Śląsk - Znicz 2:2. Bolesna strata punktów. (RELACJA)
fot.: Mikołaj Pacholik
Kto spodziewał się łatwej przeprawy w konfrontacji ze Zniczem, mocno się przeliczył. Tym razem Wojskowi od początku spotkania musieli drżeć o końcowy rezultat i choć w drugiej połowie pokazali charakter, oraz zdominowali gości, to po raz kolejny dało się zobaczyć, że mają trudność w rozegraniu dwóch równych części meczu
Sobotnie popołudnie to dosyć nietypowa pora rozpoczęcia rywalizacji na pierwszoligowym poziomie, gdyż spotkania zazwyczaj planowane na późny wieczór o godzinie 19:30. Mecz został rozegrany tylko osiem dni po szokującej informacji o odejściu, byłego trenera WKS-u Jacka Magiery, autora ostatniego wicemistrzostwa dla Trójkolorowych. Władze ligi, PZPN oraz sponsorzy wyrazili zgodę dla gospodarzy by ci rozegrali ten pojedynek w czarnych, monochromatycznych trykotach z mniej widocznymi reklamami sponsorów. Podobnie jak w poprzedniej kolejce, spotkanie poprzedziła minuta ciszy.
Przed rozpoczęciem spotkania cały stadion oddał cześć śp. Jackowi Magierze
— Śląsknet (@Slasknet) 18 kwietnia 2026
______________________________________
⏱️ 17' #ŚLĄZNI ⚫️ 0:1 🟡
⚠️ LIVE 👉 https://t.co/uLgnuEXP2J pic.twitter.com/YztCgpfR7c
Ze względu na trudne położenie zespołu gości, którzy zajmują przedostatnią pozycję w ligowej tabeli, a do tego w 2026 roku zdołali wreszcie wygrać pierwszy, wyjazdowy mecz, spotkanie to budziło niepokój wśród wielu kibiców we Wrocławiu. Znicz przybył do stolicy Dolnego Śląska z nadzieją na podtrzymanie swoich szans na utrzymanie się w pierwszej lidze i zrobił wszystko by ten cel zrealizować.
Jedna zmiana w Śląsku, trzy roszady u gości.
Słowa trenera Ante Simundzy z przedmeczowej konferencji znalazły potwierdzenie w składzie Śląska, gdyż w miejsce Marca Llinaresa w jedenastce wystąpił K. Kurowski, którego miejsce na prawym wahadle zajął Michał Rosiak. Na ławce rezerwowych po raz kolejny w tej rundzie zabrakło Damiana Warchoła, a pierwszy raz w kadrze meczowej znalazł się 18-letni Krystian Rostek. W szeregach gości zabrakło pauzującego za czwartą żółtą kartkę, Władysława Ochronczuka, a jego miejsce zobaczyliśmy Dominika Sokoła, który tym razem zajął miejsce na prawej obronie, gdyż goście rozpoczęli grę w ustawieniu z czwórką defensorów. Od pierwszej minuty mecz rozpoczęli także Bartłomiej Ciepiela, były zawodnik Resovii Rzeszów oraz Dominik Konieczny, którzy w ostatnim spotkaniu z Miedzią siedzieli na ławce rezerwowych. Decyzją Łukasza Smolarowa dzisiejszą rywalizację od pierwszej minuty z poziomu ławki śledzili zawodnicy obecni w pierwszym składzie tydzień wcześniej, Tymon Proczek oraz Michał Pawlik.
📢W takim składzie Śląsk Wrocław wystąpi w spotkaniu 29. kolejki I ligi przeciwko Zniczowi Pruszków⚔️
— Śląsknet (@Slasknet) 18 kwietnia 2026
🟢Rosiak w wyjściowej "11"
⚪️Kurowski na lewym wahadle
🔴Relacja LIVE ⬇️https://t.co/sk1i0rv6kL pic.twitter.com/IXxKVGnDJv
Złe wejście w mecz
Niewielu sympatyków WKS-u spodziewać się mogło tak złego wejścia w ten pojedynek. Zimny prysznic w 5. minucie spotkania i można powiedzieć, że demony wróciły. Po stracie piłki w środku Piotra Samca-Talara, były reprezentant Polski, Radosław Majewski po odbiorze futbolówki zagrał ją przytomnie na prawo do atakującego prawym sektorem, Krystiana Tabary, który popędził w pole karne. Niestety dla gospodarzy, pomocnik gości przytomnie podniósł głowę i rozejrzał się przed dośrodkowaniem, które trafiło wprost na głowę Daniela Bąka, a ten nie miał najmniejszych problemów ze skierowaniem piłki do siatki.
