Nahuel: Trener Magiera zmienił nasze nastawienie mentalne (WYWIAD)

Nahuel: Trener Magiera zmienił nasze nastawienie mentalne (WYWIAD)

fot.:

Matias Nahuel Leiva jest w tym sezonie kluczową postacią w zespole Jacka Magiery. Hiszpański skrzydłowy w długiej rozmowie dla naszego portalu opowiedział m.in. o tajemnicy fantastycznej formy Śląska w tym sezonie, na jakiej pozycji na boisku czuje się najlepiej i o swojej przyszłości we Wrocławiu. 



 

Matias, jakie to uczucie być liderem ekstraklasy? 

Fantastyczne! To prawda, że początek sezonu jest dla nas bardzo dobry. Nie chcemy się jednak zatrzymywać. W trakcie przerwy na reprezentację dostaliśmy cztery dni, żeby odpocząć. Teraz najważniejsze jest przygotowanie do meczu z Legią. 

Zeszły sezon kończył się walką o utrzymanie do ostatnich sekund. Spodziewałeś się, że wasza gra może ulec tak wielkiej zmianie? 

Zeszły sezon był bardzo dziwny. Na boisku przede wszystkim cierpieliśmy. Teraz zmieniło się bardzo dużo rzeczy. Wszyscy mamy przeczucie, że zmierzamy w dobrym kierunku. Myślę, że kibice mogą to zobaczyć w każdym meczu. 

Obecny sezon również rozpoczął się rozczarowująco. Po trzech kolejkach mieliście na koncie zaledwie jeden punkt. Skąd ten nagły wzrost formy? 

Trener Magiera pojawił się w klubie, żeby zbudować drużynę według swojego planu. Prawda jest taka, że nie da się tego osiągnąć w krótkim czasie. Trzeba krok po kroku pokonywać kolejne etapy i zachować cierpliwość. Rzeczywiście pierwsze mecze tego sezonu były dla nas trudne. Nie wygrywaliśmy, wylądowaliśmy nawet na ostatnim miejscu w tabeli. W końcu jednak nadeszły zwycięstwa, a co ważniejsze, cała drużyna zaczęła zyskiwać także pewność siebie. To dzięki temu udało nam się utrzymać ten poziom i wygrywać mecz za meczem. 

Co było kluczem do znalezienia tej pewności siebie?

Myślę, że przede wszystkim wiara w to, że praca, którą wykonujemy na treningach przyniesie wreszcie odpowiedni skutek. W tej drużynie nikt nie czuje się wielką gwiazdą, nikt nie uważa się za lepszego od innych. Wszyscy są równi - zarówno ci, co grają w pierwszym składzie, jak i rezerwowi. Nawet jeśli siedzisz na ławce, to czujesz, że jesteś ważny dla zespołu. 

Jakim typem trenera jest w twoich oczach Jacek Magiera? 

Kiedy trener przejął zespół w kwietniu, bardzo mało o nim wiedziałem. To imponujące, w jaki sposób poradził sobie z trudnym zadaniem, jakie przed nim postawiono. Utrzymał w lidze zespół, który był w bardzo złym położeniu. Mentalnie byliśmy na dnie. Nie miałem wątpliwości, że w tym sezonie zaczniemy grać lepiej. Zmieniliśmy trochę rzeczy w treningach, wkładaliśmy w nie dużo wysiłku i to musiało się odpłacić. Wszyscy też odżyliśmy - mamy dużo energii, atmosfera w szatni jest świetna.

Czyli chcesz powiedzieć, że byłeś absolutnie pewny tego, że zaczniecie lepiej punktować? 

W głowie miałem przede wszystkim to, żebyśmy przestali cierpieć na boisku. Zeszły sezon był dziwny, nie potrafiliśmy złapać regularności i ciągle się męczyliśmy. Teraz każdy z zawodników gra na dużo wyższym, odpowiednim dla siebie poziomie. To jest kluczowe, żeby osiągać dobre wyniki. 

Zdradź nam trochę więcej kulis tej niezwykłej przemiany. Widziałeś jakieś radykalne zmiany, których trener dokonał w przerwie między sezonami? 

To ciekawe, bo trzon drużyny pozostał ten sam. Przyszło trzech czy czterech piłkarzy, którzy wskoczyli do pierwszego składu, ale większość zawodników pozostało tych samych. Myślę, że kluczem było to, że teraz w zespole nie ma indywidualności. Wszyscy grają dla dobra drużyny.

