szansę, debiut w Ekstraklasie i Śląsku. Miałem wtedy 16 lat, więc naprawdę byłem młody. Może jeszcze nie do końca na to zasługiwałem, mogłem zrobić więcej, a mimo to trener Jacek mi zaufał. Moje drugie wspomnienie, to gdy miałem półroczną kontuzję kolana. Wtedy cały czas mnie wspierał.
