TAKTYCZNIE: Przez te bramki oszalałem
fot.: Marta Lipnicka
W meczu na szczycie lider z Wrocławia przyjechał do Białegostoku, by zmierzyć się z wiceliderem. Naprzeciw siebie stanęły najlepsza defensywa z najlepszą ofensywą w lidze. Ostatecznie to Jagiellonia wyszła z tego pojedynku zwycięsko, a Śląsk po raz drugi w tym sezonie stracił trzy bramki w jednym meczu. Czy wynik odzwierciedla przebieg spotkania? Zapraszam na analizę hitu 24. kolejki Jagiellonia Białystok 3:1 Śląsk Wrocław.
ŚLĄSK WROCŁAW
Wrocławianie podczas posiadania piłki ustawiali się asymetrycznie. Na lewej stronie Patryk Janasik i Nahuel Leiva schodzili niżej do rozegrania. Na prawej flance za szerokość odpowiedzialny był Martin Konczkowski, Piotr Samiec-Talar (na papierze prawy skrzydłowy) częściej schodził do środka. Te roszady prowadziły do przekształcenia ustawienia zespołu z 4-1-4-1 do 3-5-2:
Śląsk Wrocław większość akcji z premedytacją rozgrywał prawą stroną, gdzie w bocznym sektorze liczebną przewagę próbowali tworzyć Konczkowski, Patrick Olsen, Samiec-Talar i Erik Exposito. Tam za pomocą małej gry oraz rotacji pozycji Wojskowi starali się wywieść obrońców Jagiellonii w pole.

Pomysł słuszny wobec krycia strefowego piłkarzy Jagiellonii, którzy nie ustawiali się względem rywala, ale orientowali się na piłkę i ustawienie partnerów, co pozwalało wrocławianom na swobodne przemieszczanie się między formacjami.


Akcje prawą stroną nie skutkowały jednak wyprowadzeniem zawodnika Śląska na dogodną pozycję. Często brakowało precyzji.
Chyba tylko raz przeładowanie prawej strony Śląska poskutkowało sytuacją bramkową - Bartłomiej Wdowik obserwował piłkę i skupiony był na kryciu Exposito, nie zauważając, że zza pleców napastnika gości wyskoczył niepilnowany Konczkowski. Podanie bocznego obrońcy Śląska wzdłuż bramki przeciął Adrian Dieguez i nieomal “zapakował” samobója.

Jeżeli nie udawało się przeprowadzić ataku prawą stroną, następował przerzut na lewą flankę, gdzie przy wąsko ustawionych obrońcach Jagiellonii (Michal Sacek często ustawiał się blisko środkowej osi boiska, gdy piłka była po przeciwnej stronie) sporo miejsca mieli Nahuel lub Petr Schwarz.
Poniżej jedna z niewielu groźnych sytuacji stworzonych przez Śląsk:


Z kolei, gdy Śląsk budował akcje lewą stroną, nisko ustawieni Janasik oraz Nahuel wyciągali do wyższego pressingu Dominika Marczuka i Sacka, co tworzyło miejsce dla wbiegającego za plecy bocznego obrońcy Schwarza. Zmuszało to Mateusza Skrzypczaka do podążenia za środkowym pomocnikiem Śląska, co w konsekwencji tworzyło sytuację jeden na jeden dla Exposito i Samca-Talara.

W przypadku dośrodkowań piłkarze Jagiellonii bronili pola karnego strefowo, zagęszczając światło bramki. Pomysłem Śląska na przechytrzenie gospodarzy były wczesne dośrodkowania z półprzestrzeni i ucieczka zawodników ze światła bramki - jeden gracz na bliski słupek, dwóch lub trzech piłkarzy na dalszym słupku.