Śląsk nieco groźniejszą sytuację wypracował sobie po pięciu minutach. Na początek groźne uderzenie z okolicy 18 metra oddał Kurowski, ale jego uderzenie na rzut rożny sparował Piotr Misztal. Chwilę później po zagraniu z lewego narożnika boiska, po strzale głową Jehora Macenki i dobrej interwencji bramkarza gości, piłka spadła pod nogi Luki Marjanaca, którego strzał także zablokował dobrze dysponowany golkiper przyjezdnych.
Goście odpowiedzieli w 16. minucie, kiedy po wycofaniu przez Bartłomieja Ciepielę na 20 metr przed bramką gospodarzy na bramkę uderzenie oddał Borecki. Już dwie minuty później Śląsk stworzył kolejną sytuację pod bramką Misztala. Lewą stroną boiska zaatakował kapitan Wrocławian, pobiegł w kierunku linii końcowej i zdołał dośrodkować w kierunku dalszego słupka, gdzie akcję zamykał Michał Rosiak, ale jego uderzenie głową trafiło tylko w boczną siatkę.
W 19. minucie i 47. sekundzie meczu, gra się zatrzymała, a zawodnicy na murawie oraz sympatycy na trybunach uczcili, po raz drugi tego dnia, nagłe odejście Jacka Magiery. W 25. minucie po dobrej grze na jeden kontakt Michała Mokrzyckiego i Samca-Talara w okolicy 30 metra na połowie gości, po prostopadłym zagraniu Piotra, do piłki ruszył Przemysław Banaszak, a interweniujący Jach w ostatnim momencie wybił mu piłkę sprzed nosa, gdy ten składał się do strzału. Po interwencji byłego zawodnika Crystal Palace, piłkę uderzał jeszcze Luka Marjanac, ale jego dwie próby pokonania, świetnie dysponowanego tego dnia Piotra Misztala, spełzły na niczym
Cztery minuty później goście mieli okazję na podwyższenie wyniku i prowadzenie 2:0, ale ostatecznie tak się nie stało, gdyż uderzenie aktywnego w tym spotkania Bąka pewnie złapał Michał Szromnik.
Do remisu na Tarczyński Arena doprowadził, strzałem zza pola karnego, Jehor Macenko w 31. minucie pierwszej połowy, którego silne uderzenie trafiło jeszcze po drodze Oskara Koprowskiego i totalnie zmyliło bramkarza gospodarzy, a na trybunach dało się usłyszeć spadające kamienie z serc kibiców. Co ważne, remis na boisku nie utrzymał się zbyt długo.
W 35. minucie meczu Mariusz Malec interweniował w okolicy narożnika pola karnego Wrocławian, z Majewskim, w efekcie czego goście dostali rzut wolny. Dośrodkowanie 38-letniego byłego zawodnika Nottingham Forest próbował wybić z pola karnego strzelec wyrównującego gola dla Śląska, ale zrobił to na tyle niecelnie, że ta nie opuściła pola karnego, tylko trafiła w okolice 11 metra, gdzie był ustawiony obrońca gości Jarosław Jach. Były zawodnik Zagłębia Lubin pokazał niebywałe umiejętności, gdyż bez zastanowienia uderzył strzałem z przewrotki na bramkę Szromnika, który, choć próbował interweniować, to niestety nie zdołał nawet dotknąć futbolówki i tak zatrzepotała w siatce.
W 42. minucie spotkania Znicz miał czwartą dobrą sytuację w tym spotkaniu, którą mógł zamienić na bramkę. Po raz kolejny w tym spotkaniu przewinienie w okolicach pola karnego popełnił Malec, faulując Krystiana Tabarę. Do piłki podszedł lewnonożny Paweł Moskwik i zacentrował na pole karne, a tam groźny strzał głową oddał Bąk, i piłka minęła bramkę gospodarzy o centymetry.
Sędzia doliczył cztery minuty do pierwszej części spotkania, ale wynik nie uległ zmianie i Śląsk schodził do szatni przegrywając jedną bramką.
Koniec pierwszej połowy. Pomimo wielu sytuacji Śląska to Znicz, który jest dzisiaj do bólu skuteczny prowadzi.
