Nie tylko głośny spór. Kim był i kim jest dziś Sebino Plaku?

Nie tylko głośny spór. Kim był i kim jest dziś Sebino Plaku?

fot.: Śląsknet

Przed czwartkowym meczem Polski z Albanią warto wrócić do nazwiska, które kibicom Śląska Wrocław nie kojarzy się jednoznacznie. Sebino Plaku przyjeżdżał do Wrocławia jako napastnik po mocnym okresie w albańkiej piłce i europejskich kwalifikacjach, a wyjeżdżał jako bohater jednej z najgłośniejszych historii kontraktowych tamtych lat.



 

Wychowany w Tiranie, ulepiony przez albański chaos

Sebino Plaku nie jest postacią, którą da się opisać wyłącznie przez dwa sezony we Wrocławiu. Urodził się w Tiranie, piłkarsko wyrastał w środowisku Partizaniego, a do seniorskiej piłki wszedł jeszcze jako bardzo młody zawodnik. W pierwszym zespole debiutował jako 19-latek i później poszedł za trenerem Ilirem Spahiu do Apolonii, gdzie naprawdę zaczął budować nazwisko. Transferowy szlak przed Śląskiem był długi: od Partizaniego przez Beselidję, Laciego, Apolonię, Dinamo Tirana, Tiranę, Flamurtari, Kastrioti i wreszcie Skenderbeu.

To tło jest ważne, bo Plaku dorastał w Albanii, która jeszcze długo leczyła społeczne rany po burzliwych latach 90. Sam mówił po latach: "W 1991 roku nadeszła era demokracji, ale już w 1997 roku wybuchła rewolucja piramidowa" przypominając, jak niestabilne było otoczenie, w którym dojrzewało jego pokolenie. W tej samej rozmowie dodawał też, że Albania przez ostatnie ćwierćwiecze bardzo się zmieniła. To nie jest bez znaczenia, bo kariera Plaku dobrze pasuje do historii całego kraju: dużo zakrętów, sporo chaosu, ale też upór, żeby ciągle zaczynać od nowa.

Zanim trafił do Śląska, był już zawodnikiem z papierami

We Wrocławiu łatwo zapomnieć, że Plaku nie przychodził do Śląska jako anonim. W Albanii miał za sobą poważne granie i mocne liczby, a szczególnie ważny okazał się etap w Skenderbeu. To właśnie tam pracował z nim Stanislav Levy, który później ściągnął go do Wrocławia. W kwalifikacjach Ligi Mistrzów Albańczyk zdobył bramkę na wagę wygranej z Debreczynem, dając Skenderbeu pierwsze europejskie zwycięstwo w historii klubu.

To właśnie dlatego jego transfer do Śląska miał sens nie tylko na papierze, ale i w logice tamtego czasu. Levy brał zawodnika, którego znał, a Śląsk dostawał napastnika po europejskim przetarciu, z doświadczeniem w kilku dużych albańskich klubach i z opinią człowieka, który potrafi grać pod presją. Kiedy później trenerzy i działacze w Albanii mówili o Plaku, regularnie wracał motyw doświadczenia. Przy powrocie do Partizaniego trener Sulejman Starova podkreślał wręcz, że to wartościowe wzmocnienie, które ma pomóc także w pucharach.

We Wrocławiu zaczęło się dobrze, a skończyło bardzo źle

Początek w Śląsku naprawdę dawał argumenty optymistom. Plaku dość szybko zaznaczył swoją obecność nie tylko golem w debiucie z Rudarem Pljevlja, ale przede wszystkim trafieniem, które kibice z Wrocławia mogą pamiętać najlepiej. W pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy z Club Brugge to właśnie Albańczyk w 64. minucie zdobył jedyną bramkę spotkania, efektowną podcinką po podaniu Przemysława Kaźmierczaka. Śląsk wygrał wtedy 1:0, a ponieważ w rewanżu w Belgii padł remis 3:3, gol Plaku urósł do rangi jednego z symbolicznych momentów jego krótkiego pobytu przy Oporowskiej. Późniejszy bilans Albańczyka w Śląsku zamknął się na 37 meczach i trzech golach.

