Mecz złych dośrodkowań

Mecz złych dośrodkowań

fot.:

Śląsk Wrocław w żenującym stylu przegrał mecz, który zamykał jedenastą kolejkę spotkań ekstraklasy. Wrocławianie podejmowali drużynę Warty Poznań, czyli zespoły, który, przed meczem był niżej w tabeli, strzelił mniej goli i posiadał na swoim koncie dwie porażki więcej. Co w tym meczu nie zagrało? Na to pytanie bardzo łatwo odpowiedzieć. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Patrząc na pomeczowe statystyki, kibic, który nie oglądał meczu, zapewne przetłumaczy sobie porażkę, pechem mimo bycia lepszą drużyną. Śląsk oddał 14 strzałów, przy tylko czterech Warty. Gorzej statystyka prezentuje się w strzałach celnych, już tylko cztery Śląska, do trzech Warty. Ponad 270 więcej podań i aż 45! dośrodkowań WKS-u jasno dają do zrozumienia, że to Śląsk dominował i był drużyną lepszą. Zarówno z jednym, jak i drugim można się zgodzić, jak i zanegować. Za Śląskiem tego dnia niestety przemawiały tylko statystyki i gra walczącego jak lew Borysa oraz Patricka Olsena, który ma w sobie to „coś". Cała reszta „piłkarskiego kunsztu", który zaprezentował WKS wołała o pomstę do nieba.

CZY ŚLĄSK ĆWICZY STAŁE FRAGMENTY GRY?

Niestety nie jest to pierwszy mecz, w którym każde dośrodkowanie z rzutu wolnego piłkarzy Śląska kończy się na pierwszym możliwym zawodniku rywali. Kilka tygodni temu do Wrocławia przyjechał Raków Częstochowa. Występ WKS-u można pominąć, niesamowite w drużynie znad Jasnej Góry było jednak to, że miała ona przygotowane kilka sposobów na wykonanie zarówno rzutu rożnego, jak i wolnego. „Widzisz? Da się stworzyć zagrożenie ze stałego fragmentu gry" można było usłyszeć na trybunach, gdy drużyna Rakowa tuż po przerwie podwyższyła, właśnie po rzucie rożnym prowadzenie. Niestety tego w drużynie serbskiego trenera nie widać. Śląsk jest drużyną, która jest faulowana. Szybki Jastrzembski, zwinny Yeboah, czy dobry technicznie Olsen, często zatrzymywani są przez rywali w nieprzepisowy sposób, niestety nic z tych fragmentów nie wynika, a szkoda.

DOŚRODKOWANIA W KOŃCÓWCE

45 dośrodkowań. Liczba może budzić pozytywne emocje oraz fantazje, niestety nie tym razem. Żadne dośrodkowanie WKS-u nie stworzyło większego zagrożenia pod bramką Lisa. Mieli tego dnia spory kłopot, właściwie całkowicie nie mogli dostać się tego dnia zielono-biało-czerwoni w pole karne „Zielonych". Na stojąco było to niemożliwe. Jedyną szansą na stworzenie realnego zagrożenia były właśnie centry w pole karne. Nie przynosiły one jednak absolutnie żadnego efektu. Najbardziej jednak postronnego widza bolały oczy widząc dogrania w pole karne w ostatnich minutach meczu (jeszcze przed stratą drugiej bramki, która zakończyła spotkanie). Brakowało w tamtym momencie, zagrania trochę po cwaniacku, próby „centrostrzału", lub po prostu wstrzelenia piłki w pole karne, może odbiła by się ona od jednego lub drugiego piłkarza Warty, lub trafiła w rękę jednego z nich, Niestety Śląsk uparcie ciągle próbował tego samego. Dośrodkowania, które mijało wszystkich piłkarzy i trafiało do Konczkowskiego, który zagrywał do środka i rozpoczynał całą „zabawę" od nowa. Jeśli nie możesz wygrać grając piłką po ziemi, spróbuj górą, niestety Śląsk nie wykorzystał okazji, która mu się trafiła. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.