''Stać ich na środek tabeli'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Marcin Folmer
Śląsk Wrocław już w poniedziałek 24 lipca uda się na swój pierwszy ligowy mecz w sezonie 2023/24. Rywalem będzie Korona Kielce, która w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, chce utrzymać się przede wszystkim spokojem i brakiem nerwowych ruchów. Czy letnie ruchy transferowe są lepsze od tych zimowych? Na jakie miejsce może liczyć Korona? O tym wszystkim porozmawialiśmy z dziennikarzem Przeglądu Sportowego, Cezarym Kolasą.
Porównując letnie okienko transferowe do tego zimowego w poprzednim sezonie, w Koronie znów zachowany został trzon drużyny. Dołączyło dwóch zawodników ofensywnych, środkowy pomocnik Martin Remacle i napastnik Adrian Dalmau. Czy to oznacza, że kielczanie chcą walczyć o utrzymanie głównie poprzez stabilizację i zachowanie spokoju?
Zimowe transfery były kluczowe, bo Paweł Golański sprowadził kilku dobrych zawodników i uporządkował środek pola, który obok obrony był największym mankamentem Korony. W sierpniu zeszłego roku pojawił się w drużynie Ronaldo Deaconu, a w kolejnym okienku dołączył do niego Nono. Tych dwóch graczy zaczęło tworzyć duet w środkowej części boiska. Wzmocnione zostały także boki obrony, bo na prawą flankę przyszedł Dominick Zator, a na lewą Marius Briceag, co było oczywiście efektem dobrych kontaktów dyrektora Golańskiego w Rumunii. Z MLS przyszedł Marcus Godinho i prawie wszyscy ci zawodnicy wypalili, nie licząc Bartosza Kwietnia.
Kluczem do tego sezonu jest brak dużej transformacji w zespole. Największym problemem w tamtym sezonie był ten okres końcówki rundy jesiennej, czyli wrzesień – listopad. Ostatnie zwycięstwo Korona odniosła wtedy pod koniec sierpnia, a następne przyszło już w erze Kamila Kuzery, w lutym. Mam wrażenie, że ten najgorszy okres jest już za nimi i to, że utrzymują najważniejszych graczy, to jest działanie na duży plus. Ci pozyskani zimą gracze i chociażby Jakub Łukowski mają kontrakty do końca tego sezonu, więc to jest też ułatwienie, że władze nie muszą z nimi na razie.
Jednocześnie z zespołu pozbyto się zawodników, którzy nie dawali już jakości. Bartosz Śpiączka najpierw poszedł na wiosnę do Wisły Płock, a po powrocie na Kielecczyznę został zesłany do czwartoligowych rezerw. Teraz ma szukać szczęścia w pierwszoligowym GKS-ie Tychy…
Śpiączka był hamulcowym tej ekipy i generował wiele konfliktów. Nie ma już też Kacpra Kostorza, który był do Korony wypożyczony na wiosnę, a teraz uda się do Holandii. Golański zaznaczał, że Szykawce potrzebny jest napastnik do rywalizacji, w przypadku zacięcia Białorusina, do gry wkroczy Dalmau. Jeśli chodzi o te letnie transfery, to on był przecież trzecim najskuteczniejszym piłkarzem ligi holenderskiej w sezonie 2018/19. Ostatnio grał w III lidze hiszpańskiej i wydaje się, że on będzie zmiennikiem Jewgienija Szykawki. Z kolei Remacle to jest środkowy albo defensywny pomocnik. To jest właśnie (defensywny pomocnik – przyp.red.) największa bolączka Korony – próbowali na tej pozycji Adam Deja, Marcin Szpakowski, Oskar Sewerzyński czy Kyryło Petrow. Powinien grać tam Miłosz Trojak, ale on jest teraz podstawowym środkowym obrońcą. Spodziewam się, że Remacle może być zmiennikiem dla Nono albo Deaconu lub może pokryć pozycję defensywnego pomocnika. Te transfery wyglądają dobrze - ale wiadomo - po owocach poznamy. Najważniejsze, że nie ma zbyt dużej rewolucji, a dyrektorowi sportowemu udało się sprowadzić jeszcze uzupełnienia.
