Plusy i minusy po meczu z Górnikiem
fot.: Michał Stawarz
Wrocławianie rozbili 4:0 Górnika Łęczna i postawili kolejny krok w kierunku bezpośredniego powrotu do Ekstraklasy. Jakie są plusy i minusy po meczu 31. kolejki I ligi?
Ruszyło i nie mogło przestać.
Po niemrawym początku Trójkolorowi zdecydowanie zaczęli dochodzić do głosu i przejmować inicjatywę w piątkowym starciu. Kluczem do całkowitej dominacji okazała się bramka otwierająca wynik meczu z Górnikiem. Skutecznie wykonana jedenastka spowodowała, że Śląsk zaczął dyktować warunki w każdym fragmencie boiska. Nawet zejście do szatni na przerwę nie wybiło z rytmu Wrocławian. Co więcej, pierwsze minuty po wyjściu na murawę w drugiej odsłonie tej rywalizacji, były dobiciem rywala, który w 52. minucie tracił już do WKS-u cztery gole. Funkcjonowało praktycznie wszystko, a gra podopieczny słoweńskiego szkoleniowca była miła do oka.
Defensorzy nie tylko bronią!
Martwiliśmy się o grę defensywną Śląska pod nieobecność Lamine Ba, ale jego koledzy z drużyny wyraźne podołali zadaniu. Obrońcy WKS-u nie tylko zachowali kolejne czyste konto w ostatnim czasie, ale i dwóch z nich dołożyło trafienia. Najpierw Krzysztof Kurowski położył dwóch rywali na murawie i świetnym strzałem pokonał Łukasza Budziłka. Z kolei na początku drugiej części spotkania do ofensywy podłączył się Jehor Macenko, który najpierw zagrał do Marjanaca, a następnie podążył za akcją i dobił odbitą piłkę przez golkipera Górnika, tym samym zdobywając swoją czwartą bramkę w tym sezonie. Ostatnie występy, szczególnie ofensywne w wykonaniu obrońców Wojskowych idealnie obrazują to, jak wzrasta pewność siebie u każdego piłkarza.
Nie było minimalizmu, chcieli więcej!
Niejednokrotnie pisaliśmy o tym, że Wrocławianie potrafili za szybko odpuszczać ataki przy korzystnym wyniku. W Łęcznej o tym mowy nie było. Na dobrą sprawę od pierwszej do ostatniej minuty Wojskowi dążyli do strzelania kolejnych goli. Pazerność na bramkę idealnie obrazuje fakt, że Jehor Macenko kilkukrotnie znajdował się w polu karnym rywala, wcześniej rozgrywając piłkę i idąc za akcją. Jak doskonale wiemy i pisaliśmy wyżej, jedna z takowych zakończyła się trafieniem na 3:0. Ostatnie spotkania wyraźnie pokazują, że Śląsk coraz częściej odchodzi od minimalizmu i stara się punktować rywala tyle razy ile tylko można.
Nie ma co pisać o minusach, uśmiech nie schodził z twarzy.
Pisaliśmy o niemrawym początku, ale całokształt spotkania w wykonaniu Wojskowych był tak dobry, że szukanie minusów byłoby na siłę. Podopieczni słoweńskiego szkoleniowca zagrali spotkanie kompletne zarówno w ofensywie, jak i defensywie, tym samym wykonując kolejny krok w stronę powrotu do Ekstraklasy. Cieszyć może to, że to następna odsłona naszego działu w rundzie wiosennej, w której akapit z minusami jest praktycznie pusty.
Po raz 10! Coraz bliżej celu!
Śląsk zanotował 10. spotkanie z rzędu bez porażki. Na tę serię złożyło się osiem triumfów i dwa remisy, co daje 26 punktów na 30 możliwych do zdobycia. Ta niebywała passa powoduje, że Wrocławianie mają wszystko w swoich rękach i bezpośredni awans do Ekstraklasy jest już zależny tylko od nich. Patrząc na aktualną dyspozycję zawodników Ante Simundzy, można odliczać dni i godziny do spotkania, które da upragniony powrót. Trzeba wierzyć, że to się nie zmieni i ostatnie „trzy finały” Śląsk zagra tak dobrze, jak ostatnie 10 starć.
