Remigiusz Jezierski: ''Transfery? Wierzę w ten zespół, który mamy'' (WYWIAD)

Remigiusz Jezierski: ''Transfery? Wierzę w ten zespół, który mamy'' (WYWIAD)

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

- To zderzenie było brutalne - przyznaje Remigiusz Jezierski po pierwszych tygodniach pracy w Śląsku Wrocław. Nowy prezes wchodzi do klubu w trudnym momencie: po spadku, nieudanej prywatyzacji i w cieniu finansowych konsekwencji dawnych ambicji. W wywiadzie dla naszej redakcji opowiada m.in. o ustaleniach z miastem, potrzebie zmian i możliwych ruchach transferowych.



 

Krzysztof Banasik: Pierwsze tygodnie na stanowisku prezesa Śląska Wrocław za tobą. Spodziewałeś się, że aż tak dużo pracy będzie?

Remigiusz Jezierski:  Myślę, że nie, bo liczba tematów i presja czasu są w tym momencie przed startem rozgrywek ogromne. To zderzenie było dosyć brutalne. To słowo chyba idealnie pasuje.

Co było dla ciebie najtrudniejsze?

Naturalne jest, że trzeba rozpoznać organizację, wszystkie obszary i dopiero podejmować jakieś decyzje. Pewna analiza już przez właściciela została wcześniej zrobiona, podjęto też decyzje, które zostały mi zakomunikowane i musiałem zdecydować, czy chcę w to wchodzić, czy nie. Śląsk to klub bliski mojemu sercu, więc człowiek naturalnie chciał się w to zaangażować. Mimo tego, że wiedziałem w jakim momencie jest klub, czyli po kolejnej nieudanej prywatyzacji. Do tego moment sportowy, czyli granie w lidze, w której moim zdaniem nie powinno nas być.

Dla nowego prezesa to duże wyzwanie.

Tak, ale podszedłem do tego tak, że to dla mnie też duża możliwość, by odcisnąć swoje piętno na potencjalnym sukcesie, w który wierzę. Wierzę w ten zespół i w to, że dzięki poprawie kilku aspektów możemy odnieść sukces, czyli wrócić do Ekstraklasy po tym sezonie. Na podstawie tej wizji zdecydowałem podjąć to wyzwanie.

Powiedziałeś, że właściciel zrobił pewną analizę i pewne decyzje zostały podjęte. Tu masz na myśli decyzje związane ze zwolnieniem prezesa Michała Mazura, dyrektora sportowego Dariusza Sztylki i dyrektora Akademii Krzysztofa Wołczka?

Tak, decyzje kadrowe, ale też te restrukturyzacyjne. Mam na myśli chociażby to, że budżet, który ogłaszałem, był współtworzony przez właściciela.

Jakie kolejne zmiany w klubie mogą zajść?

Przed nami próby wydzielenia Akademii i sekcji kobiet ze struktur WKS Śląsk Wrocław S.A., żeby nie obciążały budżetu. To też decyzje, które tak naprawdę zapadły przed moim przyjściem.

Plan zakłada wcielenie tych drużyn pod Fundację Śląska Wrocław, tak?

Tak, to jest jedna z opcji. Ewentualnie ekstraligowa drużyna kobieta może istnieć w jakiejś innej formie, ale za wcześnie, żeby o tym publicznie mówić. Różne scenariusze są w tej chwili analizowane.

Kiedy formalnie się to zadzieje? Jaki jest plan na to?

Prace trwają. Na ten moment skupiamy się przede wszystkim na zrealizowaniu wymogów licencyjnych na przyszły sezon. Myślę, że w marcu cały plan i formalności powinny być ogłoszone.

To będzie oznaczało w praktyce, że te drużyny nie będą wchodziły w skład budżetu Śląska Wrocław S.A., tylko będą dotowane jakoś inaczej?

