''Sobotni mecz wskaże, gdzie się znajdują'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
W sobotnim meczu 8. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe ze Stalą Mielec. O awansie w Pucharze Polski, wyhamowaniu w lidze oraz obsadzie ofensywy rozmawiamy z Jarosławem Kolińskim, dziennikarzem Przegląd Sportowy Onet.
Stal Mielec podejmie Śląsk po awansie w Pucharze Polski, chociaż w środowy wieczór na stadionie ŁKS potrzebowała do tego konkursu rzutów karnych (2:2 po dogrywce). Sam wynik z pewnością jest jednak cenny.
Puchar Polski w ostatnich latach dla Stali nie był priorytetem, bo w Mielcu skupiali się na walce o utrzymanie, jednak tym razem faktycznie fajnie się to ułożyło. Sobotni rywal Śląska nie tylko awansował do 1/16 finału, ale mógł również sprawdzić kilku zawodników, jak choćby Fryderyka Gerbowskiego, który pokazał się z korzystnej strony jako prawy wahadłowy. 19-letni David Poreba również zagrał dobry mecz, więc dla trenera Adama Majewskiego to było bardzo wartościowe, żeby zobaczyć też, jakich ma zmienników, a niektórych piłkarzy sprawdzić w innych wariantach. Na przykład ten prawy wahadłowy, o którym wspomniałem, to wciąż jest pozycja, na której Stal ciągle nie ma dobrego, sprawdzonego zawodnika. Na pewno wartościowym mecz, a do tego najważniejszy cel, jaki udało się spełnić, czyli awans do kolejnej rundy.
W lidze Stal ostatnio wyhamowała po udanym starcie sezonu i nie tylko przegrywała, ale wyglądała naprawdę słabo w meczach przeciwko Piastowi (0:4) oraz Legii (0:1). Spotkanie ze Śląskiem może być dla niej drogowskazem na dalszą część sezonu?
Zgadzam się, to będzie ważny mecz, który pokaże, czy mielczanie są w stanie wrócić na zwycięskie tory, czy jednak nie. Pamiętamy, co się działo z drużyną w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, kiedy po prostu zaczęła przegrywać mecz za meczem i wpadła w spiralę, przez którą zagrożone było jej utrzymanie. Konfrontacja ze Śląskiem rzeczywiście może wskazać, gdzie ta drużyna obecnie się znajduje.
W ostatnich spotkaniach Stal miała mało do zaproponowania w ofensywie, jednak wcześniej z dobrej strony pokazywał się młody holenderski napastnik Said Hamulic (trafiał z Radomiakiem i Górnikiem). Na niego wrocławianie powinni zwrócić szczególną uwagę?
To jest zawodnik, na którym z pewnością warto zawiesić oko. Hamulic jest szybki, bardzo dobrze wyszkolony technicznie, a do tego odważny, bo nie boi się dryblować. Ma ciąg na bramkę, taką zadziorność, żeby w kierunku tego pola karnego przeciwnika iść i patrząc na to, że on w tym roku skończy dopiero dwadzieścia dwa lat, Stal wykonała świetną robotę scoutingową. Pozyskała zawodnika, który może być dla niej nawet jednym z najważniejszych w skali całego obecnego sezonu. Zawsze oglądając mecze mielczan bacznym okiem obserwuję właśnie na Hamulicia, bo to po prostu zawodnik, na którego warto patrzeć.
Jest też Mikołaj Lebedyński, który strzelił gola przeciwko ŁKS w Łodzi, ale nie trafił jeszcze w ekstraklasie. Trener Majewski chce go chyba jednak zbudować, w każdym meczu wystawia od pierwszej minuty i obdarza zaufaniem.
Ten zawodnik w ogóle jest trochę fenomenem, bo w najwyższej klasie rozgrywkowej zadebiutował już w 2014 roku w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała, a jeszcze nigdy nie strzelił gola. Jak na 31-letniego, co warto podkreślić, napastnika, to jest jednak dosyć specyficzna sytuacja. Trener Majewski mu ufa, bo to jest walczak. Nawet jeśli nie trafia do siatki, to bardzo mocno pracuje dla drużyny, często cofa się, przyjmuje piłkę tyłem do bramki, czym robi przestrzeń swoim kolegom. Również między innymi dzięki niemu, inni zawodnicy Stali mogą błyszczeć. Jednak jak sam ostatnio powiedział mi w wywiadzie, naprawdę czuje już mocną chęć tego, żeby tego pierwszego gola strzelić. Na pewno będzie do tego dążył.
Do grania po poważnej chorobie wraca też niedawny lider Stali Mateusz Mak, który na stadionie ŁKS nie wykorzystał rzutu karnego w pierwszej połowie, ale pierwszy raz wybiegł już w podstawowym składzie. Jaka jest jego sytuacja, czy ze Śląskiem również należy się go spodziewać od początku?
Od początku chyba nie, natomiast rzeczywiście on jest powoli, ostrożnie wprowadzany do zespołu. Wiadomo, że z sercem nie ma żartów i trzeba tutaj naprawdę uważać. Mielczanom bardzo brakuje tego zawodnika w świetnej formie, którą pamiętamy przede wszystkim z rundy jesiennej poprzedniego sezonu. Powrót do takiej dyspozycji pewnie zajmie mu trochę czasu, ale uważam, że kiedy to już się stanie, to znowu będzie mógł namieszać.
W jaki wynik na koniec tego sezonu powinna celować Stal? Zawsze mówiło się, że priorytetem jest utrzymanie, ale może mądrzejsza o doświadczenia z poprzedniego sezonu i dotychczasową pracę trenera Majewskiego, śmiało powinna zerkać na przykład w kierunku środka tabeli?
Myślę, że głównym celem jednak pozostaje utrzymanie i przy Solskiego zawsze będą się z tego cieszyli. Tym razem wszyscy chcieliby po prostu, żeby to przypieczętowanie miejsca w ekstraklasie na kolejny sezon było spokojniejsze niż ostatnio. Bez żadnego stanu przedzawałowego i czekania do ostatniej, czy przedostatniej kolejki, tylko żeby już w okolicach marca – kwietnia, było już niemal pewne, że Stal pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na razie tak naprawdę nie ma co sięgać dalej, bo rozmawiamy o klubie z bardzo niskim budżetem, więc nie może sobie pozwalać na przykład na żadne transferowe szaleństwa. Przy tej kadrze i możliwościach, jakie mają w Mielcu, sądzę, że utrzymanie w każdym scenariuszu będzie sukcesem, a utrzymanie spokojne już w ogóle potraktowane jako naprawdę dobry wynik.