''Pomysły trenera zaczynają się bronić'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław w środowym meczu 1/16 finału Pucharu Polski zagra na wyjeździe z Lechem Poznań. O udanym łączeniu ligi z Europą, pracy trenera Johna van den Broma i Filipie Szymczaku rozmawiamy z Bartoszem Nosalem, dziennikarzem Interii.
Lech w niedzielny wieczór pokonał Górnika na Arenie Zabrze (2:1) i przedłużył do ośmiu najdłuższą w lidze serię meczów bez porażki. To spotkanie było jednak dla niego chyba nadspodziewanie trudne?
Było trudne, ale może być też optymistyczne dla kibiców, bo Lech wygrał mecz na styku, co w dłuższej perspektywie nie zawsze mu się przecież zdarzało. Wygrał w dodatku trzy dni po wyjazdowym starciu w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy (0:0 z Hapoelem w Beer Szewie). Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że Lechowi udaje się łączyć ekstraklasę z pucharami, co w przeszłości wielu polskim zespołom, z Kolejorzem włącznie, szło przecież bardzo kiepsko. Z jednej strony, można spojrzeć na to w taki sposób, że Górnik był w kryzysie, jednak uważam, że w Poznaniu ocenia się pozytywnie, jak ten mecz wyglądał. A przede wszystkim jakim wynikiem się zakończył.
Wspomniał pan o umiejętności łączenia ligi z Europą i to jest naprawdę uderzające – w wyjściowym składzie na mecz z Górnikiem było sześć zmian względem spotkania z Hapoelem, a jednak nie spowodowało żadnego spadku jakości. Trener John van den Brom po słabszym początku nauczył się odpowiednio gospodarować kadrą Lecha?
Prawda jest taka, że w pierwszych tygodniach nie miał też do dyspozycji tylu piłkarzy, co teraz, zwłaszcza na środku obrony. Kiedy Kolejorz notował ten zupełnie fatalny start sezonu, to kibice pewnie pomyśleli, że znowu czeka ich to samo – znowu pojawiła się nadzieja po wyczekiwanym mistrzostwie Polski, a chwilę później ona mogła zostać pogrzebana. Trochę przykład Dariusza Żurawia z 2020 roku, czyli niezła gra w europejskich pucharach, jednak kosztem wyników w ekstraklasie, bo u niego jedno z drugim nie szło w parze. Myślę, że van den Brom nie tylko przekonuje do siebie kibiców, opinię publiczną w Poznaniu, ale zdążył też już przekonać do siebie piłkarzy.
To jest chyba szczególnie ważne.
W sytuacji, kiedy po sezonie mistrzowskim następuje zmiana trenera, to poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Pewnie nie ma już co wracać teraz do Macieja Skorży, ale w sytuacji człowieka, który wchodził do szatni po zdobyciu tytułu, którego nie było od siedmiu lat, pewnie trzeba było trochę czasu i kilku niezłych wyników, żeby zespół jako całość, ale też poszczególni liderzy, uwierzyli, że to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu. Na etapie tych porażek pojawiały się przecież głosy w mediach, że jest duża różnica między tym nowym sztabem a Maciejem Skorżą, to musiały być opinie z szatni przez piłkarzy albo ich menadżerów. Holender wychodzi jednak z tego obronną ręką, bronią się jego pomysły. Po meczu w Izraelu zaczyna się bronić choćby Filip Szymczak, na którego van den Brom mocno stawia i próbuje go na różnych pozycjach.
20-letni napastnik to będzie kolejna młoda gwiazda Lecha Poznań?
Trener Kolejorza w niego wierzy i wydaje mi się, że to nie jest taka sytuacja, jak z wieloma jego poprzednikami, którzy dawali jakiemuś zawodnikowi wiele szans, bo ogólnie klubowi było to na rękę. Mam na myśli piłkarzy, którzy wchodzili do składu, po to, żeby ich wypromować, sprzedać, coś, co na przykład ciągle się ciągnie za Filipem Marchwińskim. Podobnie można powiedzieć też choćby o Karlo Muharze, za którego zapłacono, więc grał zamiast Jakuba Modera. O ile nie wszyscy w Poznaniu mają przekonanie, że Szymczak będzie taką kolejną młodą gwiazdą Lecha, to przynajmniej ten zawodnik nie ma łatki ogrywanego wyłącznie z myślą o transferze.
Strzelał już w Pucharze Polski, Lidze Konferencji Europy i kwalifikacjach Ligi Europy, brakuje tylko gola w ekstraklasie.
Nie jest traktowany jak perła, talent czystej wody, ale sądzę, że ostatnie dwa – trzy miesiące nauczyły kibiców w Poznaniu, żeby niektórych zawodników zbyt szybko nie skreślać. Piję tutaj do Michała Skórasia, którego talent w tym sezonie rozwinął się nieprawdopodobnie i w czwartek może się okazać, że ten sam zawodnik, którego niektórzy fani jeszcze niedawno nie widzieli w ogóle w jedenastce, czy kadrze meczowej Lecha, będzie w tej szerokiej grupie powołanych na mistrzostwa świata w Katarze. Temat Szymczaka jest ciekawy właśnie w kontekście tego społecznego odbioru, na pewno nie nakręca się wokół niego taka negatywna energia, jak choćby przy wspomnianym Marchwińskim.
Negatywnej atmosfery z pewnością nie ma też wokół Filipa Bednarka, który w niedzielę w Zabrzu kolejny raz zagrał bardzo dobry mecz.
To bramkarz, do którego na pewno nie wszyscy kibice Lecha są już przekonani, ale ostatnimi spotkaniami, ostatnim miesiącem, zaufanie do niego mocno wzrosło. Przypomnę, że sezon zaczynał się z Arturem Rudko, którego zapamiętaliśmy szczególnie z błędów w rewanżowym meczu 1. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów z Karabachem Agdam w Baku (1:5) i dziś nie wydaje się, żeby miał być jeszcze w Lechu do czegokolwiek potrzebny.