Dokładnie tak. Fundacja będzie mogła liczyć na inne finansowanie, na przykład w formie dotacji ministerialnych.  Łatwiej będzie jej także pozyskiwać sponsorów, dla których takie wsparcie wiąże się z lepszymi rozwiązaniami podatkowymi.

Ale dalej zarządzać tymi drużynami będzie Śląsk?

Będzie osobna struktura, musi być osobny zarząd Fundacji, ale Fundacja będzie bezpośrednia pod Śląskiem. Takie też są wymogi licencyjne. Rzeczywiście pełna kontrola będzie po naszej stronie, po stronie klubu.

W Legii Warszawa chyba to podobnie działa.

Tak i na tych doświadczeniach chcemy się wzorować.

Co z rezerwami, które aktualnie grają w II lidze?

To drużyna, która jest na szczycie piramidy szkoleniowej w naszej Akademii i raczej zostanie w spółce. Występują w niej zawodnicy, którzy często posiadają już kontrakty zawodowe. To jest liga centralna, więc koszty są całkiem spore, ale na ten moment nie planujemy wcielenia tego zespołu do Fundacji.

Jak wygląda sytuacja finansowa klubu?

Chcę, żeby finanse klubu jako spółki miejskiej były możliwie transparentne. Znane tak radnym, jak i mieszkańcom, żeby nie było w związku z tym tematem tylu negatywnych emocji. Były wokół tego mity, ale były też prawdziwe sytuacje z wydatkowaniem pieniędzy lekką ręką. Czkawką nam się odbija wicemistrzostwo, a właściwie czas po nim, kiedy niektórzy uwierzyli, że taki sukces będzie nam pisany na kilka lat. Było więc przyzwolenie na to, żeby podnosić wydatki na zawodników i agentów. Niestety skończyło się to spadkiem, a my z konsekwencjami finansowymi jesteśmy dalej i z tego wynika nasza trudna sytuacja.

Wracając jeszcze do wyboru twojej osoby na prezesa Śląska - wszyscy cię znają i szanują, ale czy Remigiusz Jezierski posiada kompetencje do tego, żeby być prezesem tak dużej spółki?

Organizacja rzeczywiście jest spora. Ale mam odpowiednie wykształcenie - jestem magistrem ekonomii. Myślę, że chyba jako jedyny zawodowy piłkarz w polskiej historii dziennie wystudiowałem 5-letnie studia. Ukończyłem dwa kursy z zarządzania organizacjami sportowymi. Pracowałem jako trener. Jestem od piętnastu lat w środowisku piłkarskim jako komentator Canal+, obserwując wiele klubów, osób zarządzających nimi czy innych działów organizacji sportowych. To pozwoliło mi zdobywać doświadczenia.

Dziesięć lat wykorzystywałem tę wiedzę w praktyce, uruchamiając nowatorski projekt „Partnerski Klub Biznesu Wrocław”, będący modelem relacyjnej grupy biznesowej na styku ze światem sportu - nieoczywisty pomysł, który zakończyłem z sukcesem.

Wierzę, że teraz tak będzie ze Śląskiem. Dlatego uważam, że dam radę, nie obawiam się wyzwania. Na razie jesteśmy w trybie oszczędnościowym, ale wierzę, że przed nami dobre lata, w których klub będzie się rozwijał i rósł w siłę. To na razie słowa, bo zdaję sobie sprawę, że to trudne zadanie.

Jakie zmiany w sposobie zarządzania klubem chcesz wprowadzić?

Chcę postawić na większą efektywność i zaangażowanie pracowników. Zamierzam wprowadzić nowe systemy usprawniające pracę. Nie będę bał się trudnych decyzji - jeśli ktoś będzie odstawał od reszty, nie realizował wyznaczonych celów. Nie lubię narzekania i szukania wymówek.