Mam wrażenie, że wcześniej nie zawsze tak było. Często widziałem, że chcieliśmy indywidualnie dobrze się zaprezentować i graliśmy zbytnio pod siebie. Mówię tutaj o wszystkich, nie o pojedynczych zawodnikach. W zeszłym sezonie nie patrzyliśmy na dobro drużyny. To był problem przez cały rok i nie mogliśmy sobie z tym poradzić.  

Kiedy cała jedenastka nie poświęca się dla zespołu, to nie kończy się dobrze. Uważam, że najważniejszą zmianą, jakiej dokonał trener Magiera była zmiana naszego nastawienia mentalnego. Przestaliśmy myśleć jako indywidualności, a zaczęliśmy jako kolektyw. Teraz wszyscy są skupieni na tym, żeby dać od siebie jak najwięcej dla drużyny. Ona jest najważniejsza i nikt nie czuję się ponad resztą. 

Trener Magiera często o tym z wami rozmawiał w okresie przygotowawczym?

Tak, nadal to robi. To jest najważniejsza rzecz w tym sezonie. Tydzień w tydzień skupiamy się na tym samym. Ufamy jego metodom treningowym, nie ma miejsca na rozluźnienie. Nawet jak jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli, to trener cały czas wymaga od nas więcej. Przekonuje nas, że możemy grać jeszcze lepiej. Dzięki temu wszyscy jesteśmy nastawieni na wygrywanie. Wierzymy, że możemy pozostać na pierwszym miejscu w tabeli do końca sezonu. 

W czym Jacek Magiera różni się od Ivana Djurdjevicia? 

Każdy z nich ma swoje metody, zupełnie odmienne. Z trenerem Ivanem z różnych powodów nie udało się na dłuższą metę. Nie chcę powiedzieć, że nie pracowaliśmy, to nie tak. Ale z trenerem Jackiem znaleźliśmy sposób na grę, w którym czujemy się znacznie bardziej komfortowo. Wierzymy w jego metody i widać, że on też bardzo wierzy w swoich zawodników. Dzięki temu drużyna zaczęła odpowiednio funkcjonować. 

Cały Wrocław chciałby wiedzieć co trener Magiera zrobił z Erikiem Exposito, masz jakiś pomysł? (śmiech)

Dobre pytanie! (śmiech) Widzę, że Erik jest bardzo szczęśliwy we Wrocławiu. Za chwilę minie pięć lat, odkąd tu przyjechał. Na pewno powierzenie mu opaski kapitana miało na niego pozytywny wpływ. W każdym tygodniu pokazuje, że jest w kapitalnej formie i ma ogromny wpływ na drużynę. 

Czyli opaska kapitańska to był klucz, żeby w pełni odblokować jego potencjał? 

Na pewno to był jeden z czynników. Myślę, że w ten sposób trener pokazał mu, że chce, żeby Erik został we Wrocławiu i był liderem tej drużyny. To podziałało na niego bardzo motywująco. 

Jesteś aktualnie w najlepszej formie odkąd dołączyłeś do Śląska? 

Tak, zacząłem wreszcie wracać do formy sprzed kontuzji, którą odniosłem, gdy grałem jeszcze w Hiszpanii. Wciąż muszę poprawić liczby. To jest mój cel, żeby strzelać więcej goli i notować więcej asyst. W ten sposób będę mógł dawać drużynie jeszcze więcej. Wiem, że prezentuję się znacznie lepiej, niż w zeszłym sezonie, ale nadal mam dużo do poprawy. 

W Śląsku grałeś już na kilku pozycjach. Gdzie czujesz się najbardziej komfortowo? 

Na lewym skrzydle czuję się zdecydowanie najlepiej. To tam mogę w pełni rozwinąć skrzydła i pokazać swój najlepszy futbol.

A na dziesiątce? To też dobra opcja dla ciebie?

Nie do końca. To kwestia tego, że Erik jako dziewiątka gra dużo więcej poza polem karnym, niż w polu karnym. Z tego powodu ta pozycja jest mniej więcej pokryta przez niego. On ma dużo wolności w grze - czasem operuje na dziewiątce, czasem na dziesiątce. Dlatego wolę grać na skrzydle. Gdybym grał na dziesiątce, to często byśmy się dublowali z Erikiem. 