— Śląsknet (@Slasknet) 18 kwietnia 2026
______________________________________
⏱️ HT' #ŚLĄZNI ⚫️ 1:2 🟡
⚠️ LIVE 👉 https://t.co/uLgnuEXP2J pic.twitter.com/IkLmZKklXw
Przerwa pozwoliła wyciągnąć wnioski
Druga odsłona meczu nie mogła rozpocząć się lepiej dla miejscowych, gdyż za sprawą Michała Rosiaka, Wrocławianie wrócili na dobre do sobotniej rywalizacji. Arbiter z Poznania w 52. minucie spotkania przyznał rzut wolny dla gospodarzy i do piłki ku zdziwieniu niektórych kibiców podszedł młody defensor Śląska. Chwilę później obrońca oddał fantastyczne uderzenie w prawy róg bezradnego Misztala, który tylko odprowadził piłkę wzrokiem, a ta zatrzepotała w siatce, powodując euforię wśród sympatyków Śląska obecnych w tym dniu na stadionie.
W odstępie dwóch minut, aktywny w drugiej części meczu Banaszak dwukrotnie próbował wyprowadzić Wojskowych na prowadzenie w tym spotkaniu. Najpierw uderzał w kierunku długiego słupka mocnym strzałem prawą nogą, po akcji którą rozpoczął dobrze dysponowany Rosiak, a już 60 sekund później uderzeniem głową starał się pokonać Misztala po dobrym dośrodkowaniu w pole karne Kurowskiego.
Na 17 minut przed końcem sobotniego pojedynku, piłkarze w czarnych strojach umieścili piłkę w siatce przyjezdnych, kiedy to dośrodkowanie Samca-Talara udanie zamknął, aktywny w tym meczu, Marjanac. Radość zawodnika WKS-u nie trwała jednak zbyt długo, gdyż chorągiewka sędziego liniowego poszybowała w górę, sygnalizując fakt, iż jego strzał został oddany z pozycji spalonej, dlatego też trafienie Bośniaka nie zostało uznane.
W 80. minucie spotkania Trójkolorowi mieli kolejną okazję do objęcia prowadzenia w tym spotkaniu. Po zagraniu z rzutu rożnego kapitana gospodarzy, interweniował golkiper przyjezdnych, zbijając piłkę jednorącz poza obrys bramki, jednak ta trafiła pod nogi Mokrzyckiego, który zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki. Przy tej próbie uderzenia piłka przelała mu się po nodze i jego strzał minął bramkę gości.
Najlepszą okazję do podwyższenia rezultatu miał w 82. minucie meczu Timotej Jambor, który nie tak dawno zameldował się na boisku zmieniając Banaszaka. Po zagraniu z lewej strony Michała Mokrzyckiego do nabiegającego w tempo Słoweńca, urodzony w Svicie piłkarz oddał mocny strzał z pierwszej piłki w kierunku dalszego słupka gości, ale fantastyczną paradą popisał się Misztal.
Podrażnieni niezadowalającym wynikiem Wojskowi próbowali wielokrotnie zdobyć trzeciego gola w tym spotkaniu, ale ich starania spełzły na marnym. Choć do regulaminowego czasu gry Piotr Idzik doliczył trzy minuty, to wynik nie uległ już zmianie i Wrocławianie podzielili się punktami z bezwzględnie grającym w dzisiejszym spotkaniu Zniczem Pruszków.
Koniec meczu. Niestety pomimo przewagi, Śląsk tylko remisuje ze Zniczem. ______________________________________
— Śląsknet (@Slasknet) 18 kwietnia 2026
⏱️ FT' #ŚLĄZNI ⚫️ 2:2 🟡
⚠️ RELACJA 👉 Wkrótce na naszej stronie pic.twitter.com/yhh6UHvBk1
Śląsk Wrocław - Znicz Pruszków 2:2 (1:2)
Macenko 31', Rosiak 52' - Bąk 5', Jach 36'
Śląsk Wrocław: Szromnik - Rosiak (87' Rostek), Macenko, Ba, Malec, K.Kurowski (80' Klimek) - Yriarte, Mokrzycki - Samiec-Talar, Marjanac - Banaszak (70' Jambor)
Znicz Pruszków: Misztal - Sokół, Jach, Koprowski, Moskwik - Ciepiela (69' Proczek), Borecki, Konieczny, Majewski - Tabara (78' Kazimierczak), Bąk (78' Bartoszewicz)
Żółte kartki: Mokrzycki
Sędzia: Piotr Idzik (Poznań)