Magiera: Chcę, żeby seria trwała jak najdłużej
fot.: Paweł Kot
Szkoleniowiec WKS-u Jacek Magiera odpowiedział na pytania dziennikarzy na przedmeczowej konferencji prasowej przed spotkaniem 11. serii gier, w której jego drużyna zmierzy się na własnym obiekcie z Górnikiem Zabrze.
Czy nie uważa pan, że im dłuższa seria, tym większa presja?
Zdaję sobie z tego sprawę, ale chcę, żeby ta seria trwała jak najdłużej. Uważam, że jesteśmy rewelacją rozgrywek. Wygranie siedmiu meczów z rzędu dla zespołu, który jeszcze niedawno bronił się przed spadkiem to duża sztuka. Chcę dbać o standard pracy, o to, w jaki sposób podchodzimy do swoich obowiązków. Oczekiwania ze strony kibiców są ogromne. Zdaję sobie sprawę z naszych możliwości. Zamierzamy się cieszyć tą serią. Przyjdzie moment, w którym straci punkty i podejdziemy do tego odpowiedzialnie. Skupiam się na standardzie pracy oraz atmosferze w zespole, bo to jest dla mnie teraz najważniejsze.
Czy zgadza się pan ze stwierdzeniem, że Śląsk „przepycha” ostatnie mecze?
Uważam, że zbyt łatwo przychodzi mówić o stylu gry, a zdecydowanie ciężej pochylić się nad pozytywami. Powinniśmy skupić się na naszych osiągnięciach, bo te są bardzo duże. Nie uważam, że „przepychamy” te mecze. Taktyka jest dobrana adekwatnie do naszych możliwości.
Spodziewał się pan takie dorobku punktowego, czy jest to, jednak dla pana niespodzianka?
Jest to niespodzianka. Cieszymy się z tej serii, tym bardziej że mało jest takich sytuacji w historii polskiej ekstraklasy. Szczególnie jeśli chodzi o Śląsk, który przez wielu ekspertów był skazywany na walkę o utrzymanie. Doceńmy pracę sztabu oraz całego zespołu, bo taka passa może szybko się nie powtórzyć. Dla mnie nie liczy się przeszłość, tylko to, co jest przed nami, czyli najbliższy mecz z Górnikiem.
Czy uważa pan, że nauczył się najwięcej od Jana Urbana i czy spotkanie z trenerem Urbanem będzie dla pana szczególne?
Szczególne spotkanie to nie będzie. Jesteśmy bardzo często w kontakcie. Dużo nas łączy. Zaczęliśmy współpracę w 2007 roku. Na pewno wyciągnąłem od niego najwięcej w mojej karierze trenerskiej. To jest człowiek, którego bardzo szanuję i cenię. Łączy nas coś więcej niż sama współpraca, ponieważ nadajemy na tych samych falach.
Jak wygląda sytuacja kadrowa i czy Patryk Janasik jest dostępny do pańskiej dyspozycji?
Patryk trenuje z drużyną. Trudno powiedzieć, czy zagra w podstawowym składzie, ale jest w treningu. Nie pojawiły się nowe urazy. Wszyscy zawodnicy, którzy byli w ostatnim meczu do mojej dyspozycji, ponownie będą dostępni.
Jak pan ocenia sytuację zawodników z pierwszego zespołu, którzy zagrali ostatnio w rezerwach?
Oglądałem to spotkanie z wysokości trybun. Dla mnie w takich meczach najważniejsze jest to, jak dany piłkarz do niego podejdzie. W takich momentach wynik jest sprawą drugorzędną. Chcę, żeby wejście do naszego zespołu było bardzo trudne. To będzie dobrze świadczyło o grających piłkarzach. Gracze, którzy wejdą do pierwszej drużyny, mają zrobić wszystko, aby później tego miejsca nie oddać. Będzie to dla mnie jako trenera idealna sytuacja. Chłopakom, którzy walczą o pierwszy skład, życzę wielkiej determinacji.
Jakiego meczu przeciwko Górnikowi Zabrze się pan spodziewa oraz, gdzie pan widzi ich największe atuty?
Jest to drużyna, która ma sporo umiejętności indywidualnych. Jest wielu zawodników intensywnie biegających. Są podrażnieni ostatnimi wynikami i będą głodni zdobycia punktów. Mamy zrobioną analizę przeciwnika, którą omówiliśmy już z zespołem. Nie uważam też, że Śląsk jest zdecydowanym faworytem tego starcia.
Czy zgadza się pan ze stwierdzeniem, że zmiana kadrowa w stosunku do ostatniego spotkania z Górnikiem jest bardzo wielka?
