Plusy i minusy meczu ze Stalą
fot.: Mateusz Porzucek
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu ze Stalą Mielec (0:2)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUS MECZU
Poszukiwania Ivana
Rozmawiając o sobotniej porażce w Mielcu, należy wziąć pod uwagę, że Śląsk zagrał w przemeblowanym składzie, a jego trener szuka rozwiązań. Ivan Djurdjević na konferencji prasowej po wcześniejszym ligowym meczu z Rakowem Częstochowa (1:4) nie przebierał w słowach i można się było spodziewać, że pewny awans w Pucharze Polski nie odwiedzie go od pomysłu dużych zmian. Niektóre rozwiązania serbskiemu szkoleniowcowi wrocławian napisało życie, bo na stadionie Stali z powodu nadmiaru żółtych kartek nie mógł zagrać Patrick Olsen. W sobotę po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie Śląska zabrakło jednak także Piotra Samca-Talara, a Djurdjević od pierwszego gwizdka zmieścił na murawie Patryka Janasika i Martina Konczkowskiego, bo ten drugi pełnił właśnie rolę skrzydłowego. Premierową szansę w jedenastce na mecz ekstraklasy otrzymał także Matias Nahuel, a w parze z Konradem Poprawą wystąpił niewidziany w meczach o punkty od maja Diogo Verdasca.
MINUSY MECZU
Michał Szromnik
Po meczu w Mielcu w świadomości kibiców Śląska nie ma już śladu po pochwałach pod adresem Szromnika za świetne sierpniowe mecze przeciwko Widzewowi Łódź (0:0) czy Lechowi Poznań (1:0). Kapitan wrocławian w sobotnie popołudnie wrócił do poziomu, który zapamiętaliśmy z kompromitującej rundy wiosennej, a stwierdzenie, że gol samobójczy Javiera Hyjka przede wszystkim obciąża konto Szromnika, nie jest żadnym odkryciem. Golkiper zielono-biało-czerwonych tylko w dwóch poprzednich ligowych spotkaniach wpuścił aż sześć bramek (w całym sezonie jedenaście) i wygląda na człowieka, któremu przydałaby się już przerwa na kadrę, bo ostatnie tygodnie kosztowały go zdecydowanie zbyt dużo. Obecny obraz Śląska to bezbarwna ofensywa oraz docierająca się linia defensywy, jeśli do tego dojdzie jeszcze kompletnie nieprzewidywalny bramkarz, nieszczęście gwarantowane.
Javier Hyjek
Nie chodzi o to, żeby pastwić się nad młodzieżowcem wrocławian, bo liczba szyderczych komentarzy, jakie przeczytał pod swoim adresem od sobotniego popołudnia, zapewne i tak jest przytłaczająca. Hyjek w Mielcu dostał nauczkę, by jednak korzystać ze starej jak świat piłkarskiej zasady o niepodawaniu piłki w światło bramki, a zachowanie Szromnika tym bardziej powinno go już na zawsze przekonać do ograniczonego zaufania względem bramkarza. Inna sprawa, że występ 21-letniego pomocnika Śląska przy Solskiego, nawet abstrahując od feralnego samobója, po prostu był bardzo nieudany. Hyjek wybiegł w pierwszym składzie w lidze po raz pierwszy od wyjazdu do Kielc (1:3) w 3. kolejce, korzystając z nieobecności wykartkowanego Olsena, jednak trudno powiedzieć, że przekonał do siebie trenera Djurdjevicia. Jego sobotni występ pozostawił raczej poczucie, by korzystać z niego od pierwszej minuty wyłącznie w nadzwyczajnych sytuacjach.
Petr Schwarz
Słabość Hyjka w Mielcu to jedno, po przegranej w meczu 8. kolejki należy sobie jednak zadać pytanie również o dyspozycję jego partnera ze środka pola. W sytuacji nagłej straty lidera tej formacji, jakim niewątpliwie jest Olsen, właśnie od Schwarza należałoby wymagać wsparcia i ciągnięcia w górę jego mało doświadczonego zastępcy, tymczasem Czech zanotował jeden z gorszych występów od transferu z Rakowa. Liczba jego prostych strat obrazowanych zwyczajnym podawaniem wprost pod nogi przeciwników, szczególnie w pierwszej połowie sobotniej rywalizacji, była porażająca i nic dziwnego, że wprowadzała nerwowość w poczynania choćby Hyjka. Przy tak poważnie uszkodzonym środku Śląsk miał bardzo trudno o nawiązanie równorzędnej walki z poukładaną Stalą Adama Majewskiego, a tak nieudany występ to kolejna cenna nauczka w tym sezonie.
WYDARZENIE MECZU
Dwie ligowe porażki z rzędu
Jedyne, czego w 2022 roku można było być pewnym w meczach wrocławian to zmiennej formy. Dość powiedzieć, że przed wyjazdem do Mielca ani razu nie zanotowali jeszcze dwóch kolejnych zwycięstw lub porażek w meczach o punkty, tym bardziej szkoda, że przy Solskiego próżno było szukać przełamania po laniu z Rakowem. Dwa przegrane spotkania z rzędu w ekstraklasie to nie jest jeszcze powód do bicia na alarm, jednak poważne ostrzeżenie, bo w pozostałych do przerwy na reprezentację kolejkach o punkty wcale nie będzie łatwiej. Lechia Gdańsk i Piast Gliwice do tej pory prezentowały się słabo, ale właśnie to oznacza, że nie należy ich lekceważyć, tylko nastawić się na mocne postanowienie poprawy. Biorąc pod uwagę aktualną formę Śląska, w najbliższą sobotę we Wrocławiu oraz tydzień później przy Okrzei czekają nas naprawdę wyrównane mecze.