Śląsk - Korona 1:1. Zwycięstwo stracone na ostatniej prostej (RELACJA)
fot.: Marcin Folmer
W meczu 20. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zremisował z Koroną Kielce 1:1. Pomimo prowadzenia Wojskowych po golu Johna Yeboaha, rzut karny w ostatnich minutach zdecydował o podziale punktów we Wrocławiu.
Zarówno Śląsk i Korona wygrały swoje mecze w poprzedniej kolejce. Wrocławianie wywieźli trzy punkty ze Szczecina, gdzie po golach Exposito i Yeboaha pokonali Pogoń 2:0. Z kolei Koroniarze dość niespodziewanie wygrali przed własną publicznością z wyżej sklasyfikowaną Cracovią, dzięki czemu doskoczyli do dwóch zespołów ze strefy spadkowej, które w nowym roku zdobyły już co najmniej punkt (Miedź i Piast).
Trener Ivan Djurdjević zdecydował się na jedną zmianę względem meczu z poprzedniego tygodnia. Caye Quintanę zastąpił Michał Rzuchowski, ustawiony wyjątkowo na skrzydle. Na tą samą liczbę zmian w składzie zdecydował się szkoleniowiec gości Kamil Kuzera. W wyjściowej jedenastce Korony zameldował się były piłkarz WKS-u Marcin Szpakowski kosztem Adama Deji.
BRAK EMOCJI = BRAK GOLI
Wojskowi przyzwyczaili już kibiców, że z zespołami teoretycznie słabszymi lub na podobnym poziomie gra się im ciężej, ale jeśli Śląsk chciałby zwiększać przewagę nad strefą spadkową, takie spotkania jak te z Koroną powinien wygrywać. Pierwsze sekundy gry to wysoki pressing gości, z którego wrocławianom udało się dosyć szybko wydostać i przetransportować piłkę pod pole karne przeciwnika, jednak dośrodkowanie Konczkowskiego zostało wybite przez jednego z defensorów żółto-czerwonych.
W 7. minucie obejrzeliśmy pierwszy celny strzał Trójkolorowych. Po faulu bezpośrednio z rzutu wolnego uderzył Erik Exposito, a piłka wylądowała wprost w rękach golkipera. Kilkanaście sekund później swoje umiejętności po raz kolejny zaprezentował hiszpański napastnik, który po przechwycie Olsena wziął na siebie trzech zawodników Korony i schodząc do środka udało mu się jeszcze zagrać do Konczkowskiego. Złocisto-Krwiści w pierwszym kwadransie szukali swoich okazji przez kontrataki lub długie przerzuty, ale żaden z nich nie zagroził Leszczyńskiemu.
Drużyna @SlaskWroclawPl trzyma poziom ze spotkania z @PogonSzczecin i podobnie jak w niedzielę - w pierwszej połowie #ŚLĄKOR gra tak, że człowiek chce wyjść z @TarczynskiArena
— Krzysztof Banasik (@krzbanasik) February 11, 2023
Tylko @Erikexposito23 coś próbuje... pic.twitter.com/kLFIctHVYW
Oba zespoły w pierwszej połowie zagrały bardzo zachowawczo. Na uwagę zasługiwała spora liczba fauli Koroniarzy na Eriku Exposito (pięć). Po trzydziestu minutach gry zaatakowali goście z województwa świętokrzyskiego. Najpierw uderzenie Łukowskiego zza pola karnego zostało pewnie złapane przez Leszczyńskiego, następne Briceag postraszył bramkarza WKS-u i strzelił tuż nad poprzeczką. W kolejnych fragmentach meczu nie zobaczyliśmy już żadnych emocjonujących akcji i do przerwy obie ekipy zeszły do szatni przy wyniku 0:0
ŻÓŁTA KARTKA DLA WOJSKOWYCH
Po zmianie stron dość szybko sygnał ostrzegawczy wysłali Koroniarze. Zaczęło się od wybicia na oślep piłki, która ostatecznie została zablokowana i przypadkowo trafiła który skierował ją do siatki. Napastnik Korony był jednak na wyraźnym spalonym i na Pilczycach wciąż utrzymywał się wynik remisowy. W 53. minucie przed doskonałą sytuacją stanęli ponownie goście. Po rozegraniu rzutu rożnego słupek obił Shikavka, a silną dobitkę Łukowskiego sparował dobrze ustawiony Leszczyński. Była to najlepsza sytuacja na objęcie prowadzenia i potwierdzenie przejęcia inicjatywy w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Wrocławianie próbowali dość szybko dwukrotnie odpowiedzieć, ale akcje dość szybko zostały zakończone po fatalnych dośrodkowaniach Victora Garcii. W 60. minucie błąd Konrada Poprawy mógł wykorzystać ponownie białoruski snajper (Shikavka), ale na szczęście dla gospodarzy, futbolówka otarła się po drodze o Bejgera i opuściła plac gry.
TRZY PUNKTY NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI?
W końcu w 68. minucie wrocławianie zareagowali na ataki gości tak jak powinni. Nahuel zagrał miękko do Verdaski, który z pierwszej piłki odegrał do Johna Yeboaha, a ten tak jak w sierpniu pokonał bramkarza Korony i wyprowadził Śląsk na prowadzenie!
Po golu niemieckiego skrzydłowego w końcu otworzyło się nam spotkanie. Dwie okazje stworzyli sobie podopieczni Kamila Kuzery, ale dwukrotnie bardzo dobrą interwencją popisał się Łukasz Bejger. Z kolei Trójkolorowi zaczęli częściej wykorzystywać szybkiego Dennisa Jastrzembskiego, ale w obu kontratakach zabrakło wykończenia. Na kolejną okazję nie musieliśmy czekać dość długo. W 80. minucie głową uderzył Łukowski, a Rafał Leszczyński zanotował kapitalną interwencję, wyrastając na jednego z bohaterów sobotniego meczu.
Kiedy mecz zbliżał się ku końcowi, w 86. minucie sędzia Raczkowski wskazał na wapno po faulu Bejgera na Błaniku. Do piłki podszedł niezawodny w tym sezonie Łukowski i pewnym strzałem pokonał bramkarza Śląska. Co ciekawe, był to już piąty z rzędu mecz z udziałem WKS-u (w tym pucharowy z Sandecją), którym została podyktowana jedenastka. W doliczonym czasie gry przed bardzo dobrą okazją stanął Caye Quintana, ale trafił wprost w Zapytowskiego. Kilka chwil później Paweł Raczkowski zagwizdał po raz ostatni, a Śląsk podzielił się punktami z Koroną.
Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:1 (0:0)
68’ Yeboah - 87’ Łukowski (k)
Śląsk Wrocław: Leszczyński - Garcia, Bejger (90+2’ Gretarsson), Poprawa, Verdasca, Konczkowski - Bukowski (57’ Nahuel), Olsen - Rzuchowski (57’ Jastrzembski), Exposito, Yeboah (86’ Quintana)
Korona Kielce: Zapytowski - Zator, Malarczyk (84’ Błanik), Briceag, Podgórski (68’ Takac) - Szpakowski (46’ Petrow), Łukowski, Nono (68’ Godinho), Deaconu, Podgórski - Shikavka (84’ Śpiączka)
Żółte kartki: Exposito, Poprawa - Malarczyk, Łukowski, Szpakowski
Sędzia: Paweł Raczkowski
Widzów: 5224 widzów
