Pawłowski: Pobyt we Wrocławiu był dla mnie czystą przyjemnością
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk Wrocław w 4. kolejce ekstraklasy bezbramkowo zremisował z beniaminkiem Widzewem. Najlepszą okazję do zapewnienia kompletu punktów łodzianom miał były zawodnik zielono-biało-czerwonych Bartłomiej Pawłowski, jednak wykonywany przez niego rzut karny obronił Michał Szromnik.
Mogłeś stać się bohaterem meczu, jednak tym razem nie strzeliłeś karnego. Co się stało?
Egzekucja zawiodła. Wydaje mi się, że uderzyłem w zasięgu bramkarza i tym uprościłem interwencję.
Tuż przed rzutem karnym dużo się działo. Czy to cię rozkojarzyło? Od początku chciałeś tak uderzyć?
Uderzyłem bardzo mocno. Wydaje mi się, że piłka leciała w boczną siatkę. Po prostu uniosłem ją lekko do góry, czym ułatwiłem bramkarzowi interwencję. Moim zdaniem gdyby piłka szła po ziemi to by wpadła.
Od pierwszych minut było widać, że jesteś zmotywowany. Twoja gra napędzała Widzew. Chciałeś tutaj pokazać się z jak najlepszej strony?
Przede wszystkim na boisku staram się wziąć odpowiedzialność na siebie z racji tego, że już trochę spotkań w życiu rozegrałem. Sytuacja na trybunach mnie nie demotywuje. Ten karny przez minutkę po głowie chodził, ale przez przerwę zdążyłem ochłonąć. W drugiej połowie mieliśmy kilka sytuacji, jednak tym razem musimy się cieszyć podziałem punktów.
Atmosfera na trybunach nakręcała oba zespoły, ale po obu stronach zabrakło skuteczności.
Wydaje mi się, że tak. Nie zawsze wszystko wchodzi do bramki. Na pewno Śląsk pluje sobie w brodę, że nie strzelił tego co miał. Szczególnie pod koniec, gdzie Yeboah uderzył w boczną siatkę. My też mieliśmy swoje sytuacje. Są mecze gdzie się nie strzeli, ale trzeba to przełknąć i cieszyć się z tego punktu.
Siedem razy byliście przez Śląsk łapani na spalonego. Z czego to wynikało?
Gospodarze to zespół, który ma swoją jakość i atuty. Widać rękę nowego trenera. Przyszedł i są nowe rozwiązania. Zagrzewał ich brawami po każdej pułapce ofsajdowej, więc wydaje mi się, że ćwiczyli ten element. Jest to dla nas informacja, że musimy być czujni.
Z jakim nastawieniem podchodziłeś do tego meczu?
Podchodziłem do tego w miarę spokojnie. Nie mam ze Śląskiem jakiś dramatycznych pożegnań, bądź negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Zawsze pozytywnie podchodziłem do tego klubu i dalej tak jest, ale sportowe życie jest takie, że reprezentuję inny klub, którego jestem kibicem. Więc daję z siebie wszystko w każdym kolejnym spotkaniu, a pobyt we Wrocławiu to była dla mnie czysta przyjemność.