Kenneth Zohore i Cameron Borthwick-Jackson - to piłkarze, którzy są aktualnie w podobnej sytuacji, co ty rok temu. Przyszli z zagranicznego klubu po dłuższym okresie bez gry i potrzebują sporo czasu, żeby dojść do pełni formy fizycznej. Co byś o nich powiedział? 

Doskonale rozumiem położenie, w którym się teraz znajdują. Długo nie grali w meczach o stawkę. Przyszli do drużyny, która już dobrze się zna i jest bardzo zgrana. To nie jest łatwe, kiedy trenujesz indywidualnie i nie możesz poczuć dynamiki grupy. Ta sytuacja wymaga od nich dużo cierpliwości i odpowiedniego nastawienia mentalnego.

Dużo zależy też od spraw pozaboiskowych, sytuacji rodzinnej i wielu innych aspektów, o których się nie mówi. Takie rzeczy jak to, czy rodzina jest szczęśliwa we Wrocławiu naprawdę mają ogromne znaczenie.

Koniec końców to trener podejmuje decyzje o tym kto gra, on zarządza drużyną. Ale jeśli wykonujesz ciężką pracę, to prędzej czy później dostaniesz swoją szansę. Nawet jeśli teraz grasz mało, albo wcale. Trzeba zawsze być gotowym. Czasem musisz wykonywać dwa razy więcej pracy, niż reszta drużyny, żeby przekonać do siebie trenera. On zawsze podejmuje decyzje, które uważa, że są najlepsze dla dobra zespołu. 

Ty teraz czujesz się szczęśliwy we Wrocławiu?

Tak naprawdę odkąd tu przyjechałem, to jestem szczęśliwy. To prawda, że w zeszłym sezonie w moim życiu osobistym wydarzyły się rzeczy, przez które nie do końca mogłem znaleźć swoją emocjonalną stabilność poza boiskiem. W tym sezonie wszystko się unormowało i jestem w 100% szczęśliwy zarówno na boisku, jak i poza nim. 

Twój kontrakt dobiega końca w czerwcu przyszłego roku. Istnieje szansa, że podpiszesz nową umowę?

To są sprawy dla mojego agenta. Wiem, że aktualnie rozmawia on z klubem na temat możliwości podpisania nowego kontraktu. Ja koncentruję się w tym momencie tylko na graniu w piłkę. Kiedy oni coś ustalą, to mój agent na pewno mnie o tym poinformuje. To jego praca, dlatego sprawy kontraktowe w pełni zostawiam w jego rękach. 

Czyli możesz potwierdzić, że aktualnie są prowadzone rozmowy?

Tak, to prawda. 

A ty osobiście masz chęci, żeby zostać we Wrocławiu na dłużej?

Zdecydowanie! Czuję, że wreszcie doszedłem do siebie po kontuzji kolana. Czuję się dobrze, czuję się ważny dla drużyny. Jestem tu doceniany, więc jak najbardziej mógłbym zostać we Wrocławiu na dłużej. 

Masz na stole oferty z innych klubów?

Są pewne plotki, że jestem łączony z innymi klubami. Ale o konkretne oferty pytaj mojego agenta. On mi tylko czasem mówi, że jakieś kluby się mną interesują. Oczywiście chcę być na bieżąco z moją sytuacją na rynku, więc jesteśmy w stałym kontakcie. Ale ja w tym momencie naprawdę nie myślę o zmianie otoczenia, czuję się szczęśliwy we Wrocławiu. Zobaczymy jak się sprawy potoczą. 

Możesz chociaż powiedzieć z jakich krajów pojawiają się oferty?

Latem zgłaszały się po mnie kluby z drugiej ligi hiszpańskiej. Miałem opcję powrotu, ale zdecydowałem, że chcę wypełnić kontrakt we Wrocławiu. To była trafiona decyzja, bo drużyna gra świetnie i atmosfera jest bardzo dobra. Zaufałem, że to będzie dla mnie najlepsza opcja i to się opłaciło.  

Tęsknisz za Johnem Yeboahem? 

Tak, bardzo! Gdyby on został we Wrocławiu, to możliwe, że bylibyśmy jeszcze mocniejsi. W zeszłym sezonie grałem głównie w środku pola, często wręcz jako defensywny pomocnik. Niezbyt mi się to podobało, bo miałem mniejszy wpływ na ofensywę. Teraz gdy gram na skrzydle, to razem w trójkę bylibyśmy nie do zatrzymania.

