Simundza w końcu spełnił oczekiwania kibiców. Ci jednak nie kryją rozczarowania
fot.: Paweł Kot
Jesienią nie doczekaliśmy się wspólnej gry Damiana Warchoła oraz Przemysława Banaszaka od pierwszych minut. Chwila ta w końcu nadeszła w niedzielnym meczu z Ruchem Chorzów. Jednak jak można wywnioskować po komentarzach w sieci, kibice liczyli na zupełnie inne efekty. Jak zaprezentowali się obaj napastnicy i co na ich temat powiedział trener Ante Simundza?
- Myślę, że za tego trenera to się nie wydarzy - tak jesienią po meczu z GKS-em Tychy odpowiedział Damian Warchoł pytany, czy Śląsk po przerwie reprezentacyjnej przejdzie na grę z dwoma napastnikami. W poprzedniej rundzie ani razu od pierwszych minut obok 30-latka nie oglądaliśmy Przemysława Banaszaka i to pomimo że obaj piłkarze znali się dobrze z Górnika Łęczna, gdzie system gry z dwoma dziewiątkami nie był im obcy. Częściej za to oglądaliśmy obrazki wchodzącego z ławki Warchoła, który stał się zmiennikiem Banaszaka. Duet ten jesienią (wliczając w to Puchar Polski) zapewnił Wojskowym łącznie 15 goli, co było naprawdę dobrym wynikiem.
Prośby kibiców zostały wysłuchane
W trakcie zimowych przygotowań trener Ante Simundza zdecydował się na zmianę ustawienia swojego zespołu i tak o to Śląsk przeszedł z gry czwórką obrońców na trójkę z tyłu. Dlatego też w ostatnim meczu z Ruchem Chorzów po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowej jedenastce zobaczyliśmy Banaszaka oraz Warchoła. Pierwszy z nich zaliczył pełne 90 minut, drugi zszedł z boiska w 82. minucie. Jednak pomimo obecności dwóch napastników, Trójkolorowi w całym meczu oddali tylko siedem strzałów, z czego dwa były autorstwa Banaszaka, a jeden z nich znalazł drogę do bramki. Dla porównania Warchoł nie zanotował ani jednego uderzenia. Widocznym problemem były dostarczane piłki do snajperów przez pomocników, brakowało narzędzi do tworzenia zagrożenia, dlatego też statystyki napastników w niedzielnym spotkaniu prezentują się następująco:
Strzały - Banaszak: 2, Warchoł: 0
Strzały celne - Banaszak: 2, Warchoł: 0
Celne podania - Banaszak: 74% (14/19), Warchoł: 73% (8/11)
Kontakty z piłką - Banaszak: 42, Warchoł: 16
Wygrane pojedynki - Banaszak: 5/15, Warchoł: 1/7
Wygrane pojedynki w powietrzu - Banaszak: 0/5, Warchoł: 3/7
Po liczbach widać, że aktywniejszym zawodnikiem był Banaszak, który zdobył kolejną bramkę w tym sezonie, musiał się sam często cofać po piłkę, a dodatkowo widoczna była również różnica między nim a 30-latkiem pod kątem prezentowanego profilu "dziewiątki". Warchoł to lis pola karnego, z kolei Banaszak często wykorzystywany jest np. do ścigania się rywalami, a w meczu z Ruchem mogliśmy obserwować go nie tylko w szesnastce przeciwnika, ale także lekko z boku boiska.
- Chciałem rozpocząć dwoma napastnikami, a oni się znają, więc nie byli zaskoczeni tą decyzją. Być może to Ruch był zaskoczony
- mówił po remisie z Niebieskimi Ante Simundza.
Kibice liczyli na zupełnie inny efekt
Trener Wrocławian w końcu spełnił oczekiwania wielu fanów, którzy nie rozumieli decyzji Słoweńca o niewystawianiu dwóch bramkostrzelnych snajperów. Gdy jednak ten dał szansę obu graczom, po końcowym gwizdku fani nie kryli rozczarowania, co doskonale widać po ich wpisach w mediach społecznościowym przy okazji meczu z Ruchem. Oto niektóre z nich:
"Przez całe spotkanie nie było widać żadnej współpracy"
"Warchoł zagrał w tym meczu poniżej oczekiwań, wiedząc, jaki ma potencjał. Banaszak starał się robić swoje, mógł mieć w tym meczu hat-tricka, ale wierzę, że Warchoł też odpali i we dwójkę zaczną bramki strzelać"
"Niestety, ale Warchol nie dał dwóch powodów, dla których trener miałby kontynuować grę na dwóch napastników."
Kibice Śląska spodziewali się tzw. zwiększonej siły rażenia, która przyniesie drużynie wyczekiwane zwycięstwo. Tak się jednak nie stało, a z dwójki Banaszak & Warchoł największą uwagę zwracano na niewidoczność starszego z napastników i brak efektów wyczekiwanej współpracy obu graczy. Pomimo tego w pomeczowej rozmowie Banaszak przekonywał, że przyjdą one w kolejnych spotkaniach.
- Jesteśmy trochę innym typem zawodników, więc w takim ustawieniu, a którym graliśmy, mogę schodzić bardziej do skrzydeł. Damian dobrze czuje się schodząc pod piłkę i pomaga też konstytuować akcje. Znamy się dobrze z boiska, więc jestem pewny, że zacznie to przynosić efekty
- powiedział 28-latek.
Nowa "dziewiątka" do rywalizacji
Konkurencję w Śląsku z przodu ma wzmocnić nowy zawodnik. Został nim 22-letni Timotej Jambor. Został on wypożyczony do końca sezonu z Rapidu Bukareszt, ale jeśli się sprawdzi, Wrocławianie będą mogli wykupić go z rumuńskiego klubu. Sprowadzenie kolejnego snajpera jest odpowiedzią pionu sportowego na zmianę systemu, w którym trener Simundza chce grać w rundzie wiosennej. Dotychczas Wojskowi dysponowali tylko dwoma nominalnymi napastnikami i na przykład przeciwko Ruchowi Warchoła musiał zmienić Wiktor Niewiarowski, który w rezerwach grał jako skrzydłowy.
- W tej rundzie chcemy grać nieco inaczej pod względem ustawienia, dlatego sprowadzenie kolejnego napastnika było konieczne. Wierzę, że Timotej swoją pracą i zaangażowaniem będzie odpowiednim piłkarzem do rywalizacji na pozycji numer 9, a jednocześnie zwiększy wachlarz naszych możliwości w trakcie meczów
- mówi o transferze Jambora dyrektor sportowy, Rafał Grodzicki.
Słowak ma podnieść rywalizację wśród napastników, a przy Oporowskiej liczą, że nie będzie nowym Henrikiem Udahlem, który rok temu również został sprowadzony zimą do Wrocławia na zasadzie półrocznego wypożyczenia i ani razu nie trafił do siatki. Czy zobaczymy go już w sobotnim spotkaniu z Miedzią Legnica? Ciężko wyrokować, ale wszystko okaże się w walentynkowy wieczór. Początek meczu przyjaźni o 19:30.
