Redaktorski pojedynek: Na co stać Śląsk w starciu z Lechem?

Redaktorski pojedynek: Na co stać Śląsk w starciu z Lechem?

fot.:

Rozpoczynamy nowy dział, jakim jest Redaktorski dwugłos. Na pierwszy ogień wziąłem redaktorów naszego portalu Krzysztofa Rakowicza i Marcina Sapunia i zapytałem o ich przewidywania przed najbliższym meczem Śląska Wrocław z Lechem Poznań.



 

Ideą cyklu jest zestawienie ze sobą dwóch przeciwstawnych wizji moich rozmówców w danym temacie i zobaczyć, kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko.

Krzysztof Rakowicz przyjął pesymistyczne stanowisko i nie przewiduje, aby Śląsk przełamał się i zdobył jakąkolwiek zdobycz punktową przeciwko podopiecznym Johna van den Broma. Z kolei Marcin Sapuń  uważa, że gospodarze niedzielnego starcia są w stanie sprawić niespodziankę i po raz pierwszy w tym sezonie wprawić swoich kibiców w zachwyt. Oto ich argumenty.

KRZYSZTOF RAKOWICZ

Przed każdym meczem w tym sezonie prognozowałem zwycięstwo Śląska, ale ani razu nie trafiłem z typem. Tym razem WKS podejmie silny Lech, z którym nie ma szans na zwycięstwo. Ba, nie ma nawet szans na podział punktów. Jeśli wrocławianie zdobędą, chociażby punkt, to jeszcze tego samego dnia otworzę szampana Piccolo (bo zwykłego jeszcze nie mogę).

Śląsk nie ma argumentów, żeby po raz czwarty z rzędu pokonać drużynę, która nie przegrała od niemal czterech miesięcy i w jedenastu ostatnich spotkaniach trafiała do siatki minimum raz i prawie do końca walczyła o fazę grupową Ligi Konferencji. Lech w czwartek zakończył swoją przygodę w pucharach, co z pewnością będzie stanowić bodziec motywacyjny przed starciem we Wrocławiu. Tym bardziej że o odpadnięciu poznaniaków zadecydowała jedna bramka.

Postawa wrocławian w meczu ze Stalą była druzgocąca, popsuła mi humor na urlopie i daleki jestem od nadziei, że przez tydzień coś ruszy na tyle, aby gra Śląska uległa znacznej poprawie. Jacek „Magic” Magiera nie jest aż takim czarodziejem, żeby w stosunkowo krótkim czasie ze słabej drużyny zrobić kozaków. Panie trenerze, nic osobistego. Po prostu dokonanie rewolucji w kilka dni jest niemożliwe. Pana powrót w kwietniu pokazał, że na efekty trzeba poczekać. Na ten moment zawodników gotowych do gry na 100% jest mało. Nie wiadomo nawet, kto powinien być bramkarzem numer jeden. Obaj bramkarze popełnili błędy, kosztujące utratę bramki i ciężko wskazać tego, któremu należałoby dać szansę w niedzielę. Trelowskiemu, żeby odpokutował za poprzednią kolejkę, czy bardziej doświadczonemu Leszczyńskiemu, który od 1 kwietnia nie ma czystego konta? To dopiero pierwsza z jedenastu pozycji, a na pozostałych też nie ma wystarczającej jakości.

Dlatego musimy uzbroić się w cierpliwość. Przede wszystkim ten zespół potrzebuje szerszej i lepszej kadry. W tym miejmy nadzieję, pomogą nowi zawodnicy, ale dopiero za kilka (oby nie kilkanaście) kolejek. Zohore, Ince, Pokorny i Borthwick-Jackson mają papiery na bycie dobrymi piłkarzami, ale potrzebują czasu, by złapać rytm meczowy. Przecież oni w tym roku prawie nie grali. Z tego też powodu Śląsk będzie musiał radzić sobie, mając do dyspozycji podobną kadrę do tej z Mielca, która nie błyszczy piłkarsko i mentalnie.

Można powiedzieć, że WKS wygrał trzy ostatnie spotkania z Kolejorzem, więc tym razem inaczej nie będzie. Ostatni mecz odbył się pół roku temu i przez ten czas wydarzyło się naprawdę wiele. Przede wszystkim odszedł John Yeboah, który w tych starciach stanowił o sile Śląska. Na sześć goli strzelonych Lechowi trzy były jego autorstwa. Kim zatem Trójkolorowi mogą postraszyć? Erikiem Exposito, który ostatnie dwie bramki zdobył po strzałach z karnego, a jego dwa jedyne trafienia z Lechem to gole bezpośrednio z rzutu wolnego?

