Leszczyński: Rośniemy z każdym meczem
fot.: Paweł Kot
Rafał Leszczyński w sobotnim spotkaniu przeciwko Wiśle Płock nie zachował czystego konta, ale był pewnym punktem zespołu. Jak bramkarz Śląska Wrocław skomentował to spotkanie oraz swoje dotychczasowe występy?
Nie udało ci się zachować czystego konta, ale zwycięstwo w Płocku musi dobrze smakować. Jak ocenisz to spotkanie?
Rafał Leszczyński (bramkarz Śląska Wrocław): Na pewno cieszy zwycięstwo naszego zespołu. Dla nas najważniejsze są trzy punkty, zdobyliśmy je i to bardzo cieszy. Po pierwszej połowie trzeba pochwalić Krzyśka Kamińskiego, bo gdyby nie jego postawa w bramce, moglibyśmy już do przerwy zamknąć ten mecz. To on utrzymywał Wisłę przy życiu, skapitulował dopiero w drugiej połowie, duży szacunek dla niego.
To już trzeci mecz z rzędu, w którym prezentujecie się dobrze i wasza gra może się podobać. Coś się zmieniło w waszym funkcjonowaniu?
Rośniemy z każdym meczem. Staramy się nie komplikować sobie sytuacji z tyłu i w przypadku pressingu ze strony przeciwnika gramy długim podaniem w kierunku naszego napastnika, wtedy tam próbujemy zawiązać naszą akcję. Uważam, że te ostatnie trzy mecze pokazały, że jesteśmy zespołem z dużym potencjałem. Takie mecze z rywalami, którzy chcą grać w piłkę jak Wisła nam odpowiadają, dzięki temu stworzyliśmy sobie sporo sytuacji.
Po pierwszej połowie baliście się, że niewykorzystane sytuacje się zemszczą?
Szczerze – byliśmy w przerwie bardzo spokojni. Nie było ani rozpaczy związanej z niewykorzystaniem sytuacji, ani paniki wynikającej z faktu, że Wisła te drugie połowy ma lepsze. Byliśmy skupieni na sobie i skoncentrowani na realizacji naszego pomysłu na drugą część spotkania. I to nam się udało. Super, że po bramce na 1:1 strzeliliśmy jeszcze gola 2:1 – to pokazuje, że jesteśmy mocni i nawet stracona bramka nas nie paraliżuje.
Zagrałeś w czwartym spotkaniu z rzędu – czy już złapałeś rytm meczowy i jak oceniasz swoją postawę w tych meczach?
Ja czuję się w zespole dobrze, swoją postawę oceniam raczej pozytywnie. Na pewno szkoda tego meczu w Radomiu, bo nawet grając w osłabieniu mogliśmy zachować tam czyste konto. Mam do siebie pretensje o drugą bramkę dla Jagiellonii, podjąłem zbyt pochopną decyzję o wyjściu, czym ułatwiłem robotę zawodnikowi, który strzelił gola na 2:2.
Analizowaliśmy ze sztabem gola w Poznaniu? Mam mieszane uczucia, czy nie mogłeś zachować się lepiej przy golu Sousy.
Rozmawialiśmy i wspólnie doszliśmy do wniosku, że Pereira te dośrodkowania miał bardzo nieprzyjemne, piłka lądowało pomiędzy mną a obrońcami, wtedy decydujące są ułamki sekund – zdążysz czy nie. Trzeba oddać Sousie, że tym ciosem karate idealnie się zameldował. Większych pretensji za tę sytuację do mnie nie było, ale gdybym poszedł w ciemno, to prawdopodobnie zdołałbym tę piłkę wybić.
