Niedźwiedź: Ograniczyliśmy Śląsk
fot.: Rafał Sawicki
Po wygranym 3:2 spotkaniu ze Śląskiem Wrocław trener Ruchu Chorzów Janusz Niedźwiedź chwalił swoją drużynę. - Byliśmy konsekwentni w defensywie, skuteczni i dosyć mocno ograniczyliśmy Śląsk. Zdradził też, komu zespół dedykuje zwycięstwo.
Janusz Niedźwiedź: - Gratuluję drużynie zwycięstwa. Przede wszystkim zespół chciał zadedykować zwycięstwo Patrykowi Sikorze, który po raz trzeci w życiu zerwał więzadła krzyżowe. W końcu wygraliśmy na wyjeździe, daliśmy sobie i kibicom radość. Do samego końca będziemy walczyć, do ostatniego meczu z Cracovią. Duża konsekwencja, ograniczyliśmy Śląsk dosyć mocno. Cieszy nas nasza skuteczność. W drugiej połowie trochę tej konsekwencji zabrakło, pojawiły się proste błędy i Śląsk dostał tlen. Dużo szczęścia w ostatniej sytuacji, gdy Śląsk nie trafił na 3:3. Nie potrafiliśmy opanować sytuacji w ostatnich minutach i na pewno w takich momentach trzeba lepiej zarządzać grą i wynikiem. Brawa dla zespołu za heroiczną walkę.
Na ile panu pomogły poprzednie mecze z faworytami – z Rakowem czy Pogonią?
Myślę, że widać było różnice. Śląsk miał więcej piłkę i dominował. Byliśmy ustawieni szczelnie na własnej połowie, żeby ograniczać ataki. Śląsk zmienił ustawienie, spodziewaliśmy się, że zagra 3-5-2, ale wcześniej graliśmy z Pogonią i Widzewem, które grały 4-1-4-1, a mecz z Widzewem pod kątem pressingowym był niemalże wybitny. Dziś więcej było obrony w średnim i niskim pressingu. Później straciliśmy szczelność i pojawiły się niepotrzebne błędy. Zabrakło dobrego zarządzania grą.
W pewnym sensie jest progres, bo coraz mniej bramek traconych w ostatnich trzech meczach.
Idealnie byłoby, gdybyśmy w ostatnich minutach nie stracili tych dwóch bramek, ale oczywiście nie będziemy wybrzydzać. Na pewno poruszymy z zespołem temat ostatnich minut, by w przyszłości zachować się lepiej. W przekroju całego meczu zapracowaliśmy na to zwycięstwo. Warto też pamiętać, że nie mamy komfortu, jeśli chodzi o wystawienie optymalnej jedenastki. Wypadł Patryk Sikora, uraz złapał Robert Dadok, zachorował Patryk Stępiński, a w trakcie meczu dolegliwości zgłosili Szur i Josema. W Mielcu czy Szczecinie byliśmy bez sześciu zawodników. Graliśmy dziś bez nominalnej szóstki – stricte ofensywni Letniowski i Starzyński musieli mocno pracować w obronie niskiej. Być może do końca sezonu takich sytuacji będzie więcej.
Zmiana Łukasza Monety w przerwie podyktowana była tym, że była sytuacja, po której mógł złapać drugą żółtą kartkę?
Jedna z głównych. Za ten faul nie dałbym żółtej kartki, sędzia mógł mieć z tyłu głowy, że Łukasz jest na pograniczu. Liczyliśmy na to, że Bartolewski wzmocni zachowania w defensywie, bo Moneta miał problemy z pojedynkami jeden na jeden. Do 86. minuty Bartolewski swoje obowiązki wypełniał bardzo dobrze, potem przytrafił się błąd, ale nie ma tu czasu na rozpamiętywanie. Szybko musi wyciągnąć wnioski i szykować się do kolejnego spotkania.