Z drugiej strony uszczuplanie przez kilka lat kadr zarządzających spowodowało, że powstały w pewnych obszarach luki - brakuje dyrektora finansowego, dyrektora organizacyjnego. Dlatego wraz ze mną w klubie pojawił się dyrektor zarządzający Mariusz Pasierski. Biorąc pod uwagę obecną trudną sytuację, nie zatrudniamy kolejnych osób, natomiast staram się częściej wspierać Radą Nadzorczą czy ekspertami zewnętrznymi.

Kim jest Mariusz Pasierski i czym będzie się w Śląsku zajmował?

Mariusz pochodzi z Opolszczyzny, znamy się jeszcze z czasów studenckich, ma też wykształcenie ekonomiczne. Pracował w kilku firmach, w których pełnił funkcje związane z zarządzaniem i jako członek zarządu. Jednocześnie jest też pasjonatem piłki nożnej, piłkarzem amatorem, trenerem niższych lig z uprawnieniami. Ma wysokie umiejętności interpersonalne, a jego znajomość środowiska będzie pomagała mu, żeby operacyjnie zarządzać organizacją piłkarską. Będzie odpowiedzialny za koordynowanie pracy wszystkich działów, optymalizację procesów i zwiększenie efektywności. Przy wąskiej kadrze pracowników, jaką mamy, ma szeroki zakres. Można powiedzieć: myśli strategicznie, decyduje operacyjnie i odpowiada finansowo.



Co dalej z twoim Partnerskim Klubem Biznesu? Czy będziesz dalej przewodniczył tej inicjatywie? Czy możemy liczyć, że część z tych zrzeszonych biznesmenów wkrótce zostanie sponsorami Śląska?

Udziały w spółce zarządzającej Klubem Biznesu oddałem dotychczasowym pracownikom. Generalnie taki model jest jak najbardziej do wdrożenia w takim klubie jak Śląsk. Nie wykluczam skorzystania z doświadczeń i zasobów PKB Wrocław, ale jest za wcześnie, żeby mówić o szczegółach. Niemniej, to oczywiście wpisuje się w moją wizję stworzenia stabilnego akcjonariatu biznesowego wokół klubu, dobrej atmosfery i lojalności nie tylko kibicowskiej na trybunach, ale również tej biznesowej. Na wzór np. niemieckich klubów – gdzie niezależnie, co się dzieje na boisku, ludzie spotykają się na kilka godzin przed meczem i po meczu, by się spotkać, porozmawiać, spędzić czas i przy okazji poznać np. nowych partnerów biznesowych.

Taką atmosferę udało mi się stworzyć w Partnerskim Klubie Biznesu Wrocław, gdzie przedsiębiorcy płacą abonamenty członkowskie na wzór elitarnych klubów, nie tylko oczekując korzyści biznesowych, ale również tych niematerialnych, poczucia wspólnoty, wymiany poglądów i doświadczeń, zrozumienia i chęci pomocy innym.

Zrzeszając przedsiębiorców masz liczne kontakty biznesowe, teoretycznie możesz być najlepszą osobą do pozyskania dodatkowych sponsorów.

Tak, mam w tym aspekcie doświadczenie, ale nie było jeszcze zbyt dużo czasu na stworzenie tego modelu. Sądzę, że w przyszłości możliwy jest nawet model, w którym rozproszony prywatny akcjonariat przejmie większość udziałów w spółce. Na ten moment chcemy zaprosić kolejne, nowe kręgi biznesowe i firmy na stadion, zoptymalizowaliśmy przestrzeń biurową zajmowaną przez naszych pracowników, by uwolnić kolejne loże biznesowe na wynajem na poszczególne mecze lub cały sezon dla nowych firm – mamy już pierwszych zainteresowanych. Będziemy też szli w kierunku dodatkowych wydarzeń biznesowych poza dniem meczowym.

Czy rozpatrując ofertę od prezydenta Jacka Sutryka postawiłeś warunek, że miasto musi się mniej wtrącać w funkcjonowanie klubu?

