Pokorny: Muszę czasami puścić hamulce (WYWIAD)

Pokorny: Muszę czasami puścić hamulce (WYWIAD)

fot.: Adriana Ficek / slaskwroclaw.pl

Trenował z Erlingiem Haalandem czy Davidem Silvą, w CV ma Red Bull Salzburg i Real Sociedad, wolałby zapomnieć o roku spędzonym w Fehervarze, był kapitanem młodzieżowych reprezentacji Słowacji. Zapraszamy na wywiad z Peterem Pokornym, 22-letnim pomocnikiem Śląska Wrocław. Uwaga! Rozmowa odbyła się przed meczami z Pogonią Szczecin i Jagiellonią Białystok.



 

Jak twój język polski?

Tak pół na pół, bo rozumiem wszystko, co się do mnie mówi, ale ja sam jeszcze nie mówię i korzystam z aplikacji. Uczę się.

Których słów nauczyłeś się najpierw?

Najważniejsze słowo to „piłka”. Jeszcze „szukać”, bo to po słowacku znaczy coś zupełnie innego (śmiech; w języku słowackim to wulgaryzm – przyp.red.). Tam, skąd podchodzę, sporo Polaków mieszka na Słowacji, więc trochę zdań znam, ale jeszcze sporo nauki przede mną.

Z kim z szatni złapałeś najlepszy kontakt?

Mówię po hiszpańsku, więc najbliżej mi do Erika Exposito i Nahuela Leivy. Aleks Petkov mówi dobrze po angielsku (podobnie jak Peter – przyp.red.) i z nim też spędzam czas. Podobnie Patrick Olsen. Czasami wychodzimy razem na obiad czy kolację. Z Petrem Schwarzem rozmawiamy trochę po czesku, trochę po słowacku.

Czeski i słowacki to nie są jednak te same języki.

To prawda, ale są do siebie bardzo zbliżone, chociaż trochę różnic jest.

Masz ze sobą swoją rodzinę we Wrocławiu?

Przez pierwsze dni byli ze mną moi przyjaciele i mój menadżer, pomogli mi zorganizować mieszkanie i rozejrzeć się po mieście. Obecnie – rodzina przyjeżdża na moje mecze, ale większość czasu spędzam sam. Skupiam się jednak na piłce, nie mam za dużo wolnego czasu.

W jaki sposób trafiłeś do Śląska?

Na końcu dogadaliśmy się bardzo szybko, ale od pierwszego kontaktu od Davida Baldy do podpisania kontraktu minęło około sześciu tygodni. Rozmowy rozpoczęliśmy w czerwcu, miałem wtedy też oferty z innych klubów, rozważałem różne opcje. Zastanawiałem się, krok w którą stronę będzie dla mnie najlepszy. Zależało mi przede wszystkim, by jak najwięcej grać i wrócić do poziomu, który wcześniej prezentowałem. Projekt i pomysł, który przedstawił mi Śląsk, spodobał mi się. Widziałem pierwsze dwa mecze, ich poziom mi się podobał. Zwróciłem też uwagę na atmosferę na stadionie, pokochałem ją. Ostatni rok spędziłem na Węgrzech, nie da się porównać tamtejszej otoczki do tej z ekstraklasy. Tęskniłem za atmosferą piłki nożnej.

Czyli już w czerwcu wiedziałeś, że będziesz chciał zmienić klub?

Tak. Wiedziałem, że będę miał problem z wywalczeniem sobie miejsca w pierwszym zespole Realu Sociedad, dlatego dogadaliśmy się z Realem, że mogę poszukać sobie innych rozwiązań. Co prawda miałem od nich ofertę, ale chciałem przede wszystkim grać, a tego nie mogli mi zagwarantować.

W rozmowie z biurem prasowym Śląska powiedziałeś, że Śląsk to kolejny krok w twojej karierze. Dlaczego tak uważasz?

Uważam, że ekstraklasa jest trudną ligą i granie tutaj może mi pomóc w rozwoju. To dobre miejsce dla młodych piłkarzy, którzy są obserwowani przez skautów z innych lig. Oczywiście nie powiem, że chcę całą swoją karierę tu grać – chcę udowodnić sobie i innym, że stać mnie na dobrą grę, która pozwoli mi dostać się do lepszej ligi. Dlatego uważam, że to dobry krok.

Jednak jak ktoś popatrzy w twoje CV, może powiedzieć, że ekstraklasa nie jest dla ciebie krokiem do przodu, tylko w tył.

To prawda, ale nigdy nie znasz przyszłości, co się stanie, jak będzie wyglądała moja gra. Nie interesowało mnie nic innego poza tym, żebym ja sam miał wewnętrzne przekonanie, że to dobra decyzja. Tak jak powiedziałem – zależy mi przede wszystkim na minutach na boisku, nie interesowały mnie inne warunki. Rozwijać się mogę tylko wtedy, gdy będę grał. Uważam, że dam sobie radę w Śląsku i wtedy zrobię kolejny krok w mojej karierze.

