Sędzia Jarzębak: ''Od razu zaczęli schodzić z boiska''
fot.: Krzysztof Porębski
Wywiad Przeglądu Sportowego z sędzią czwartkowego spotkania 1/8 finału Pucharu Polski pomiędzy Sandecją Nowy Sącz a Śląskiem Wrocław Sebastianem Jarzębakiem prowokuje do nowych przemyśleń w sprawie przedwczesnego zakończenia spotkania rozegranego w Niepołomicach.
Kiedy do wykonania rzutu karnego szykował się Maisa Fall, z sektora zajmowanego przez kibiców Śląska Wrocław słychać na naszym nagraniu pojedyncze okrzyki, zinterpretowane przez Senegalczyka jako rasistowskie. Pomocnik jedenastki nie wykorzystał. Do sędziego z pretensjami podbiegli zawodnicy Sandecji Nowy Sącz. Tak w rozmowie z Przeglądem Sportowym opisuje to arbiter:
- Piłkarze Sandecji zaczęli momentalnie protestować. Praktycznie od razu zaczęli schodzić z boiska. Chcieli, żebym nakazał powtórzenie rzutu karnego Maissa Falla, a jeśli nie, to schodzą z boiska. Oczywiście nie mogłem się zgodzić na powtórkę, bo taka sytuacja nie miałaby uzasadnienia w żadnym przepisie gry. Ich protesty były bardzo zdecydowane, nie była to jakaś normalna, konstruktywna rozmowa i dlatego kapitan Dawid Szufryn została ukarany żółtą kartką. Mówiąc krótko, piłkarze domagali się jakichś swoich praw, niekoniecznie zgodnych z regulaminem
- mówi Sebastian Jarzębak, który dodał też, że prosił zawodników Sandecji, żeby ci zostali i dokończyli ten mecz. - Dla mnie ich reakcja była zaskoczeniem - dodaje.
To ostatnie zdanie zwraca na siebie uwagę, kiedy dodamy inny fragment rozmowy z sędzią tego spotkania:
- Usłyszałem odgłosy. Z jednej strony można było je nazwać dopingiem, ale z drugiej dało się wyłapać odgłosy buczenia i tym podobne reakcje, które sugerowały, że chodzi o zachowania rasistowskie
- ten fragment dowodzi tego, co słyszymy na naszym nagraniu. Rasistowskie okrzyki wznosiły pojedyncze osoby i nawet sędzia, ustawiony blisko kibiców WKS-u, nie był w stanie jednoznacznie ich zinterpretować i zareagować zgodnie z zaleceniami PZPN:
- Najpierw arbiter powinien np. za pośrednictwem spikera wezwać zgromadzonych na stadionie do zaprzestania zachowań rasistowskich.
- W przypadku braku reakcji publiczności - drugim krokiem jest przerwanie meczu i zaproszenie drużyn do szatni.
- Jeśli po kolejnym wezwaniu przez spikera kibice się nie uspokoją, arbiter musi mecz zakończyć.
W Niepołomicach sędzia Jarzębak nie postąpił w ten sposób, tłumacząc to zaskakującą reakcją gospodarzy i „zagrożeniem” zejścia do szatni.
Kluczowy aspekt całej rozmowy z Sebastianem Jarzębakiem to motywacja, którą wprost wypowiedzieli piłkarze Sandecji: „chcieli, żebym nakazał powtórzenie rzutu karnego, a jeśli nie, to schodzą z boiska”. Czy zatem, gdyby arbiter jakimś cudem zgodził się na żądania gospodarzy, ci nie wnosiliby już protestów? O to tak naprawdę chodziło zawodnikom Sandecji? Pozostawiamy to do Waszej intepretacji.
Materiał Przeglądu Sportowego znajduje się TUTAJ.