To jest trochę przerysowane sformułowanie. Po prostu zależy mi, żeby “miasto” nie nadużywało swojego statusu właścicielskiego, bo to psuje wizerunek w środowisku biznesowym i wśród normalnych kibiców. Choćby w kwestii biletów czy lóż. Biznes lubi jasne, klarowne zasady, zapłaci, ale jeśli będzie wiedział, że zasady są równe dla wszystkich. Dla mnie najważniejsze, że dostałem na to zgodę - więc będę działał w tym kierunku.

Czyli rozumiem, że w trakcie negocjacji z twoim nowym pracodawcą z twojej strony padła taka potrzeba posiadania dużej autonomii w decyzjach, w działaniu. Dobrze to interpretuję?

Tak, ale to nie była tylko moja wizja, ale też samego właściciela. Zarządzanie klubem musi pójść w dobrym, biznesowym kierunku. Niech udział np. właścicielskich biletów będzie taki sam jak sponsorskich. Wszystkie procesy muszą opierać się na zdrowych zasadach.

I dostałeś zapewnienie ze strony właściciela, że masz autonomię, możesz działać po swojemu?

Tak. Takie dostałem zapewnienie.

A w kontekście transferów? Czy dalej na końcu rada nadzorcza musi zatwierdzić każdy transfer?

Tak. Staramy wypracować z radą mechanizmy dobrej komunikacji, żeby było szybkie działanie. Skład rady też się zmienił, więc współpraca między nami jest do wypracowania, ale taka jest rola rady nadzorczej w każdej spółce - ma patrzeć na ręce zarządowi, prezesowi, nadzorować wydawane pieniądze. Ja się osobiście tego nie obawiam.

Chcę, żeby to było wszystko transparentne, żeby rada poznała, jak te standardy funkcjonowania rynku piłkarskiego i menadżerskiego wyglądają, że trzeba ich pilnować, ale z drugiej strony starać się je optymalizować poprzez dobre negocjacje i posiadanie własnych zasobów w postaci skutecznego skautingu i dobrej Akademii, która jest potrzebna, żeby docelowo więcej zarabiać na zawodnikach niż wydawać. Bo wydaje ten, kto nie zadbał o podstawę piramidy szkolenia.

To jak jesteśmy przy Akademii, kiedy poznamy nazwisko nowego dyrektora?

Na ten moment pełniącym obowiązki jest Koordynator Pionu Szkolenia Janusz Góra. Przygotowujemy nowy format funkcjonowania akademii w ramach Fundacji Śląska Wrocław, dlatego jeszcze nie ma żadnych innych decyzji.

Jakie są dalsze plany transferowe na to okienko?

Dział skautingu mocno pracuje. Pozyskaliśmy Michała Mokrzyckiego i Lamine Ba, obydwaj moim zdaniem są wzmocnieniem zespołu. Analizujemy kolejne możliwości, przeprowadzimy jeszcze jeden lub dwa transfery. Uważam jednak, że zespół w takim kształcie, jaki jest obecnie, już ma duży potencjał do tego, żeby walczyć skutecznie o awans.

Chciałbym zaapelować do kibiców, żebyśmy dali wsparcie tym zawodnikom, którzy są w zespole i dalej mocno w nich wierzyli. Ja w rozmowie z piłkarzami przekazałem im, że uważam, że nawet bez żadnych transferów ta drużyna mogłaby awansować do Ekstraklasy. Mam sam takie doświadczenia z czasów gry w piłkę, osiągając dwa awanse. Żaden z nich nie był łatwy. Zawsze dużo było trudnych meczów, dużo znaków zapytania i momentów zwątpienia i niepewności.

Potencjał ofensywny mamy duży, mamy dobrych zawodników, wszechstronnych do atakowania i kreowania sytuacji, brakowało stabilności w grze obronnej, za dużo było błędów indywidualnych, które rzutowały na wynik. Sobotni sparing z Zagłębiem Lubin (2:2) pokazał, że Lamine Ba powinien być elementem, który nam da tę stabilność.

