Statystyki nie kłamią: Korona Kielce
fot.: Paweł Kot
Po wyjazdowym zwycięstwie Śląska w Szczecinie (2:0) wrocławianie będą musieli zmierzyć się z nieprzewidywalną Koroną Kielce, która w ostatniej kolejce przerwała fatalną serię meczów bez zwycięstwa. Cel stojący przed Ivanem Djurjeviciem jest jasny – zmazać plamę z sierpniowej wyprawy do Kielc.
To właśnie 1 sierpnia 2022 roku Śląsk udał się do Kielc, by po domowym zwycięstwie przeciwko Pogoni (2:1) postawić stempel na starciu z nieprzewidywalnym wtedy jeszcze beniaminkiem. Wrocławianie zostali jednak szybko zweryfikowani, a na osłodę pozostało im tylko trafienie tuż po przerwie Johna Yeboaha, który dzisiaj jest najskuteczniejszym dryblerem w całej ekstraklasie. Wtedy rywala z Dolnego Śląska pogrążył dubletem Bartosz Śpiączka, który obecnie przeżywa snajperską niemoc w zdobywaniu bramek.
CZY ŚLĄSK ZNOWU ZAPADNIE W ŚPIĄCZKĘ?
Po raz ostatni popularny „Śpiona” umieścił piłkę w siatce rywala 27 sierpnia 2022 roku, a miało to miejsce podczas meczu w Radomiu (2:0). Do poprzedniej kolejki było to ostatnie ligowe zwycięstwo Korony, która posuchę przeżywała przez długie 11 kolejek. Co ciekawe, było to jedno z dwóch spotkań w tegorocznej edycji ligowej, w których złocisto – krwiści utrzymali czyste konto (też: 1:0 z Lechią Gdańsk). W świętokrzyskim są bardzo cierpliwi, bo na swoje pierwsze zwycięstwo w roli szkoleniowca Korony aż od przełomu października i listopada poprzedniego roku musiał czekać Kamil Kuzera, dla którego mecz z Cracovią (2:1) okazał się przełomem. Było już nieco o ofensywie sobotniego rywala Śląska, to nie może zabraknąć w tym zestawieniu Jakuba Łukowskiego, który dzięki bramce z rzutu karnego w poprzedniej kolejce zrównał się z Kamilem Grosickim i Szymonem Włodarczykiem w liczbie goli strzelonych przez Polaków (osiem). Przeciwko Śląskowi u siebie zawodnik ten otworzył wynik spotkania pięknym strzałem zza pola karnego. Nie ma "Śpiony", jest za to "Łuko".
POLE KARNE CZUŁYM PUNKTEM
Śląsk Wrocław w ubiegły weekend na Pomorzu Zachodnim przerwał fatalną serię bez gola, bowiem swoje ostatnie trafienie zanotował jeszcze pod koniec października, kiedy jego rywalem była Wisła (2:1). Wrocławianie tym samym zapunktowali i strzelili gola po raz pierwszy od trzech ligowych spotkań. Korona od kilku lat ma w stolicy Dolnego Śląska problemy, a po raz ostatni udało jej się wywieźć komplet punktów z Wrocławia 16 października 2015 roku, kiedy zwycięstwo zapewnił strzałem z rzutu karnego Airam Cabrera. Co ciekawe, oba zespoły spotkają się na stadionie przy alei Śląskiej po raz pierwszy od pamiętnego marcowego meczu z 2020 roku (2:1 dla Śląska), kiedy kibice w Polsce po raz ostatni przed spowodowanym wirusem Covid-19 lockdownem mieli okazję zobaczyć mecz ekstraklasy z trybun. Jeśli goście chcą we Wrocławiu wygrać, nie mogą prokurować tylu rzutów karnych. Z ośmioma „jedenastkami” dla rywala otwierają oni zestawienie najczęściej przewiniających w swoim polu karnym zespołów (wszystkie rzuty karne wykorzystane). W drugą stronę aż tak dużej obawy nie ma – przeciwnicy nie trafili pięciu z sześciu ostatnich rzutów karnych przeciwko Śląskowi.
Mecz 20. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław - Korona Kielce już w sobotę 11 lutego o 15:00.