Magiera: Żadna presja nie będzie na nas działać
fot.: Paweł Kot
W sobotę ostatni mecz tego sezonu, a Śląsk Wrocław zmierzy się z Rakowem Częstochowa. Co na konferencji przed tym spotkaniem miał do powiedzenia trener WKS-u, Jacek Magiera?
Jak sytuacja kadrowa przed meczem w Częstochowie?
Do dyspozycji nie będzie tylko Aleksandra Paluszka.
Trzeba nasłuchiwać wyniku z Białegostoku, jak Pan podchodzi do multiligi?
Ja się przede wszystkim koncentruje na naszym meczu i mojej drużynie. My mamy wygrać swoje spotkanie, a w Białymstoku muszą wygrać. Jesteśmy podbudowani ostatnimi zwycięstwami. Dobrze wyglądaliśmy w ataku, w obronie. Żadna presja nie będzie na nas działać. Pracujemy nad tym, aby wyjść na boisko i dobrze się zaprezentować. Cieszymy się z tego momentu, to wielki moment dla klubu i piłkarzy. Doceniamy to, co już zrobiliśmy, chcemy to spotkanie wygrać i zobaczymy, co nam to da na koniec.
Mówi Pan, że Jagiellonia potrzebuje zwycięstwa, ale jeśli Śląsk nie wygra w Częstochowie, może jej wystarczyć remis. Jeśli Śląsk remisuje, a Jagiellonia będzie przegrywać, to element kalkulacji może być konieczny. Czy na pewno nie będzie Pan zerkał na Białystok?
Wszystko jest istotne. Mamy tak rozbudowany sztab, który będzie analizował wszystko, co się dzieje. Miałem taką sytuację siedem lat temu, gdzie też ostatnia kolejka decydowała o tytule. Cały czas była wtedy kalkulacja, człowiek całkowicie zgłupiał – były sprzeczne informacje. Dużo było takich sytuacji, że człowiek przestał panować nad spotkaniem, a ja chcę tego uniknąć. Jest kilka możliwości, które mogą dać nam mistrzostwo. Będziemy analizować i patrzeć, ale musimy skupić się na swoim meczu.
Mówi się, że trener Szulczek i Siemieniec to przyjaciele i trener Warty nie będzie chciał zrobić w tym meczu krzywdy. Jak Pan podchodzi do takich rewelacji?
Nie wierzę w taką sytuację. Znam wielu trenerów, z którymi jestem na stopie przyjacielskiej jak Jan Urban. Z nim zawsze chce wygrać, a nigdy tego nie zrobiłem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś się komuś podłoży. Warta nie jest pewna utrzymania. Spadek to utrata pieniędzy i sponsorów. To walka o przyszłość. My się utrzymaliśmy i dziś mamy piękne chwile. Nie wierzę, że ktoś chce się układać, a im wyższe miejsce, tym większe pieniądze.
Dyskutowaliśmy, że Warta się nie podłoży – Raków też nie. Czy ogłoszenie powrotu Marka Papszuna to element próby mobilizacji, czy nie ma to wpływu?
Myślę, że jest to celowe działanie, które ma pobudzić zespół. Tak jak mówiłem, im wyższe miejsce, tym większe pieniądze. Ja nie liczę, że ktokolwiek nam się podłoży. Jedziemy na stadion ustępującego mistrza. Mamy się skoncentrować na sobie. Od końca spotkania z Radomiakiem dbamy o to, aby się do tego spotkania przygotować. Jutro ostatnie zajęcia przed meczem i jedziemy do Częstochowy na zgrupowanie przedmeczowe. Jeżeli chcemy zdobyć tytuł mistrza kraju, to musimy mieć zakodowane w głowie, że jesteśmy drużyną, która ma ten mecz wygrać.
Pytałem Pana, czy dla Patryka Klimali sezon się skończył – powiedział Pan, że nie. Dwa dni później przyznał, że skończył. Czy coś się wydarzyło w tym czasie?
