Plusy i minusy po meczu z GKS-em Tychy

Plusy i minusy po meczu z GKS-em Tychy

fot.:

Wrocławianie odnieśli upragnione zwycięstwo w delegacji i wrócili na drugie miejsce w ligowej stawce. Jakie są plusy i minusy po meczu z GKS-em Tychy?



 

Zdominowana pierwsza połowa.

Gra Śląska przed przerwą była stanowcza i przez większość czasu odbywała się na połowie rywala. Dwa trafienia samobójcze Kasjana Lipkowskiego tym bardziej ułatwiły Trójkolorowym zadanie i pozwoliły całkowicie opanować losy meczu. Prowadzenie 3:0 po pierwszych 45. minutach było zdecydowanie najmniejszym możliwym wymiarem kary. Między innymi świetną sytuację na zdobycie czwartej bramki zmarnował Jambor, kiedy wychodząc sam na sam z bramkarzem, uderzył tak, że piłka trafiła w poprzeczkę, a nie do siatki. Dominacja Wrocławian była szczególnie widoczna w środku pola, tam bardzo dobre zawody rozegrał Michał Mokrzycki, który zakończył je z asystą i wywalczonym rzutem karnym. Warto zaznaczyć, że to kolejny tydzień z rzędu, w którym piłkarze WKS-u rozgrywają część spotkania na własnych warunkach, a to umożliwia późniejszy triumf.

Upragniony wyjazdowy triumf.

Śląsk jechał na teren najsłabszej drużyny na zapleczu Ekstraklasy, a mimo to kibicom Trójkolorowych mogły towarzyszyć obawy, dotyczące formy wyjazdowej Wrocławian. Ostatecznie zawodnicy WKS-u wspierani przez liczną grupę fanatyków, odnieśli niezwykle ważne i upragnione zwycięstwo w delegacji. Warto docenić fakt, że jest ono przekonujące (choć mogło być jeszcze bardziej) i w pełni zasłużone. Triumf na stadionie rywala przyszedł w idealnym momencie sezonu, bo umożliwił on podtrzymanie serii zwycięstw, która skutkuje awansem w tabeli, ale do tego przejdziemy w dalszej części tekstu.

Pozwolili uwierzyć rywalowi.

Po zmianie stron Wrocławianie całkowicie niepotrzebnie pozwolili GKS-owi uwierzyć, w możliwość zrobienia „remontady”. Oczywiście ostatecznie gospodarze zbliżyli się do Trójkolorowych maksymalnie na dwa trafienia, ale sam fakt oddania pola do popisu Tyszanom, było ryzykowne i na szczęście nie skończyło się tragicznie w skutkach. To nie pierwszy raz, gdy Śląsk przy bezpiecznym i pewnym prowadzeniu oddaje inicjatywę rywalowi, a teraz przychodzi taki moment w sezonie, w którym wszelkie błędy nie będą wybaczane. Stąd też warto by było takie fragmenty meczu zniwelować do absolutnego minimum.

Zbyt prosto stracone bramki.

Zdecydowanie podopieczni trenera Simundzy w zbyt prosty sposób tracili gole w niedzielnym spotkaniu. Pierwszy po stałym fragmencie, czyli dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zgubieniu krycia we własnej szesnastce. Drugi po krótkim wrzucie z autu i chwile później wrzutce z bocznej strefy boiska, którą ładnym uderzeniem wykończył, pozostawiony ponownie bez opieki obrońców - Damian Kądzior. Można zakładać, że wpływ na to miał wynik, ale mimo wszystko defensorzy Śląska zbyt szybko się rozluźnili, co poskutkowało stratą dwóch prostych bramek.

Powrót na fotel wicelidera.

Po falstarcie, jakim niewątpliwie były dwa pierwsze mecze w nowym roku, Wrocławianie odnieśli cztery kolejne zwycięstwa i wrócili na drugie miejsce w tabeli. To niezwykle cenna, szybka i skuteczna reakcja Trójkolorowych, która stawia ich w nie najgorszym położeniu w walce o bezpośredni awans. Oczywiście gra pozostawia jeszcze sporo do życzenia, ale najważniejszy jest powrót do regularnego punktowania, które jest kluczowe dla dalszych losów walki o powrót do Elity. Pozostaje więc wierzyć, że piłkarze Śląska będą w stanie kontynuować swoją serię zwycięstw i z tygodnia na tydzień stawiać kolejne kroki, w kierunku Ekstraklasy.

Jan Feliszek

Autor

Jan Feliszek

Wrocławianin, kibic Śląska Wrocław i Liverpoolu. Pasjonat wielu dyscyplin sportowych - czynnie trenujący piłkę ręczną.

Z redakcją związany od września 2023 roku, gdzie rozpoczęła się moja przygoda z dziennikarstwem sportowym.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.