Plusy i minusy po meczu z ŁKS-em

Plusy i minusy po meczu z ŁKS-em

fot.:

Wrocławianie ponownie zremisowali przed własną publicznością i świętowanie powrotu do Ekstraklasy musi jeszcze poczekać. Jakie są plusy i minusy po meczu ŁKS-em?



 

Kluczowa reakcja.

Większość spotkania z Łodzianami nie należała do najprzyjemniejszych dla kibiców Śląska, ale do tego przejdziemy w dalszej części tekstu. Nie można nie wyróżnić kapitalnej reakcji Trójkolorowych po stracie drugiego gola. Wojskowi, kapitulując po raz drugi, natychmiastowo rzucili się do odrabiania strat i zrobili to w zaledwie siedem minut. Od tego momentu Wrocławianie zaczęli przypominać najlepszą wersję siebie z ostatnich tygodni i dążyli do całkowitego odwrócenia losów poniedziałkowego starcia. Ta sztuka im się jednak nie udała, ale postawę w ostatnich 30. minutach trzeba docenić.

„Człowiek Śląska”

Takie komentarze płynęły w kierunku Krzysztofa Kurowskiego, który bez względu na wszystko mecz z ŁKS-em, może zaliczyć do solidnych występów. Boczny obrońca Śląska dał impuls swojemu zespołowi, zdobywając bramkę w drugim meczu z rzędu. Oczywiście błędy też mu się przytrafiały, ale były one konsekwencją ryzyka, jakie podejmował na przestrzeni całego spotkania. Wśród Wojskowych wyraźnie brakowało piłkarzy, którzy podobnie jak wychowanek WKS-u wezmą grę na siebie. Trzeba się cieszyć, że to kolejny tak obiecujący mecz w wykonaniu popularnego „Kury” i wierzyć, że w przyszłym sezonie również będzie występował w trójkolorowych barwach.

Mimo wszystko, za późno.

Doceniliśmy za reakcję, ale trzeba zganić za przespanie ponad 60. minut tak ważnego meczu. ŁKS do momentu zdobycia drugiej bramki był zespołem, który całkowicie kontrolował przebieg poniedziałkowej rywalizacji. Wrocławianie już dawno nie dali się aż tak zdominować, stąd ten obrazek wywoływał spory niepokój. Brak w kadrze Michała Mokrzyckiego był aż nadto wyraźny, bo Łodzianie rządzili w środku pola, niejednokrotnie zakładając skuteczny pressing. W przypadku obu goli właśnie wspomniany pressing przyniósł pozytywne rezultaty.

Podarowane trafienia…

Pressing, pressingiem, ale to Wojskowi popełnili kluczowe błędy, prowadzące do straty dwóch goli. Najpierw złe rozegranie piłki, dobrze ustawiony Fabian Piasecki i banalna bramka na 0:1. Drugie trafienie to już całkowita nieporadność Trójkolorowych. Kolejny odbiór ŁKS-u na połowie Śląska, akcja pokierowana w boczny sektor boiska i samobójcze trafienie Jehora Macenki. Tak jak pisaliśmy wyżej, Łodzianie przez ponad godzinę byli zespołem lepszym, ale to zachowania defensywy WKS-u bezpośrednio prowadziło do dwukrotnej kapitulacji.

„Zwycięski remis”?

Mimo tego, że tylko zwycięstwo dawało upragniony awans na dwie kolejki przed końcem, to sytuacja Wojskowych i tak wygląda bardzo dobrze. Jedynym rywalem, który pozostał w walce o kwestię bezpośredniego (sportowego) awansu – jest Wieczysta Kraków. Tyle że Krakowianie nie mają już najmniejszego marginesu błędu, bo każda utrata punktów przez podopiecznych Kazimierza Moskala, będzie oznaczać powrót Śląska do Ekstraklasy. Oczywiście, najlepsze rozwiązanie to, żeby Trójkolorowi sami odnieśli dwa zwycięstwa w dwóch ostatnich kolejkach i bezpardonowo przypieczętowali swój powrót do elity. Jednak chcieliśmy podkreślić wagę wywalczonego punktu w meczu z ŁKS-em.

Jan Feliszek

Autor

Jan Feliszek

Wrocławianin, kibic Śląska Wrocław i Liverpoolu. Pasjonat wielu dyscyplin sportowych - czynnie trenujący piłkę ręczną.

Z redakcją związany od września 2023 roku, gdzie rozpoczęła się moja przygoda z dziennikarstwem sportowym.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.