Dlaczego na koszulce meczowej zdecydowałeś, by było napisane „P.Pokorny”, a nie po prostu „Pokorny”?

W moich poprzednich klubach grałem z numerem 6 i samym nazwiskiem, tym razem chciałem po prostu coś zmienić. Nie jestem jakoś bardzo przesądny, ale stwierdziłem, że coś zmienię – dlatego w Śląsku gram z numerem 16, a obok nazwisko mam też początek swojego imienia.

Jakim jesteś piłkarzem na boisku, a jakim człowiekiem poza nim?

Moja pozycja na boisku jest bardzo ważna i odpowiedzialna, to wiążę się z tym, że lubię być liderem, dużo mówić i podpowiadać, nie potrafię być cicho. W przeszłości w młodzieżowych reprezentacjach mojego kraju byłem kapitanem, więc musiałem być liderem. Gra toczy się wokół mnie, ja jestem w jej środku, muszę więc przejmować nad nią kontrolę.

Poza boiskiem jestem wyluzowanym, przyjaznym gościem, który lubi poznawać nowych ludzi i żyć z innymi w zgodzie. Jestem bardzo rodzinny, rodzina i przyjaciele są dla mnie bardzo ważni. W życiu osobistym jestem trochę przeciwieństwem tego, jak prezentuję się na boisku, na którym muszę czasami grać agresywnie i pokazać swoją „mroczną stronę” (śmiech), ale w granicach rozsądku i przepisów. Lubię być taką „brudną szóstką”.

Czasami jednak te przepisy przekraczasz. Wiesz, co mam na myśli.

Taka jest piłka. Na mojej pozycji muszę czasami puścić hamulce, bo jak tego nie zrobisz, przeciwnik strzeli gola. Muszę czasami poświęcić się drużynie.

Dwie żółte kartki w dwóch pierwszych meczach – pech?

Nie wiem, nie myślę o tym, nie przejmuję się tym. Po tych kartkach koledzy z zespołu mówili do mnie, że dobrze, że te faule popełniłem, chwalili mnie za decyzje. W pierwszym meczu było blisko czerwonej kartki, to nie była gra, którą chciałbym prezentować. Przeciwko Widzewowi – musiałem faulować. Ale na pewno nie chcę w każdym spotkaniu dostawać kartki (Pokorny w trzecim i czwartym kolejnym spotkaniu został jednak ponownie przez sędziego napomniany, Śląsk od jednej kartki jednak się odwołał – przyp.red.).

Na jakich pozycjach możesz występować?

Moją wiodącą pozycją jest „szóstka”. Mogę też grać, bo zdarzało mi się to w przeszłości, jako środkowy obrońca, szczególnie w taktyce z trojką środkowych obrońców. W poprzednim sezonie zdarzało mi się też grać bardziej ofensywnie, jako „ósemka”. To jest maksimum, wyżej nie potrafiłbym dać zespołowi wystarczająco dużo.

Chciałbym zapytać o twoje początki z piłką nożną – jak to wszystko się zaczęło?

Miałem 3-4 lata, kiedy zacząłem grać w piłkę z moimi kolegami w przedszkolu. Wszyscy poszliśmy trenować do jednego z klubów w Trenczynie. Zakochałem się w tym sporcie. Próbowałem też innych sportów – tenisa i hokeja na lodzie, który na Słowacji jest bardzo popularny. Przez prawie 10 lat trenowałem w Trenczynie. Codziennie ci sami ludzie, te same boiska…

W końcu przyszedł czas na Red Bull Salzburg, w którym spotkałeś Janusza Górę, obecnego dyrektora Akademii Śląska.

Tak, miałem 15 lat, a Janusz Góra przez pół roku był w Salzburgu moim trenerem.

Rozmawiałeś z nim przed przyjściem do Śląska?

Nie, ale napisał mi, że byłby zachwycony, gdybym trafił do Śląska. Pytałem innych ludzi o opinię o klubie, że Janusz Góra tu pracuje – nie wiedziałem o tym, dowiedziałem się dopiero dzień przed podpisaniem kontraktu.

Kogo pytałeś o opinię o Śląsku?

Kilka osób, które znają tę ligę, ale nie było to nic szczególnego. Skupiam się przede wszystkim na teraźniejszości – co dałyby mi opinie o poprzednim sezonie, kiedy teraz są inni zawodnicy, inny trener? Przeszłość mnie nie interesuje.

Transfer do Legii Warszawa swego czasu był bardzo blisko?

To było kilka lat temu, byłem blisko, ale wybrałem inną opcję. Teraz jestem w Śląsku i tylko to się liczy.

