Plusy i minusy po meczu z Odrą
fot.: Miłosz Ślusarenko
Trójkolorowi wreszcie odnieśli upragnione zwycięstwo i zaliczyli udany powrót na Tarczyński Arenę. Jakie są plusy i minusy po wygranym starciu z Odrą Opole?
Perfekcyjne wejście w drugą połowę.
Trzeba przyznać, że Śląsk już dawno nie zachwycił swoich kibiców taką grą, jak tą w drugiej połowie niedzielnego meczu. Wrocławianie wyszli z szatni z jednym celem, jak najszybszym rozstrzygnięciem spotkania na swoją korzyść. Szybko zdobyte dwie bramki i całkowita kontrola nad przebiegiem meczu, Odra nawet przez chwilę nie była w stanie poważniej zagrozić bramce Michała Szromnika. Warto też zaznaczyć, że Trójkolorowi się nie cofnęli i szli po więcej, czego efektem był trzeci gol, oraz czerwona kartka dla obrońcy z Opola. Tych trafień mogło być jeszcze więcej, ale momentami brakowało skutecznej finalizacji, lub między słupkami dobrze spisywał się Adam Wójcik.
Trzeci skuteczny napastnik? Tego jeszcze nie grali.
Wszyscy we Wrocławiu wiedzą, jak wiele dobrego pod bramką przeciwnika potrafią zrobić Przemysław Banaszak i Damian Warchoł. Teraz wszystko wskazuje na to, że do tego duetu dołącza jeszcze Timotej Jambor. Słowak po całkowicie bezbarwnej pierwszej połowie, w drugiej był niekwestionowanym bohaterem niedzielnej rywalizacji. Zaczął od asysty, do której w dalszej fazie spotkania dołożył jeszcze dwa trafienia. Śmiało, można powiedzieć, że po zmianie stron udało mu się idealnie zastąpić kontuzjowanego Banaszaka i tym kupić zaufanie nie tylko sztabu, ale i kibiców zgromadzonych tego popołudnia na Tarczyński Arenie.
Doczekaliśmy się! Na zero z tyłu!
Trójkolorowi z drugim czystym kontem w tym sezonie. Rzecz niesłychana, ale po niedzielnym meczu w pełni zasłużona. Przed przerwą jeszcze goście potrafili w mniejszym, bądź większym stopniu zagrozić bramce Michała Szromnika, ale po zamianie stron występ defensywy Śląska był perfekcyjny i kompletny. Lamin Ba idealnie wchodzi w rolę szefa obrony, co pozwala też pozostałej dwójce stoperów na pewniejszą grę. Do tego na wahadłach bardzo aktywni byli Krzysztof Kurowski i Marc Llinares. Ten drugi swój występ skwitował bramką i asystą. To może być bardzo dobry impuls w kontekście kolejnych, trudnych meczów i głęboko wierzymy w to, że od starcia z Odrą, częściej będziemy mogli mówić o czystych kontach Wrocławian.
Przespana pierwsza połowa.
Ciężko znaleźć jakieś większe minusy po niedzielnym meczu, a chyba jedyne, o co można się przyczepić, to gra w pierwszej połowie. Obie drużyny nie rozgrzały trybun do czerwoności, a styl nie napawał głębokim optymizmem. Na szczęście mecz trwa dwie połowy, a Wrocławianie w szatni przeszli istną metamorfozę. Pozostaje więc wierzyć, że w kolejnych meczach podopieczni Ante Simundzy będą rozpieszczać swoich kibiców w obu częściach spotkania, z podobnym skutkiem jak w ostatnim starciu z Opolanami.
Młodzież ze swoimi szansami.
Debiut Doriana Markowskiego i ciut więcej minut dla Adama Ciućki, właśnie to uznajemy za wydarzenie niedzielnego meczu z Odrą Opole. Te szanse mogą wskazywać na to, że „młodzież Śląska” zaczyna stanowić o potencjalnej sile pierwszej drużyny. Obaj wspomniani zawodnicy, zdążyli zaprezentować namiastkę swoich możliwości i pokazali, że drzemie w nich spory potencjał. W tym momencie kluczowe będzie regularne otrzymywanie minut na boisku, a z tym może być różnie. Niemniej jednak trzeba wierzyć w to, że będą ciężko pracować na kolejne szanse od Ante Simundzy w pierwszym zespole.