Nie, nic się między nami nie wydarzyło w tym okresie. Patryk dostanie wolne do końca sezonu. Pojedzie do Częstochowy na mecz, natomiast nie będzie brany pod uwagę w kadrze meczowej na to spotkanie. Postawiłem na innych piłkarzy i nie ma tutaj drugiego dna. Patryk musi wyleczyć drobne urazy i pod tym kątem chcemy zakończyć wszystkie sprawy z Klimalą, tak, aby od nowego sezonu mógł przygotowywać się z zespołem.
Pan deklaruje, że chce z nim pracować w Śląsku Wrocław?
Nie chcę rozmawiać o tym co będzie latem. Najważniejszy jest sobotni mecz. Wiadomo, że kilku zawodnikom kończą się kontrakty. Nie jest to moment, aby o tym rozmawiać. Potrzebujemy spokoju i pewności siebie. Na temat pozostałych piłkarzy, którzy mogą odjeść, zostać, będziemy rozmawiać po sezonie. Poinformujemy wtedy wszystkich piłkarzy, jak wygląda sytuacja.
Czy są jakieś dodatkowe elementy przed tym meczem, czy są one standardowe jak przed każdym meczem?
Nic nowego nie wprowadziliśmy, zawsze robimy zgrupowanie przedmeczowe przed wyjazdowym spotkaniem. To jest standard klubu. Przygotowujemy się w normalnym trybie, zawodnicy i sztab wiedzą, czego od nich wymagam.
Czy wynik ostatniego meczu i zagwarantowanie miejsca w pucharach uruchomił procesy związane z transferami i sprawami kontraktowymi?
Czekamy na zakończenie sezonu, wiadomo, że wraz z dyrektorem sportowym i prezesem rozmawiamy o tym. Mamy cykliczne spotkania, nie możemy w ostatniej chwili dyskutować o tym. Mamy dział skautingu. Nie chcemy mówić o nowych zawodnikach, kogo byśmy chcieli w naszym zespole - przyjdzie na to moment.
Gdzie dostrzega Pan słabsze punkty Rakowa i w czym Śląsk jest lepszy.
My jesteśmy drużyną, jest chemia, walczymy w obronie i ataku. Dobrze się czujemy razem i potrafimy wykorzystać nasze atuty z każdej formacji. Mamy zawodników głodnych, którzy za dużo sukcesów w polskiej piłce nie osiągnęli. Mamy takich zawodników jak Rafał Leszczyński, który ma sezon życia i jest kandydatem na bramkarza sezonu, mimo że więcej kariery spędził w I. lidze, a nie Ekstraklasie. Mamy Petrowa z Petkowem, mamy Macenkę, który rok temu o tej porze biegał na czwartym poziomie. Piotr Samiec-Talar, który jest odkryciem sezonu. Pokorny, Nahuel, Erik. Różnica między nami też jest taka, że Raków wydał dużo więcej na transfery. Mają piłkarzy, których chciałby każdy zespół w tej lidze. Ja jestem wychowankiem Rakowa, muszę powiedzieć, że nie śniło mi się to kiedyś, że będą grali o mistrzostwo. Ja patrzę jednak na to, co mam w swoim ogródku.
Mistrzostwo kraju ze Śląskiem może być Pana największym osiągnięciem w karierze?
Legię obejmowałem jak była na 14. Miejscu w tabeli, gdzie mieliśmy 12 punktów straty do miejsca pucharowego, a zdobyliśmy mistrzostwo. Tytuł dla Śląska Wrocław były ogromnym sukcesem, ale obecny wynik już jest ogromnym osiągnięciem. Nie chce porównywać, który tytuł jest ważniejszy, dla mnie liczą się ludzie. To, co stworzyliśmy, jak wszyscy się rozwinęli, jak klub funkcjonuje pod względem organizacyjnym, jaka jest frekwencja na stadionie.
