Magiera: Liczyć się będzie tabela po ostatnim meczu

Magiera: Liczyć się będzie tabela po ostatnim meczu

fot.:

Wypowiedź trenera Jacka Magiery po przegranym 2:3 spotkaniu w ramach 30. kolejki ekstraklasy pomiędzy Śląskiem Wrocław i Ruchem Chorzów.



 

Mówiliśmy sobie przed meczem, że musimy wygrać, żeby walczyć o mistrzostwo Polski. Nie wygraliśmy. Drużyna jest zła.

Przegrywając 0:3, doprowadziliśmy do 2:3 i mieliśmy piłkę na 3:3 do pustej bramki. Ten strzał musiał zakończyć się golem. Poza tym stworzyliśmy sobie około dziesięć sytuacji, żeby wpisać się na listę strzelców. Żałuję bardzo tej sytuacji Mateusza Żukowskiego do przerwy na 1:2. Na pewno ten gol, wsparcie w przerwie, pewne roszady pozwoliłyby, żeby druga połowa wyglądała inaczej. W ostatnim czasie skuteczność nie jest na zadowalającym poziomie.

Ruch nas niczym nie zaskoczył. Wyprowadził kilka kontr. Był brutalnie skuteczny w pierwszej połowie. Przegrywamy, ale pracowaliśmy cały rok, by być w tym miejscu, w którym jesteśmy. Zostały nam cztery mecze do końca rozgrywek. Drużyna ma się podnieść i przygotować się do następnego meczu. Sezon się nie skończył i będziemy walczyć. Jeszcze zobaczymy, o które miejsce. Na pewno szanse na mistrzostwo zmalały po dzisiejszej porażce. Mamy pięć punktów straty do lidera, ale rok temu mieliśmy pięć punktów straty do miejsca dającego utrzymanie na trzy kolejki przed końcem sezonu, a jednak się utrzymaliśmy i dzisiaj możemy tutaj siedzieć i mieć nadzieję, że Europa zawita do Wrocławia.

Co pan pomyślał, gdy Patryk Klimala nie trafił do bramki w doliczonym czasie?

Za dużo w życiu przeżyłem, żeby dzisiaj się denerwować. Można Klimalę linczować, ale to niczego nie zmieni. Drużyna przegrała i ja przegrałem jako trener.

Mówił pan o mentalności przed meczem. Jak pan oceni pierwszą połowę pod tym względem?

Drużynę "puściło" w 85. minucie. Wtedy było widać, że to jest zespół, który nie ma zupełnie nic do stracenia. Można by było zapytać, dlaczego nie gramy tak od początku. Były momenty, że można było zagrać za linię obrony. Były momenty, że można było zagrać do przodu, a graliśmy do tyłu. To wszystko jest związane z psychomotoryką, z bodźcami, jakie zawodnicy dostają. Po dzisiejszym meczu wiem, że 90% zawodników po raz pierwszy znalazło się w takiej sytuacji, że grają o tytuł mistrza Polski. Rok temu niektórzy z nich też byli w trudnej sytuacji, bo grali o utrzymanie. Gra o utrzymanie, a gra o medale rok po roku to dobry temat na pracę magisterską dla psychologa. Moją rolą jest teraz podnieść ten zespół na ostatnie cztery mecze.

Wrócił pan do ustawienia z czwórką obrońców. Jak ocenia pan realizację założeń taktycznych?

Kieruję się tym, kogo mamy w szatni. Wyszliśmy najlepszą jedenastką, jaką mogliśmy zagrać. Wróciłem do systemu, który się dobrze sprawdzał przez całą rundę jesienną. Zawodnicy lubią grać w ten sposób. Nie upatrywałbym problemów w ustawieniu.

Śląsk Wrocław to najgorzej punktujący zespół na wiosnę. Czy presja w związku z walką o puchary nie przerosła zawodników?

Pewnie tak jest. Ja się nie dziwię kibicom, że są sfrustrowani. Mają prawo być niezadowoleni z dzisiejszej porażki. Cieszę się, że dzisiaj na Śląsk przyszło 25 tysięcy ludzi. To kapitał, który zbudowaliśmy dobrym sezonem. Ja powtarzam, że liczyć się będzie tabela po ostatnim meczu. Niezależnie od tego, jakie są opinie ludzi, ja uważam, że ta drużyna robi kapitalną robotę w tym sezonie i tego nic nie zmieni, nawet to, że nie wygrywamy na wiosnę.

Jak pan ocenia wejścia Kurowskiego i Jezierskiego?

Nie chcę teraz ich oceniać. To młodzi zawodnicy, którzy dopiero wchodzą do seniorskiej piłki. Jezierski miał kilka świetnych podań do przodu, ale przegrywał pojedynki i został poturbowany. Kurowski jest ambitny, ale nie grał przez 8 miesięcy przez kontuzję. Niech pracują.

Dlaczego dzisiaj nie wystąpili Mustafić i Guercio?

Mustafić i Guercio pojechali na mecz z drugim zespołem. Po meczu w Zabrzu wypadli z kadry meczowej. Po prostu przegrali rywalizację. Łukasz Bejger rano zgłosił uraz.

Z czego wynikała zmiana Konczkowskiego w przerwie meczu?

W ostatniej chwili wyszła ta zmiana. Przy wyjściu z szatni Martin zgłosił złe samopoczucie, ale nie będę mówił o sprawach lekarskich. I tak planowaliśmy wprowadzić Macenkę w drugiej połowie, by dodać zespołowi energii.

Czy rozmawiał pan po meczu z Klimalą?

Nie rozmawiałem. Ta rozmowa teraz i tak nic nie da. Co miałbym powiedzieć? "Nie martw się, będzie lepiej"? Sam musi sobie z tym poradzić. Przyszedł tu, żeby strzelać goli, a dzisiaj tych goli nie ma.

Co pan sądzi o sędziowaniu w dzisiejszym meczu?

Nie będę oceniał. Nie przegraliśmy przez sędziego.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.