TAKTYCZNIE: Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 4:0
fot.: Rafał Sawicki
Śląsk Wrocław 4:0 Legia Warszawa - co to był za mecz!? Niesamowita atmosfera, wielkie emocje, piękna kibicowska oprawa, duża jakość na boisku i przede wszystkim pogrom jednej z najlepszych polskich drużyn. A z perspektywy taktyki?
Gdy już będziemy starzy, rozsiądziemy się w bujanych fotelach, weźmiemy swoje wnuki na kolana i powiemy:
- “Chodźcie dzieciaczki, dziadek opowie wam historię, jak w 2023 Śląsk pokonał Legię.”
- “Ale dziadku, opowiadałeś to już ze sto razy!” - zaprotestują wnuki.
- “To nie zaszkodzi, jak posłuchacie jeszcze raz!”
A historia ta ma swoją dramaturgię. Zwycięzca nie od początku był znany. Wydawało się nawet, że to faworyt ze stolicy jest bliższy zdobycia bramki.
W przerwie meczu razem z kolegą na trybunach kontemplowaliśmy, czego właśnie byliśmy świadkami. Doszliśmy do jednogłośnego wniosku: “Są ciężary”. Kolega zdecydował się pójść o krok dalej i pokusił się o przepowiedzenie przyszłości: “Mi to pachnie jedną skuteczną konterką i wygraną Śląska 1:0”. W tamtej chwili brałbym taki wynik w ciemno. Jednak to, co wydarzyło się w drugiej połowie, przeszło najśmielsze oczekiwania nawet niepoprawnego optymisty.
Śląsk bezlitośnie wypunktował błędy Legii Warszawa i odniósł najwyższe zwycięstwo przeciw tej drużynie w historii oraz drugie w historii zwycięstwo przy pełnych trybunach na Tarczyński Arena. Dalsza część wieczoru była długa i radosna, lecz jedna natrętna myśl na granicy świadomości nie dawała mi spokoju - jak do tego doszło, że obie połowy były tak różne? Część statystyk potwierdzała moje wrażenia. Szczególnie te dotyczące goli i goli oczekiwanych:
Postanowiłem więc przeanalizować ten mecz pod kątem taktycznym. Cofnijmy się zatem do początku.
ANALIZA
Legia do spotkania podeszła ze swoim sprawdzonym systemem 3-4-3, Śląsk również nie zmienił niezawodnego ustawienia 4-3-3 z jedną szóstką i pragmatycznym podejściem. Starcie obu tych systemów niesie za sobą pewne konsekwencje.
Ustawienie środkowych pomocników, z których jeden jest bardziej wycofany niż pozostali, tworzy przestrzenie w sektorach półbocznych między linią obrony i pomocy, co od początku próbowali wykorzystać wąsko ustawieni boczni napastnicy Legii - Gual i Rosołek.
Jednocześnie, schodząc do środka, tworzyli zagrożenie doprowadzenia do przewagi liczebnej trzech napastników Vs dwóch środkowych obrońców.
W odpowiedzi wrocławianie ustawiali się wąsko, niwelując ryzyko przepuszczenia akcji warszawian środkiem i świadomie zapraszając wahadłowych Legii do śmielszych ataków.
A w momencie, gdy jeden ze środkowych obrońców Śląska opuszczał pozycję i przechodził do krycia indywidualnego bocznego napastnika, na jego miejsce wskakiwał Petr Pokorny.
Tworzyło to czasem wolną przestrzeń do dośrodkowania wstecznego, czego na szczęście nie wykorzystali Legioniści.
Jeżeli Śląskowi udało się odebrać piłkę, łapiąc wahadłowych rywali w wysokim ustawieniu, skrzydłowi niemal w ciemno wybiegali do kontry, mając przed sobą tylko środkowych obrońców Legii.