Twardo trzymam się tezy, że z gry Śląska będziemy mogli być zadowoleni co najmniej późną jesienią i dopiero runda wiosenna będzie należała do udanych. Głównie dzięki temu, że wtedy nowi piłkarze będą w pełnej dyspozycji. Pojawi się też więcej zaciętej rywalizacji w drużynie (zwłaszcza dla Exposito, który jej potrzebuje). Trener Magiera będzie mógł przebierać w lepszych zawodnikach niż obecnie i to przyniesie wyniki. Teraz musimy uzbroić się w cierpliwość i przyjąć na klatę niedzielny mecz, który na 90% skończy się zwycięstwem Lecha, a na 10% remisem przy ogromnym szczęściu Śląska.

MARCIN SAPUŃ

Po pierwszych trzech meczach w wykonaniu obu drużyn ciężko wskazać na wrocławian jako faworytów niedzielnego spotkania z Lechem Poznań. Nie chcę wracać do poprzedniego sezonu, w którym Śląsk aż trzykrotnie pokonał mistrza Polski, ponieważ to już historia, a za sterami Wojskowych nie ma już Ivana Djurdjevicia. Gdzie w takim razie upatrywać szans WKS-u na korzystny wynik, którym według mnie będzie co najmniej remis?

Przede wszystkim trzeba próbować je znaleźć w samym rywalu. Nikt nie będzie negował tego, że Lech to topowy polski zespół. Udowodnił to, chociażby kilka miesięcy temu, kiedy dotarł aż do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Kolejorz po dwumeczu ze Spartakiem Trnava, będzie wymagać zmian kadrowych i to nie tylko przez intensywność w drugiej połowie. Lech przez większość czasu grał bardzo słabo, zostawiał dużo miejsca rywalom, gubił piłki, nie krył zawodników przy kluczowych akcjach. Tak duża liczba błędów nie przystoi zespołowi z takimi aspiracjami. Co prawda Lech może być w niedzielę zdeterminowany, by pokazać się lepiej, ale otwiera to pewne możliwości dla podopiecznych Jacka Magiery, którzy po ewentualnym przejęciu futbolówki, będą musieli jak najszybciej przetransportować ją pod pole karne rywala. Mecz na Słowacji pokazał też, że poznaniacy są do ogrania.

Drugim elementem, który nie musi być kluczowy, ale może pomóc w ofensywnie to obecność nowych zawodników. W meczu ze Stalą Mielec w kadrze Śląska zabrakło Petera Pokornego, Camerona Borthwick-Jacksona i Kennetha Zohore. Pewnych nadziei w oczekiwaniu na dobry występ upatruję w Buraku Ince, który został ściągnięty głównie na skrzydło. Każdy, kto oglądał poprzednie spotkania, wie, że właśnie ta pozycja nie jest dobrze obsadzona, a obecność Turka przez więcej niż kwadrans (liczę na co najmniej 45 minut) da powiew świeżości.

Optymistyczne mogą być również fakty, że Trójkolorowi w trzech dotąd rozegranych meczach, nie cofali się wyłącznie do defensywy, czekając na kontratak, tylko próbowali sami kreować sytuacje. Dlatego wrocławianie powinni utrzymywać się przy piłce i uszczelnić lewą i prawą obronę nominalnymi defensorami, ponieważ Kolejorz dość często atakuje właśnie skrzydłami. Według mnie Borthwick-Jackson i Konczkowski są w stanie to zapewnić, jeśli skupią się na swoich zadaniach defensywnych i będą dobrze współpracować ze środkiem pola. 

Ciężko wyrokować, czy mecz rozgrywany przed własną publicznością będzie atutem gospodarzy, jeśli w jedynym meczu we Wrocławiu przegrali 1:2 z Zagłębiem. Natomiast po czterech kolejkach, Śląsk zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Pomimo tego, że to dopiero początek sezonu, na Zielono-biało-czerwonych została rzucona pewna presja, a z drugiej strony, widząc, jak sprzedają się bilety na mecz z Lechem, wiara kibiców jeszcze nie zgasła. To najwyższa pora, by odpłacić się korzystnym wynikiem i dać z siebie jak najwięcej. Osobiście liczę na to, że o drużynie w końcu będzie można powiedzieć coś pozytywnego i to przez dłuższy czas niż tylko jedna połowa.

Adam Mokrzycki

Autor

Adam Mokrzycki

Wrocławianin, socjolog i kibic Liverpoolu. Miłośnik psychologii oraz szeroko pojętych relacji międzyludzkich, dlatego ceni formę wywiadu.

Piłką nożną interesuje się od najmłodszych lat. Próbował iść w ślady taty i zostać zawodowym piłkarzem, ale w miarę szybko zrezygnował z tego pomysłu na rzecz dziennikarstwa sportowego. W nim realizuje się od 2018 roku, a w Śląsknecie działa od 8 marca 2023 roku. Najczęściej udziela się przy mikrofonie podczas komentowania meczów, prowadzenia podcastów, udzielania się na konferencjach prasowych czy przeprowadzania wywiadów. W redakcji odpowiada za atmosferę.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.