Próbuję wykreować jakąś najjaśniejszą postać w zespole Korony, ale wydaje się, że za taką możemy uznać trenera Kamila Kuzerę, który przejął w poprzednim sezonie stery po Leszku Ojrzyńskim i wyciągnął drużynę z dużego kryzysu, doprowadzając do ostatecznego utrzymania. Czy były zawodnik kieleckiego zespołu sprawdzi się już na pełnym dystansie?
Gdy zadawałem trenerowi Kuzerze klasyczne trzy pytania do Skarbu Kibica „Przeglądu Sportowego”, to na pytanie „Co jest największym atutem tej drużyny?”, odpowiedział tak samo jak zimą – organizacja gry. To jest rzeczywiście duży plus, bo wiele się zmieniło w grze Koroniarzy. Leszek Ojrzyński jak odchodził w poprzedni sezonie, to miał dużo wątpliwości i zaznaczał, że on się nie zgadza z tym zwolnieniem. Wspomniał też często o niedostatecznych transferach. Z jednej strony można powiedzieć, że Korona nie utrzymałaby się, gdyby nie Kuzera, natomiast dużą rolę miał w tym także Paweł Golański i jego zimowe transfery. Przemodelowano wtedy kompletnie boczne sektory oraz środek pomocy, bo Nono dokooptowany do Deaconu był potrzebny tej drużynie. Łukowski przecież rozkręcił się na skrzydle i był w czołówce najskuteczniejszych Polaków. Ciekawa sytuacja miała miejsce z Szykawką, który po odejściu Śpiączki mógł nie być takim typowym zmiennikiem, ale znaleziono wtedy Kacpra Kostorza. On starał się dokładać dużo od siebie i trochę tych liczb dał.
Co musi więc zmienić się w grze Korony albo które czynniki musi poprawić, aby tym razem ta walka o utrzymanie nie spędzała sen z powiek włodarzom aż do ostatniej kolejki?
Jeśli Kuzera utrzyma tę organizację gry, którą zaprezentował już w swoim pierwszym meczu z Lechem w Poznaniu, mimo że tam pierwsza połowa była fatalna, to będę spokojny. W drugiej części gry wszyscy w tempo wychodzili do pressingu. Nawet patrząc na te dwa ostatnie mecze jesienią, z Lechem i Widzewem, to kibice nie reagowali impulsywnie, bo widzieli, że zawodnicy się starają. Skoro udało się utrzymać ten trzon zespołu i odeszli tylko ci, których strata była wkalkulowana, to myślę, że realna jest walka Korony o środek tabeli. Prezes Łukasz Jabłoński w rozmowie ze mną zaznaczał, że będą chcieli jak najszybciej zagwarantować sobie utrzymanie, podobnie jak w poprzednim sezonie. Tylko wtedy było też za dużo pokory, myślenie że po dwóch latach nieobecności to jest za mocna liga. Z resztą i Korona i Śląsk miały problem z bezpiecznym utrzymaniem i drżały do końca. Wydaje mi się, że z tym składem i z ewentualnym sprowadzeniem defensywnego pomocnika, to może być spokojny sezon.
Czyli muszą zagrać m.in. te słynne cechy wolicjonalne?
Gruntem jest utrzymanie przez Kuzerę tej organizacji gry i odwaga, tak jak Korona pokazywała to w meczach z mocniejszymi rywalami, kiedy wychodziła wysoko. Lech we wspomnianej już drugiej połowie meczu był zdziwiony tak szybkimi skokami pressingowymi. Przeważnie wyglądało to tak, że kielczanie zostawiali dużo miejsca w środku pola i kolejne akcje rywali kończyły się bramkami. Później to wszystko zaczęło mieć swoje tempo, chociaż po meczu z Widzewem narzekał na to Kuzera, że niektórzy nie robią tego z tak dużym zaangażowaniem lub się spóźniają. Myślę, że kluczem mogą być też mecze wyjazdowe, bo poza swoim stadionem Koroniarze zwyciężyli w poprzednim sezonie tylko trzy razy.