Po przerwie Śląsk strzelił gola już w pierwszej akcji. Kun spróbował założyć pressing na Janasiku. W tym momencie, trójka obrońców powinna była przesunąć tak, by Ribeiro przykrył Piotra Samca-Talara, a Augustyniak Exposito. Obrońcy Legii nie zareagowali jednak na ruch Kuna i zostawili Samcowi-Talarowi za dużo miejsca. Ten mógł z piłką się spokojnie odwrócić, poczekać aż Schwarz zrówna się z linią obrony i obsłużyć go znakomitym podaniem, a wciąż nikt do niego nie doskoczył. W ostatniej fazie ataku Pankov miał jeszcze szansę, by Schwarza nie dopuścić do sytuacji sam na sam, jednak źle przewidział moment podania i nieudanie próbował łapać zawodnika Śląska na spalonym.
Bardzo podobna sytuacja miała miejsce w pierwszej połowie, jednak wtedy obrońcy Legii kryli krótko i nie pozwolili akcji Śląska rozwinąć skrzydeł.
Ponieważ wcześniej piłkarze Legii dobrze reagowali i był to sam początek drugiej połowy, możliwe, że warszawianie nie zachowali odpowiedniej koncentracji w pierwszych sekundach po wznowieniu gry.
W następstwie straconego gola Legioniści rzucili się do odrabiania strat. Obrońcy częściej podłączali się do ataków, tworząc przestrzenie za swoimi plecami. Dostrzegł to także Exposito, który również zaczął ustawiać się wyżej.

Efektem tego był drugi gol Erika Exposito, który ustawiony na linii środkowej zniknął z radaru środkowym obrońcom.
Wróćmy jednak do gola nr 2 i nr 3
W 70 minucie Augustyniak zostawia Erikowi za dużo miejsca. Podejmując próbę naprawienia własnego ustawienia, obraca się plecami do własnej bramki, co ustawionemu bokiem Exposito daje przewagę pozycyjną i pozwala wyprzedzić obrońcę Legii. Nie doszłoby jednak do gola, gdyby po drugiej stronie boiska Pankov upilnował linii spalonego. Serb znowu zatrzymywał się tuż przed podaniem Piotra Samca-Talara, co w konsekwencji sprawiło, że zabrakło mu ułamka sekundy, by dogonić Erika.
Dwie minuty później Exposito schodzi do boku tworząc przewagę 2v1 w bocznej strefie. Pankov źle oblicza tor lotu piłki i się z nią mija. Zabrakło w tej sytuacji również asekuracji któregoś z Legionistów.
Wydaje się, że w momencie, gdy Nahuel mknął z piłką na bramkę gości, warszawianie byli w stanie z większą intensywnością zmniejszyć dystans do Piotra Samca-Talara.
Śląsk miał podobną okazję do strzelenia gola w pierwszej części spotkania. Tak samo Pankov nie przeciął górnej piłki i Nahuel miał otwartą drogę do bramki Tobiasza.
W tamtym momencie Nahuel nie zdecydował się na drybling, tylko podał od razu do Piotra Samca-Talara, którego strzał zza szesnastki nieznacznie minął słupek bramki strzeżonej przez bramkarza Legii.
PODSUMOWANIE
Wspominam o tym po to, by wykazać, że Śląsk konsekwentnie grał “swoje”. Mimo diametralnie różnych połów, założenia taktyczne Śląska nie zmieniły się drastycznie w przerwie. To, co zmieniło się w mojej ocenie, to nastawienie drużyny stołecznej. Brak koncentracji na początku drugiej połowy i nerwowe ataki poskutkowały karygodnymi błędami ustawienia, które świetnie wypunktował Śląsk.
Śląsk, który od początku miał nad tym meczem kontrolę. Nawet wówczas, gdy nastawiony był głównie na przerywanie akcji i pojedyncze wypady na połowę Legii. Nawet wówczas, gdy statystyka xG wynosiła 0,16 do 0,51 na korzyść przeciwnika. Bo wrocławianom momentami brakowało niewiele - ostatniego podania lub nieco lepszej decyzji.