Plusy i minusy meczu z Piastem

19.09.2022 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/9/piast2_63276297cda01.jpg

fot.: Paweł Kot

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po piątkowym spotkaniu z Piastem Gliwice (1:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Karol Borys

Wobec przedłużającej się nieobecności kontuzjowanego Petra Schwarza, trener Ivan Djurdjević w piątek w środku pola niespodziewanie postawił na niespełna 16-letniego Karola Borysa i się nie zawiódł. Nastolatek, który w końcówce minionego sezonu zapisał się w historii Śląska Wrocław, przy Okrzei sprostał wyzwaniu, a jego występ zapadł w pamięć. Borys odważnie brał grę na siebie, był kreatywny i szukał rozwiązań, które momentami pozwalały zapomnieć o jego niewielkim doświadczeniu. Nie unikał też starć z rywalami, o czym w pierwszej połowie raz po raz przekonywał się Jorge Felix, a po takim występie spokojnie może liczyć na kolejną szansę od serbskiego szkoleniowca. Borys od dawna wskazywany jest jako największa młoda nadzieja wrocławskiej piłki, jego debiut w podstawowym składzie w ekstraklasie pokazał, że te głosy mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie.

Solidność

Biorąc pod uwagę, że Piast w kolejkach poprzedzających spotkanie ze Śląskiem zdradzał symptomy powrotu na odpowiednie tory, istniała obawa, że wyjazd do Gliwic nie skończy się dla podopiecznych trenera Djurdjevicia niczym przyjemnym. Wrocławianie okazali się jednak równorzędnym rywalem dla gospodarzy, potrafili wyjść na prowadzenie, a po jego utracie wcale nie musieli koncentrować się na desperackiej defensywie. Zielono-biało-czerwoni przy Okrzei zagrali tak, że ich szkoleniowiec na pomeczowej konferencji prasowej powiedział nawet o „jednym z najlepszych występów” i mimo, że nie udało się wygrać, nastroje przed przerwą na kadrę będą nie najgorsze. Śląsk na półmetku pierwszej rundy sezonu przejściowego plasuje się w środku stawki, czyli mniej więcej w miejscu, w którym należało się go spodziewać.

MINUSY MECZU

Diogo Verdasca

Ciężko powiedzieć, co miał na myśli faulując Grzegorza Tomasiewicza w newralgicznej strefie boiska krótko po bramce dla Śląska, prezent od Portugalczyka wykorzystał jednak Damian Kądzior, który popisał się precyzyjnym dośrodkowaniem i Piast trafił na 1:1. Ten faul Verdaski w Gliwicach był symboliczny, bo przyniósł wyrównującego gola gospodarzom, podobnych nieroztropności ze strony Portugalczyka w piątek było jednak co niemiara. Stoper Śląska irytował, był niepewny i popełniał proste błędy, które tylko wzmagały tęsknotę za Konradem Poprawą wyeliminowanym z tego spotkania z powodu kontuzji. Gdy we wcześniejszych meczach również przez uraz brakowało Daniela Gretarssona, to 24-latek wychodził w parze z Verdaską, a przy Okrzei sytuacja się jednak odwróciła. Nic nie zmieni jednak faktu, że najsolidniej w tym sezonie na środku obrony Śląska wygląda para złożona z Polaka i Islandczyka.

Łatwo stracony gol

Faul Verdaski, po którym Piast wywalczył rzut wolny, to jedno, osobną kwestią są jednak okoliczności. Dośrodkowanie Kądziora nie odbyło się bez problemów, bo zawodnik gospodarzy postanowił zagrać bez gwizdka, co nie umknęło uwadze sędziego Wojciecha Mycia. Piłka została cofnięta, a lider gliwiczan… dorzucił dokładnie w taki sam sposób, co chwilę wcześniej i skończyło się golem. Śląsk przy Okrzei cenne prowadzenie wypuścił z rąk w najprostszy z możliwych sposobów. Krótko po golu na 1:0, a w dodatku po stałym fragmencie, który był oczywistą, najpoważniejszą bronią jego przeciwnika. Przy większym poszanowaniu korzystnego rezultatu i przetrwaniu z nim na przykład do przerwy (zabrakło raptem dziesięciu minut), w piątkowy wieczór zupełnie realna mogła być walka z zespołem Waldemara Fornalika nawet o pełną pulę.

WYDARZENIE MECZU

Ciągle bez dubletu

Śląsk w 2022 roku ciągle nie potrafi wygrać dwóch ligowych meczów z rzędu, a w piątek zaprzepaścił kolejną okazję po wcześniejszym ograniu Lechii Gdańsk (2:1). Komplet punktów wydarty w domowym starciu z biało-zielonymi mógł być dobrym impulsem do złapania mini serii jeszcze przed reprezentacyjną przerwą, jednak z Gliwic udało się przywieźć tylko punkt. By znaleźć poprzednią sytuację, w której Śląsk wygrał dwa kolejne ekstraklasowe mecze trzeba cofnąć się już o ponad dwanaście miesięcy (3:1 z Zagłębiem oraz 1:0 z Legią na przełomie sierpnia i września 2021), a kolejna okazja już w październiku. Wówczas podopieczni trenera Djurdjevicia tydzień po tygodniu zagrają przed własną publicznością z zespołami, które nie są ligowymi potentatami – najpierw odwiedzi ich Warta Poznań, a kilka dni później Górnik Zabrze. Brzmi jak plan?

ZOBACZ też: Śląsk zagra sparing z pierwszoligowcem