Wiem, że oczekiwania kibiców są takie, że chcieliby jeszcze usłyszeć o wzmocnieniach. Ale nie chcemy robić transferów dla samych transferów - wyznaję zasadę, że pozyskany zawodnik powinien wyraźnie podnieść poziom zespołu. Ale jeszcze raz powtórzę – ja wierzę w tych zawodników i liczę, że kibice też będą wierzyć i nas wspierać.

W sparingach trener Ante Simundza zmienił system na grę z trójką środkowych obrońców i mam wrażenie, że zespół odżył.

Też tak myślę. Warto o tym wspomnieć, że jest zmiana systemu, a dotychczas drużyna była budowana w oparciu o skrzydłowych, tam była największa rywalizacja, ale niekoniecznie przekładało się to na efekty. Teraz dochodzi drugi wariant ustawienia, będziemy mniej przewidywalni. Zawodnicy muszą pokazać wszechstronność, elastyczność i wyższy poziom w płynnym reagowaniu na to, co dzieje się na boisku.

Tych dwóch zawodników, których szukacie, to ofensywny pomocnik i napastnik, tak?

Tak, ale równie dobrze to mogą być defensywny pomocnik i środkowy obrońca. Szczerze powiedziawszy bierzemy pod uwagę różne warianty, bo mamy tak wszechstronny zespół, że różnie możemy wykorzystywać tych zawodników, których mamy.

W zależności od tego, z jakim zawodnikiem rozmowy potoczą się lepiej, to może mieć wpływ na decyzję, zawodnika na którą pozycję zakontraktujemy. Trzeba powiedzieć, że okienko zimowe nie jest łatwe, ale szukamy okazji, by zakontraktować dobrych piłkarzy. Pozostajemy czujni, analizujemy różne warianty, prowadzimy kilka rozmów na raz, nie ulegamy presji czasu. Okienko transferowe zamykające się z końcem lutego daje nam jeszcze przestrzeń do działania.

Jaka wygląda sytuacja zesłanego do rezerw Miłosza Kozaka?

Były pierwsze rozmowy i nasza propozycja rozwiązania kontraktu, ale na ten moment mogę tylko powiedzieć, że negocjacje prowadzone przez dyrektora sportowego Rafała Grodzickiego z Miłoszem i jego agentem są trudne. W dodatku w ostatnim sparingu rezerw zawodnik zaprezentował mało profesjonalne podejście i niesportowe zachowanie, dostając czerwoną kartkę. Na razie jest impas w tej sytuacji.

Besar Halimi, z którym dogadaliście się w sprawie rozwiązania kontraktu, przyszedł i powiedział, że ma ofertę, czy wy mu powiedzieliście, że może sobie szukać klubu?

Besar Halimi stracił miejsce w podstawowym składzie i chyba czuł, że zaufanie do niego jest coraz mniejsze. Mając propozycję przyszedł do nas i zapytał o możliwość rozwiązania umowy. Przystaliśmy na to, bo to daje nam możliwość ewentualnego zakontraktowania innego, lepszego zawodnika na tej pozycji.

A jak było w przypadku Tommy’ego Guercio?

Wychodzimy z założenia, że z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ktoś czuje się nieszczęśliwy, nie daje sto procent na treningach, nie ma motywacji do walki o wspólny cel, którym jest awans i my uznajemy, że nie wnosi potrzebnej jakości do zespołu, to nie mamy zamiaru go trzymać na siłę. Tak było w przypadku Tommy’ego, który poprosił nas o zgodę na powrót do rodzinnych Włoch. Oczywiście zgodziliśmy się nie tylko z uwagi na dobro samego zawodnika, ale również w interesie klubu i drużyny - my najlepiej znamy cały kontekst sprawy, inne zapisy umowne i już mamy plan na wprowadzanie kolejnych młodzieżowców.

Sklep internetowy świeci pustkami, możemy liczyć na poprawę w tym zakresie?

