Śląsk pokazał ofensywną twarz

Śląsk pokazał ofensywną twarz

fot.:

Choć cztery gole gospodarzy nie do końca oddają przebieg sobotniego spotkania z Górnikiem Zabrze, powrót skuteczności musi być powodem do zadowolenia. Taki występ wrocławianom nie zdarzył się od roku. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Cztery gole strzelone przez Śląsk w meczu ekstraklasy w poprzednich miesiącach, delikatnie rzecz biorąc, nie były codziennością. Po raz ostatni z podobnego wyczynu zespół z Oporowskiej cieszył się niemal dokładnie rok temu, kiedy 23 października 2021 przy Reymonta w Krakowie zatrzymał się na pięciu trafieniach (5:0). Wygrana na stadionie późniejszego spadkowicza Wisły jeszcze pod wodzą Jacka Magiery stanowiła symboliczne zakończenie dobrych czasów Śląska, który od tego momentu aż do soboty, w żadnym meczu nawet nie prowadził większą różnicą niż jeden gol. Jego największą zdobycz po dziewięćdziesięciu minutach stanowiły zaś trzy bramki z… ostatniego spotkania przeciwko Górnikowi Zabrze (3:4 w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu). Nawet jeśli w sobotę bilans wrocławian został mocno podkreślony dopiero w doliczonym czasie, może stanowić nadzieję na pozytywne odbicie.

CZEKANIE NA CZTEROPAK

Niemałym wydarzeniem jest również fakt zdobycia czterech bramek przez Śląsk w meczu na własnym stadionie. Kiedy takie osiągnięcie po raz ostatni stało się jego udziałem, w kwietniu 2021 roku trybuny były jeszcze zamknięte dla publiczności z powodu kolejnej fali pandemii koronawirusa, a ilość nerwów okazała się nieporównywalnie większa niż w starciu z ekipą Bartoscha Gaula. Wtedy zielono-biało-czerwoni pod wodzą rozpoczynającego pracę Magiery pokonali Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:3 dzięki bramce Roberta Picha w piątej minucie doliczonego czasu i pewnie nikt nie pomyślałby, że tak długo będą musieli czekać na kolejny domowy czteropak. W tamtym spotkaniu zupełnie inna była też stawka, bo bez tych punktów Śląsk na koniec sezonu 2020/2021 mógłby tylko pomarzyć o europejskich pucharach, a teraz za kadencji Ivana Djurdjevicia po prostu marzy o ustabilizowaniu formy w środku tabeli.

PUBLICZNOŚĆ CZEKAŁA TRZY LATA

Wrocławianie w sobotę nie tylko jednak strzelili cztery gole, ale i wypracowali wyjątkowo efektowny wynik. By znaleźć poprzednią sytuację, w której wygrali różnicą przynajmniej trzech trafień u siebie, trzeba cofnąć się do czerwca 2020 roku, gdy również przy pustych trybunach zespół prowadzony przez Vitezslava Lavickę ograł ŁKS 4:0. Ten mecz był zresztą podobny do tego przeciwko Górnikowi Zabrze ze względu na łatwość, z jaką zielono-biało-czerwoni posyłali piłkę do bramki rywala, bo 3:0 było już w 23. minucie. Kiedy zaś publiczność po raz ostatni miała okazję oglądać z trybun stadionu we Wrocławiu ligowy mecz z co najmniej czterema strzelonymi golami, w kalendarzu był 18 maja 2019 roku, a w terminarzu 37. kolejka naznaczona pewnym zwycięstwem z Arką Gdynia 4:0 – wówczas pierwszą rundę na ławce Śląska kończył właśnie Lavicka.

LIGOWE SERIE PRZEŁAMANE PRZEZ ŚLĄSK W MECZU Z GÓRNIKIEM:

  • Pierwszy mecz z co najmniej czterema strzelonymi golami od 23 października 2021 (5:0 z Wisłą Kraków)
  • Cztery gole na własnym stadionie po raz pierwszy od 20 kwietnia 2021 (4:3 z Podbeskidziem Bielsko-Biała)
  • Wygrana różnicą przynajmniej trzech bramek u siebie pierwszy raz od 14 czerwca 2020 (4:0 z ŁKS)
  • Cztery gole na własnym stadionie w obecności publiczności pierwszy raz od 18 maja 2019 (4:0 z Arką Gdynia)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.