Nie wiem, czy to jest naturalne, bądź nie. Różnica między tamtym Śląskiem a obecnym jest taka, że wtedy pracowaliśmy 40 godzin, a teraz pracujemy od długiego czasu. Nadeszły wzmocnienia, które dały wiele jakości. Tamten Śląsk był w zupełnie innym położeniu. Szatnia była rozbita, a piłkarze nie za bardzo kwapili się do współpracy. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Mamy wypracowany standard pracy. Nastąpiło wiele zmian, ale były one potrzebne i konieczne do dalszego rozwoju i wejścia na wyższy poziom.
Z czego wynika, że Martin Konczkowski i Aleks Petkov są niezastąpionymi żołnierzami, którzy grają od pierwszej do ostatniej minuty?
Jeszcze Erik Exposito zagrał we wszystkich meczach w pełnym wymiarze czasowym. To świadczy o naszej stabilności. Wiele razy stawiam Martina jako wzór do naśladowania. To piłkarz, który rozegrał ponad 300 meczów na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Jest to zasługa jego wielkiego profesjonalizmu.
Petkov znakomicie się wkomponował w zespół. Potrzebowaliśmy takiego zawodnika. Można powiedzieć lidera defensywny, który dyryguje i dobrze się komunikuje. Swoją wartość potwierdza w każdym meczu.
Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że to właśnie oni zagrali w każdym meczu. Trzon zespołu jest stabilny.
Czy zgadza się pan ze stwierdzeniem, że jest pan innym Jackiem Magierą z inną filozofią gry?
Nie przypominam sobie słów, żebym powiedział, że jestem tym samym Jackiem Magierą. Wiele razy powtarzałem inaczej. Dzisiaj podchodzę zupełnie inaczej do wielu spraw. Zmiana jest też taka, że teraz jestem ubrany w dres, a nie w garnitur, To zasługa mojego syna Janka, który zabronił mi chodzić w garniturze i powiedział, że jeśli on chodzi w dresie, to ja też muszę.
Dzisiaj zarzuca się nam, że skupiamy się na szczelnej defensywie. Trochę się temu dziwię. Mecze wygrywa się w obronie i ataku. Po strzeleniu pierwszego gola nie trzeba za wszelką cenę dążyć do kolejnych, aby wygrać mecz. Należy skupić się na zabezpieczaniu tyłów. Taktyka jest dobrana do naszych możliwości. Kluczem jest to, aby wykonać trafne decyzje. Nie zawsze sprawiedliwe, bo takie mogą okazać się chybione.
Czy obserwował pan raporty dyrektora Baldy dotyczące piłkarzy, których obserwował podczas swojego pobytu w Nigerii?
Nie. Na ten moment nie interesuje mnie to.
Czy Erik Exposito ma lekki kryzys?
W meczu z Piastem Gliwice Erik zmarnował kilka stuprocentowych okazji w ostatnich minutach. Żartobliwie powiedziałem do niego, że to przez pryzmat jego występu w Turbokozaku. To na pewno miało swoje odbicie.
W meczu z Wartą był bardzo pieczołowicie pilnowany, a sędziowie nie zwracali na to uwagi. Erik dodatkowo bardzo mocno pracuje w defensywie. Dodatkową kwestią jest to, że należał nam się rzut karny po faulu na Olsenie. Być może Erik wykorzystałby jedenastkę i dzisiaj nie mówiłoby się w kategoriach kryzysu.
Nie martwi mnie to. Erik należy do najlepszych piłkarzy ekstraklasy i naturalne jest to, że obrońcy będą mieli go na radarze. Jest też takim piłkarzem, który sam sobie potrafi wypracować okazję na strzelenie gola. Jest liderem klasyfikacji strzelców oraz klasyfikacji kanadyjskiej. Oby tak dalej.
Jak pan podchodzi do występów pańskich piłkarzy w Turbokozaku?
Nie jest kwestią, czy się zgadzam lub nie. Najważniejsze jest to kiedy to będzie przeprowadzone. Przed meczem z Puszczą Erik miał wystąpić w programie, ale powiedziałem, że w tym czasie nie może być to przeprowadzone. Nie wyślę piłkarza do takiego programu po bardzo intensywnym treningu.
To jest fajna zabawa, dużo uśmiechu. To się fajnie ogląda. Musimy też patrzeć przez pryzmat przygotowania do meczu. Jestem fanem Bartka Ignacika i jego programu. Lubię to oglądać.
Czy Erik jest uczulany, aby nie dostał czwartej żółtej kartki?
Każdego uczulamy. Ja też dostałem ostatnio kartkę, choć nie wiem, za co. Na pewno ten moment nadejdzie, w którym zostanie wykluczony, ale kiedy to nastąpi, ciężko powiedzieć.