Kwestia szeroko rozumianego marketingu jest dla nas bardzo ważna. Zależy mi na tym, żeby sklep się rozwijał. Muszę poprosić tu o chwilę cierpliwości, mamy na to plan, ale wszystko oczywiście łączy się z budżetem. Zrobiliśmy pierwsze małe kroki, uruchomiliśmy pierwsze decyzje zakupowe, ale generalnie jeszcze jesteśmy na etapie regulowania zaległości za poprzedni rok.

Z końcem sezonu wygasa nasza umowa z partnerem technicznym dostarczającym sprzęt marki Nike. Prowadzimy rozmowy z kilkoma firmami odnośnie tego, żeby od przyszłego sezonu drużyna miała wysokiej jakości sprzęt, my jako klub dobre warunki współpracy i dużą dostępność, by móc udostępnić kibicom nie tylko nowe koszulki, ale też więcej gadżetów. Jesteśmy blisko ostatecznego wyboru, wierzę, że kibice docenią to i będą zadowoleni w obliczu nadchodzącego 80-lecia klubu.

Odczytuję to tak, że w tym sezonie raczej nie spodziewajmy się jakiejś rewolucji w sklepie.

Rewolucji nie. Już mamy luty, w tym sezonie nie jesteśmy w stanie już wiele zrobić. Mogę zadeklarować, że spróbujemy zrobić małe kroki do przodu, ale teraz na rewolucję po prostu nie będzie nas stać. Z drugiej strony na pewno nie będzie tak, że nic nowego w sklepie się nie pojawi – proces produkcyjny wymaga jednak nieco czasu.

Czy w tym sezonie będzie trzeci komplet koszulek lub jakieś inne koszulki okazjonalne?

Tak, pracujemy nad tym.

Będziesz nadal komentował mecze w Canal+?

Moja praca w Śląsku i komentowanie w Canal+ aktualnie się nie wykluczają, bo jako pracownik pierwszoligowego klubu mogę komentować mecze Ekstraklasy. Takie sytuacje już były, ale w sumie nigdy nie dotyczyło to prezesa. Myślę jednak, że bardziej prawdopodobna jest sytuacja, że moja prawie piętnastoletnia kariera dobiega końca.

Obiecujesz nam w przypadku awansu jakąś nową, kreatywną cieszynkę?

Nie wiem, czy mogę o tym głośno powiedzieć, bo teraz akurat żona mnie słyszy, a ona woli mnie posiadającego brodę… Ale już komuś zapowiedziałem, że po awansie się zgolę brodę (śmiech).

Ale to od razu po meczu, tak? Np. kapitan cię ogoli na środku boiska? (śmiech)

To dopiero byłaby akcja...

Czy będziesz aktywny w mediach społecznościowych w relacjach z kibicami? Patryk Załęczny do pewnego momentu był ewenementem jeżeli chodzi o intensywność tego kontaktu. Michał Mazur całkowicie się od tego odciął. A jak ty do tego podchodzisz?

Przyznam, że nie jestem fanem mediów społecznościowych i nie przepadam za tym. A teraz mam na to jeszcze mniej czasu niż wcześniej. Od razu kibiców przepraszam i proszę o wybaczenie za brak responsywności, ale do takiego kontaktowania się w mediach społecznościowych będziemy wykorzystywać biuro prasowe lub marketing. Ja będę w ograniczony sposób zaglądał tylko czasami.

Jeżeli nie social media, to może jakieś spotkanie z kibicami w pubie, na stadionie na przykład. Dałbyś się zaprosić na coś takiego?

Z przyjemnością. Deklaruję, że jestem do dyspozycji, bo uważam, że właśnie spotkania na żywo wyjaśniają najwięcej, budują prawdziwe relacje. Z kibicami, przedsiębiorcami, piłkarzami czy pracownikami. Śląsk Wrocław potrzebuje budowania dobrej atmosfery.

No to ja już w imieniu naszej redakcji zapraszam, zorganizujemy takie spotkanie.

Czekam na szczegóły.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.