Ostatecznie jednak gol padł po dośrodkowaniu w sam środek pola karnego do Samca-Talara:

Choć przyznać trzeba, że skrzydłowemu Śląska musiało być ciasno pomiędzy środkowymi obrońcami Jagi, to dośrodkowanie trafiło idealnie na głowę Samca-Talara, a jego wykończenie również było znakomite.
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
W trwającym sezonie Jagiellonia Białystok znana jest z krótkiego wznawiania gry i prowokowania rywali do zakładania wysokiego pressingu, co jest ryzykowne, ale otwiera przestrzenie za plecami rywali. Nie inaczej było w starciu ze Śląskiem Wrocław.
Można dostrzec, że w początkowych minutach meczu Wojskowi nie zamierzali grać w grę Dumy Podlasia i wycofywali się na własną połowę. Plany pokrzyżowała jednak bramka w 6. minucie meczu, co zmusiło wrocławian do gonienia wyniku i ganiania za piłką.
Jagiellonia wznawiała od bramki w ustawieniu 4-2-4 z nisko ustawionymi formacjami obrony i pomocy oraz czekającymi na połowie boiska czterema ofensywnymi zawodnikami. Gdy pomocnicy Śląska podążali za Tarasem Romańczukiem i Nene, tworzyła się spora przestrzeń w bazie drugiej.


Drużyna z Podlasia podczas otwarcia gry często szukała podań mijających pressing do bocznych obrońców (jak wyżej) lub do schodzących na pozycję dziesiątki napastników.
Jagiellonia często budowała akcje w ustawieniu trzech obrońców + jeden defensywny pomocnik. Wdowik zostawał z tyłu, zaś Sacek udawał się wysoko na pozycję ósemki, dziesiątki, a nawet dziewiątki. Z wysoko ustawionym Nene sprawiało to, że czasem "pszczółki" tworzyły przewagę w drugiej bazie sześciu na czterech.

Częściej jednak Sacek i Nene oferowali wsparcie jako ósemki do zagrania piłki w wyższy sektor.
W momencie, gdy piłkę otwartą posiadał obrońca Jagi, Amifico Pululu i Jesus Imaz wbiegali za plecy obrońców Śląska. W przypadku takich prób na posterunku stali jednak Aleks Petkov i Łukasz Bejger.

Tak, jak wielu zawodników Jagiellonii grało bardzo wysoko podczas budowy, tak też wielu wypełniało pole karne, gdy istniała możliwość dośrodkowania. Chociaż gospodarze nie zasypali Śląska gradem dośrodkowań, dzięki temu elementowi strzelili dwa gole.
Wrocławianie mieli problemy z odpowiednim przekazywaniem krycia w polu karnym. Patryk Janasik zbiegał w światło bramki w celu uniemożliwienia jednemu z napastników Jagiellonii zdobycia gola, zostawiał jednak za swoimi plecami Marczuka. Tam zabrakło mi asekuracji ze strony Nahuela.

Pierwszy gol wpadł nieco przypadkowo, bo piłka zmieniła tor lotu po interwencji Konczkowskiego. Gdyby jednak Nahuel nie zostawił Marczukowi tak dużo miejsca, byłby w stanie powstrzymać jego uderzenie.

Przy drugim golu Nahuel wrócił się na wysokość szesnastki, skąd przyglądał się całej akcji. Ponownie w polu karnym niepilnowany był Marczuk. Co prawda gola ostatecznie strzelił Sacek, ale gdyby Nahuel był ustawiony pomiędzy Marczukiem a bramką, najprawdopodobniej pierwszy dopadłby do piłki obronionej przez Rafała Leszczyńskiego.

Przy trzecim golu nie zagrało wiele rzeczy. Najpierw Schwarz nie upilnował wchodzącego do linii pomocy Sacka, potem Konczkowski zostawił za dużo miejsca Kristofferowi Hansenowi, a na końcu znowu Nahuel przyglądał się akcji na szesnastym metrze.
W wyniku ataków białostoczan dużą liczbą zawodników obrońcy Śląska potrzebowali wsparcia w polu karnym, co obnażyło brak koncentracji i zaangażowania w defensywie Nahuela. Wrocławianie nie byli przygotowani na taki napór białostoczan w polu karnym, co wykorzystała Jagiellonia i zasłużenie zwyciężyła.