Problem w tym, że z czasem sport zeszedł na drugi plan. W drugim sezonie relacje z klubem całkowicie się posypały, ale ten konflikt warto pokazać z obu stron. Z perspektywy Plaku wszystko zaczęło się od propozycji radykalnej obniżki kontraktu, na którą nie chciał przystać, a potem od odsunięcia od pierwszego zespołu i funkcjonowania w realiach, które sam po latach opisywał jako najbardziej upokarzający etap kariery.

Z perspektywy Śląska wyglądało to inaczej: klub utrzymywał, że nie stosował wobec Albańczyka szykan, lecz indywidualny reżim treningowy mający pomóc mu wrócić do odpowiedniej formy, bo trenerzy oceniali, że sportowo nie daje już drużynie tego, czego od niego oczekiwano. Tę linię obrony przez pewien czas wzmacniał również przebieg postępowania, bo w dwóch instancjach przy PZPN kontrakt rozwiązano bez orzekania o winie klubu. Dopiero później sprawa odwróciła się na poziomie międzynarodowym: Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie uznał, że do rozwiązania umowy doszło z winy klubu, a w 2018 roku Piłkarski Sąd Polubowny utrzymał obowiązek wypłaty Plaku odszkodowania.

Właśnie dlatego Plaku w pamięci kibiców Śląska zostaje trochę rozdwojony. Z jednej strony to niespełniony transfer, zawodnik, który miał podnieść jakość ofensywy, ale ostatecznie nie zdołał zostać twarzą drużyny. Z drugiej strony to człowiek, którego sprawa stała się głośna również poza Polską i przez lata wracała w kolejnych tekstach o granicach klubowej presji wobec piłkarzy. Wizerunkowo ten rozdział urósł znacznie bardziej niż jego boiskowy dorobek.

Po odejściu że Śląska wciąż potrafił zaskakiwać

Po Wrocławiu jego kariera wcale się nie skończyła. Wręcz przeciwnie, w Albanii i regionie Bałkanów Plaku jeszcze długo potrafił oczarowywać na boisku. Był ponownie w Partizanim i Skenderbeu, grał też w Korabi, Kamzie, Kukësi, Llapi, Gjilani, Kastrioti i Teucie. To nie był piłkarz wielkiej stabilizacji, tylko zawodnik, który co jakiś czas musiał szukać nowego miejsca i na nowo udowadniać swoją wartość. A jednak potrafił kończyć karierę z medalami, bo z Teutą sięgnął po mistrzostwo Albanii i Superpuchar, a zawodniczą karierę zakończył latem 2022 roku.

To też ciekawa puenta do wrocławskiego rozdziału. W przestrzeni kibiców, Plaku częściej bywa wspominany przez konflikt niż przez futbol, tymczasem w albańskim kontekście jego życiorys wygląda inaczej: jako kariera człowieka, który przewinął się przez wiele ważnych klubów, kilka razy zdobywał trofea i nawet po trzydziestce nie zniknął z poważnego grania. Nie zrobił wielkiej międzynarodowej kariery, ale też nie został piłkarzem jednej, dawno zamkniętej historii.

Drugie życie zaczęło się na ławce

Po odwieszeniu butów na kołku Plaku rozpoczął karierę trenerską. Najpierw Tirana Football Academy ogłosiła go szkoleniowcem grup U-14 i U-15 oraz członkiem sztabu pierwszej drużyny. Później pracował jako asystent, a obecnie wrócił do Tirany razem ze sztabem Orgesa Shehiego.

Historia opowiada o piłkarzu, który przychodził do Wrocławia z realnym dorobkiem i zaufaniem trenera, miał moment obiecującego wejścia, potem wpadł w jeden z najgłośniejszych sporów w nowożytnej historii klubu, a na końcu i tak wrócił do futbolu innymi drzwiami.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.