Plusy i minusy meczu z Pogonią

Plusy i minusy meczu z Pogonią

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po zwycięstwie z Pogonią w Szczecinie (2:0)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

Konsekwentna realizacja planu

Niektórzy powiadają, że cierpliwy to i kamień ugotuje. Pogoń od pierwszego gwizdka sędziego w niedzielny wieczór na Pomorzu Zachodnim walczyła zaciekle z wrocławskim murem, a właściwie poszczególnymi ogniwami w formacjach, które nie przepuszczały żadnych wolnych elektronów w postaci chociażby Kamila Grosickiego czy Marcela Wędrychowskiego. Owszem, Śląsk miał duże problemy, bo był miażdżony i zaliczył jeden z najniższych wskaźników posiadania piłki w tym sezonie (27%) i w całym meczu wymienił niemal trzy razy mniej podań, ale przede wszystkim potrafił wyczekać przeciwnika i zadać dwa ciosy, które położyły drużynę Jensa Gustafssona na deski. Nietrudno odnieść wrażenie, że z przebiegu spotkania Śląsk zainspirował się grą Zagłębia we Wrocławiu (3:0), które inteligentnie wypunktowało wrocławian, którzy nie wiedzieli jak grać z piłką przy nodze. W Szczecinie rozwiązanie przyszło samo, bo Portowcy sami wiązali sobie zbyt mało dynamicznym graniem po obwodzie, co umożliwiało kontrataki zawodnikom Śląska, którzy po jednej takiej akcji otworzyli wynik spotkania. I tak jak tydzień temu narzekaliśmy, że oddanie wrocławianom piłki jest najlepszym pomysłem, tak zielono-biało-czerwoni wyciągnęli wnioski i pozwolili przeciwnikowi się wykrwawić.

Odblokowanie Erika Exposito

O formie Hiszpana, a właściwie jej braku, powiedziano już w ostatnich tygodniach niemal wszystko. Exposito więc w najlepszy dla siebie sposób zamknął usta krytykom piękną akcją bramkową na 1:0, w której najpierw wyszedł z bocznego sektora boiska wymieniając piłkę z Johnem Yeboahem, zagrał do lewej strony, z której wprost na jego głowę dośrodkował Victor Garcia. Właśnie na takiego Erika we Wrocławiu czekano od startu rundy wiosennej, a nietrudno było kryć wrażenia, że trener Ivan Djurdjević w Szczecinie postawił wszystko na jedną kartę, dokładając do formacji ofensywnej Caye Quintanę. Być może wyzwoliło to w 26-latku jeszcze większe pokłady energii, bo walka, jaką stoczył z obrońcami i ilość wykonanej czarnej roboty w defensywie była imponująca. Exposito na przełamanie czekał bardzo długo, bo od październikowego meczu z Górnikiem (4:1) we Wrocławiu. Nagle w dal uleciały wszystkie historie z okresu przygotowawczego, kiedy musiał w trybie pilnym udać się do ojczyzny, by doglądnąć domowego ogniska. Wyciszony brakiem kolejnych ofert transferowych Erik może dać drużynie najwięcej i mecz z Pogonią jest tego najwyraźniejszym przykładem. A jak się przełamywać, to najlepiej na Pogoni. Niegdyś Hiszpan nie trafił w Szczecinie rzutu karnego, ale nie może przysłonić to faktu, że szczecinianie to jeden z jego ulubionych kąsków. Strzelił im podczas swojej ekstraklasowej przygody cztery gole, czyli zaledwie dwa mniej od jego ulubionego Zagłębia.

Caye Quintana

Było pozytywnie o jednym Hiszpanie, to musi być negatywnie o drugim. Tym bardziej, że Quintana po raz wtóry nie daje obserwatorom asumptu do tego, by uznać go za gracza mającego odpowiednie umiejętności. W meczu z Zagłębiem (0:3) dopadł go pech, bowiem w efektowny sposób wykończył dośrodkowanie Dennisa Jastrzembskiego, ale wcześniej na spalonym był Patrick Olsen. Z kolei w spotkaniu z Pogonią nic nie tłumaczy go przed tym, że na pustą bramkę w 67. minucie powinien trafić. Pomimo zmierzających z zawrotną prędkością do bramki Portowców. Jednocześnie mamy w pamięci jego niecelny strzał z początku niedzielnego starcia, gdy jako jedyny potrafił zagrozić bramce Dante Stipicy, uderzając w boczną siatkę. Ciągle jego ostatnim trafieniem pozostaje gol na wagę remisu z poprzedniego sezonu przeciwko zdegradowanej Wiśle Kraków (1:1). To, co w grze Quintany raziło na równi z nieskutecznością pod bramką rywala – to także pasywna gra obronna. 29-latek często bał podejmować się bezpośrednich pojedynków z rywalami, aż osiem razy stracił piłkę i wygrał zaledwie 1/3 ze stoczonym z przeciwnikami starć. Hiszpański napastnik niestety po raz kolejny przypiął do siebie łatkę wiecznego pechowca, z którą ciężko będzie mu w stolicy Dolnego Śląska zerwać.

Twierdza Szczecin zdobyta

Niemal siedem lat trwała niemoc wrocławian na Pomorzu Zachodnim. Musiało dojść do przebudowy i otwarcia nowego stadionu Pogoni, żeby Śląsk wreszcie z Portowcami na wyjeździe zwyciężył. W tym czasie działy się różne historie: wspomniany już nietrafiony karny Exposito na początku meczu w 2020 roku czy chociażby gol w ostatniej minucie regulaminowego czasu Michała Kucharczyka w 4. kolejce następnego sezonu. Przykre mecze w Szczecinie stawały się powoli tradycją, ale ta odeszła w niepamięć po tym, jak wpadła tam banda urodzinowego Ivana Djurdjevicia, motywowana fatalną postawą w pierwszym meczu po zimowej przerwie. A jak dokonywać wielkich rzeczy, to tylko z fanfarami. Za takowe może posłużyć pierwsze od 14 sierpnia 2022 roku czyste konto na wyjeździe, co tylko jeszcze bardziej umacnia fakt, że Śląsk ma patent na wielkie drużyny. Wtedy wygrał bowiem 1:0 z Lechem. Teraz dołożył jednego gola więcej Pogoni, która w zamyśle ma walczyć o miejsce w europejskich pucharach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.