W Fehervarze, czyli twoim poprzednim klubie, zagrałeś tylko sześć pełnych spotkań. Dlaczego?

To był dla mnie negatywny, trudny rok. W klubie było ciężko. W ciągu roku mieliśmy czterech trenerów i trzech dyrektorów sportowych. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Było sporo zmian, sporo zawodników, sporo polityki, o której nie chcę bardziej szczegółowo mówić. Nie grałem tyle, ile chciałem, a taki był zamysł – żeby pójść tam na wypożyczenie i grać jak najwięcej. Nie wyszło. Ale taka jest piłka, dlatego potrzebowałem tego transferu do Śląska, żeby znaleźć się w miejscu, które tym razem na pewno będzie dla mnie właściwe.

Jakie masz najgorsze wspomnienia z Fehervaru?

Jest ich trochę, ale oddzieliłem to grubą kreską i nie chcę o tym mówić.

Co możesz poprawić w swojej grze?

Sporo, jak każdy zawodnik. Jedną z takich rzeczy są liczby – rzadko asystuję, jeszcze rzadziej strzelam gole, ale na mojej pozycji to trudne. Są też pewne drobne rzeczy, które staram się codziennie poprawiać. Najważniejsze, żebym był zdrowy i jak najwięcej grał, wtedy będę mógł się rozwijać.

Znasz Piotra Celebana?

Nie.

To jedna z legend Śląska, obecnie jest w sztabie szkoleniowym rezerw. Jako defensywny zawodnik, środkowy obrońca, w mistrzowskim dla Śląska sezonie był jego najlepszym strzelcem. Może podpowie ci, jak defensywny piłkarz może zdobywać bramki.

Może będzie okazja porozmawiać.

Jak byś porównał atmosferę i warunki, które miałeś w Red Bull Salzburg i Real Sociedad do tych w Śląsku?

Warunków porównać się nie da, bo Real Sociedad to La Liga, czyli dużo większe pieniądze, najlepsi ludzie. Mieliśmy absolutnie wszystko potrzebne do gry i treningu. Nauczyłem się tam rzeczy, które teraz w Śląsku mogę robić indywidualnie. W Śląsku warunki są w porządku, dużo lepsze niż na Słowacji. Boiska są super, a to dla zawodnika jest najważniejsze. Siłownia jest w porządku, mamy też dobrą odnowę. Niczego więcej nam nie potrzeba, ale wiadomo, że w Salzburgu i Realu warunki są o wiele lepsze, ale to kluby z innego poziomu. Mają urządzenia za miliony euro. W Śląsku jest jednak wszystko, żeby co roku grać o najwyższe cele w ekstraklasie.

A atmosfera?

Atmosfera w szatni jest bardzo dobra. Nie ma żadnych negatywnych emocji, wszyscy ze sobą rozmawiamy.

Coś cię zaskoczyło po przyjściu do Śląska?

Nie spodziewałem aż tak gorącej atmosfery na trybunach. Grałem w LaLiga 2, w meczach reprezentacji, ale tak głośno było rzadko. To dobrze, bo to dodatkowa motywacja dla zawodników. Na to liczyłem.

Sporo kibiców przyszło na mecz przeciwko Lechowi Poznań, mecz, w którym debiutowałeś. Byłeś zdenerwowany, zestresowany?

Zagrałem po raz pierwszy od trzech miesięcy, miałem za sobą tylko kilka treningów z drużyną, przez 10 tygodni byłem bez klubu. Jak gra się w piłkę nie zapomniałem, ale kiedy dołączysz do tego nowy klub, nowych zawodników dookoła ciebie – biorąc to wszystko pod uwagę, byłem trochę poddenerwowany, ale nie wstydzę się tego. Uważam, że z minuty na minutę grałem coraz lepiej.

Z jakimi najlepszymi zawodnikami grałeś?

Trenowałem z Erlingiem Haalandem, Davidem Silvą, Alexandem Isakiem, Dominikiem Szoboszlaiem… W Salzburgu i San Sebastian spotkałem wielu dobrych zawodników.

Jak to jest poznać tych wszystkich bardzo dobrych piłkarzy?

Tak jak ty teraz spotykasz się ze mną. To nic specjalnego. Uważam, że piłkarz im jest lepszy, tym ma do piłki i do innych więcej pokory. Kiedy trafiłem do Realu Sociedad, David Silva po pierwszym treningu podszedł do mnie i zaprosił mnie na obiad. Trenowanie z takimi zawodnikami to jest oczywiście coś wyjątkowego, ale w większości to zwykli, przyjaźni ludzie. Im większy klub, tym łatwiej funkcjonuje się w szatni.

Lubisz piwerko?

Nie za bardzo. Może tylko wtedy, jeśli jest lato, 35 stopni i nie mam nic innego do picia.

Messi czy Ronaldo?

Messi. Jestem fanem Barcelony od małego.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.