Śląskowi należał się rzut karny? Eksperci wyjaśniają kontrowersję
fot.: Rafał Sawicki
W sobotnim meczu 10. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław pokonał na wyjeździe Wartę Poznań 1:0 i wskoczył ponownie na fotel lidera. W Grodzisku Wielkopolskim byliśmy świadkami rzutu karnego za przewinienie obrońcy WKS-u. Natomiast kontrowersja pojawia się przy zachowaniu zawodnika gospodarzy w drugiej połowie. Czy Wojskowym również należała się jedenastka?
Wrocławianie nie zamierzają się zatrzymywać i w sobotę wygrali już swoje siódme spotkanie z rzędu (1:0 z Wartą Poznań). Korzystając z porażki Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok (0:2), Śląsk wrócił na fotel lidera i ma na swoim koncie 22 punkty. Dramaturgii meczu w Grodzisku Wielkopolskim dodała jedenastka dla gospodarzy w końcowych minutach, którą zmarnował Kajetan Szmyt, ale czy w drugiej połowie goście również powinni stanąć przed szansą na gola z rzutu karnego?
Mowa o sytuacji z 61 minuty meczu Warta Poznań - Śląsk Wrocław, która miała miejsce przy linii końcowej w polu karnym. Jak widać w poniższym materiale, stoper gospodarzy Dawid Szymonowicz wyraźnie popycha Patricka Olsena, a ten traci równowagę i przewraca się w polu karnym poznaniaków.
Sytuacja miała miejsce przy linii końcowej w polu karnym. Sędzia nie wskazał na wapno, ale zachowanie Szymonowicza musiało wywołać nerwową reakcję u jego trenera.#WARŚLĄ pic.twitter.com/UYTvVyXvZS
— Ekstraklasowiec (@ekstraklasowiec) September 30, 2023
Gwizdek Marcina Szerbowicza milczał w omawianej akcji, a dodatkowo 38-letni arbiter nie otrzymał sygnału z wozu VAR, by sprawdził osobiście ewentualne przewinienie. Zdaniem byłych sędziów i ekspertów, wrocławianom należała się jedenastka, a jej brak to błąd zespołu sędziowskiego. Rafał Rostowski (TVP Sport) przywołał fragment artykułu 12 "Przepisów gry" (str. 55), który odnosi się również do sytuacji w polu karnym, a stanowi, że rzut wolny bezpośredni/rzut karny jest przyznany jeśli zawodnik m.in. popycha przeciwnika w sposób uznany przez sędziego za nieostrożny, nierozważny lub przy użyciu nieproporcjonalnej siły.
Podobnego zdania są Marcin Borski i Łukasz Rogowski (Interia). W programie Liga+Extra na antenie Canalu+, nie podjęto dyskusji na temat przywołanej sytuacji. Zamiast tego, skupiono się na przewinieniu Łukasza Bejgera, który ewidentnie zagrał ręką we własnym polu karnym, a sędzia Marcin Szerbowicz po konsultacji z VAR ostatecznie wskazał na jedenasty metr.
...a "pieprzenie" że "dodał od siebie" tylko będzie zaciemniać sprawę. Miał do czego "dodać" - ewidentne popchnięcie przy braku zainteresowania piłką. Głupota obrońcy.
— Marcin Borski (@BorskiMarcin) October 1, 2023