Nahuel, Exposito, Yeboah - to brzmi jak najsilniejszy ofensywny tercet w lidze! (śmiech)

Nie wiem, ale na pewno bardzo cieszylibyśmy się grą w piłkę! (śmiech)

Po roku w Polsce możesz już lepiej scharakteryzować naszą ligę. Kiedy ktoś w Hiszpanii pyta cię jaka jest ekstraklasa, co odpowiadasz?

Naprawdę się zaskoczyłem. Jednym z czynników, dlaczego zdecydowałem się zostać było też to, że tu jest duża rywalizacja. Są drużyny, które grają twardy futbol. Ale trafia tu też dużo Hiszpanów, bo podoba im się poziom, na jakim się gra w ekstraklasie. Teraz prawie każdy klub w lidze ma jakiegoś Hiszpana. To dobrze świadczy o poziomie piłkarskim. Uważam, że to ważne dla rozwoju ligi. Ekstraklasa jest na dobrej drodze, żeby niedługo stać się solidną europejską ligą. 

Udało ci się nauczyć trochę polskiego?

Nie za bardzo, uczą mnie tylko przekleństw, nic więcej! (śmiech)

A jak porozumiewasz się z trenerem Magierą?

On zna trochę hiszpańskiego. Mamy też tłumacza na angielski, to jeden z członków sztabu. Później Erik tłumaczy mi z angielskiego na hiszpański. 

W tym sezonie na stadion zaczęło przychodzić więcej ludzi. Czujesz wsparcie kibiców Śląska?

Oczywiście, to robi ogromną różnicę. Czujemy ogromne wsparcie kibiców. Bardzo się cieszymy, że na meczu z Legią będzie pełny stadion. To dla nas bardzo ważne, doping nas niesie w trakcie spotkania. Oni chcą pokazać, że nas wspierają, a my chcemy im pokazać, że w tym roku zrobimy wszystko, żeby zakończyć ligę na szczycie tabeli.

Co jest kluczem do tego, żeby Śląsk utrzymał poziom z ostatnich dwóch miesięcy? 

Myślę, że po prostu musimy robić wszystko, tak jak robiliśmy to do tej pory. Nie trzeba nic zmieniać. Weszliśmy na wyższy poziom i musimy się tam utrzymać. W ekstraklasie jeśli choć na chwilę się zrelaksujesz, to lecisz w dół. Nie możemy sobie na to pozwolić. Musimy utrzymać dynamikę gry z ostatnich dwóch miesięcy. Czujemy się bardzo mocni u siebie i z pomocą naszych kibiców dalej chcemy wygrywać i utrzymać wysokie miejsce w tabeli. 

Byłeś zaskoczony, że trener krótko po przyjściu do klubu przesunął Quintanę, Verdaskę i Garcię do drugiej drużyny?

To są decyzje, które mnie nie dotyczą. Trener ma swoje preferencje i widocznie nie potrzebował tego typu zawodników. Zakomunikował im to i ich etap kariery we Wrocławiu się zakończyły. Nie rozmawialiśmy o tym dużo, to była sprawa między nimi, a trenerem. Rozwiązali kontrakty i myślę, że są teraz szczęśliwi w nowych klubach. 

Na treningach cała trójka wyglądała tak samo jak reszta drużyny. Nie było takiej sytuacji, żeby trenowali słabiej albo nie przykładali się do ćwiczeń. Jak jesteś profesjonalnym piłkarzem, to zawsze dajesz z siebie 100%, to naturalne.

Iberyjska kolonia we Wrocławiu trochę się zmniejszyła, ale przynajmniej zostało dwóch najlepszych Hiszpanów w lidze, ty i Erik! Na koniec: celem Śląska Wrocław na ten sezon jest…

To trochę za wcześnie, żeby określać cel na cały sezon. Teraz najważniejsze, żebyśmy utrzymali formę z ostatnich dwóch miesięcy i pozostali na pozycji lidera. Musimy zdobywać jak najwięcej punktów i w każdym tygodniu dawać z siebie wszystko.

Poprzednie dwa lata Śląsk walczył o utrzymanie. Teraz mamy świetną okazję, żeby zadomowić się w górnej części tabeli. To będzie perfekcyjny scenariusz dla klubu, miasta i naszych kibiców. Chcemy, żeby oni byli z nas dumni, bo to oni tworzą ten klub.

ROZMAWIAŁ JAN MICYGIEWICZ

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.