''To dobry moment tego zespołu'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Mateusz Kuźniak
W środowym meczu 1/8 finału Pucharu Polski Śląsk Wrocław zagra w Niepołomicach z pierwszoligową Sandecją Nowy Sącz. O zwyżce formy, nieskutecznej ofensywie i trenerze Stanislavie Vardze rozmawiamy z Gabrielą Koziarą, dziennikarką Futbol-Małopolska.
Sandecja Nowy Sącz mimo ostatniego miejsca w tabeli I ligi przystąpi do meczu ze Śląskiem w dobrych nastrojach. Efektowne zwycięstwo 4:1 z Zagłębiem Sosnowiec przed kilkoma dniami to niespodziewane przebudzenie mocy.
Zgadza się, to jest na pewno przebudzenie, ale i dobry moment Sandecji, bo oni w tych ostatnich spotkaniach prezentowali się naprawdę nieźle. Przed Zagłębiem była co prawda porażka 0:2 w Bielsku-Białej, ale wcześniej remis z nadal jednym z kandydatów do awansu, mimo słabszej formy, Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (1:1). Niewiele wcześniej, na początku października, z kolei pierwsza wygrana w tym sezonie z Chojniczanką Chojnice (2:1). Każda kolejna wygrana buduje morale tego zespołu i myślę, że czymś takim był również mecz przeciwko drużynie trenera Artura Skowronka. Zwycięstwo z Zagłębiem było bardzo przekonywujące, nawet pomimo tego, że ten zespół również mierzy się przecież ze swoimi problemami. Postrzegam piątkową wygraną jako dobrą wróżbę w kontekście uniknięcia spędzenia zimy w strefie spadkowej I ligi (na kolejkę przed końcem roku Sandecja do bezpiecznej lokaty traci dwa punkty – przyp. red.).
Wygrana z Zagłębiem była drugą ligową w sezonie i drugą pod wodzą trenera Stanislava Vargi. To jest zaskoczenie, że pracujący od początku września Słowak w Nowym Sączu nie zaprezentował efektu nowej miotły?
Trudno powiedzieć, myślę, że to bardziej kwestia zawodników, których ma do dyspozycji. W tej drużynie po zakończeniu poprzedniego sezonu nie zaszło szczególnie dużo zmian, chociaż oczywiście odszedł autor dziewięciu wiosennych goli Łukasz Zjawiński (dziś jest zawodnikiem Widzewa Łódź – przyp. red.). Natomiast ci zawodnicy, którzy przyszli, w których teraz pokładane są nadzieje i mają stanowić o sile zespołu, szczerze mówiąc specjalnie nie imponują. Nie mówiąc już o ofensywie, bo ta jest na bardzo niskim poziomie.
Odejście wspomnianego Zjawińskiego to część odpowiedzi, a może najważniejsza odpowiedź na pytanie, dlaczego obecny sezon dla ekipy z Nowego Sącza jest tak trudny? W minionym zabrakło jej przecież trzech punktów do baraży i nikt nie spodziewałby się, że trener Dariusz Dudek niedługo później zostanie zwolniony.
Zgadza się. Poprzedni szkoleniowiec pracował w tym klubie już długo, bo od listopada 2020 roku i wydawało się, że skoro otarł się o baraże, to teraz może powalczyć o awans, chociaż akurat na ten temat wszyscy mówili raczej po cichu, nikt nie wychodził przed szereg. Myślę, że w końcu nastąpił pewnego rodzaju efekt zdartej płyty i trener Dudek nie był w stanie wycisnąć już z tego zespołu nic więcej. W miejsce Zjawińskiego przyszedł Jakub Wróbel, dla którego to już ósmy klub w ciągu pięciu lat, ale w przeszłości potrafił już strzelać na zapleczu ekstraklasy. Okazało się jednak, że zawodnicy ofensywni zwyczajnie nie są jednak w stanie tego nie dźwignąć, a i środek pola nie funkcjonuje tak, jak można byłoby tego oczekiwać. Sandecja w czternastu meczach strzeliła czternaście goli, w tym przecież cztery tylko w tym w miniony weekend. To drugi najgorszy wynik w rundzie jesiennej I ligi, sam lider klasyfikacji strzelców Kamil Biliński z Podbeskidzia ma ich jedenaście. Właśnie ta ofensywa jest największą bolączką Sandecji, bo jeśli popatrzymy sobie na liczbę straconych goli (26), to już wynik zbliżony do plasujących się obecnie w strefie barażowej Arki Gdynia czy Chrobrego Głogów (po 23).
W meczu poprzedniej rundy Pucharu Polski Sandecja wyeliminowała Wartę Poznań (2:1) po golu Łukasza Kosakiewicza w doliczonym czasie gry. Na tego doświadczonego zawodnika Śląsk będzie musiał w środę zwrócić szczególną uwagę?
W tym zespole tak naprawdę trudno mi mówić o jakimkolwiek stałym i pewnym punkcie. Zachodzą pewne rotacje, jeśli chodzi o ławkę rezerwowych, oni się przeplatają, Kosakiewicz na pewno może być groźny, ale ja na równi postawiłabym Jakuba Wróbla i Senegalczyka Maissa Fallę. Niebezpieczny po stałych fragmentach może być także inny znany z boisk ekstraklasy Damian Chmiel. Tak naprawdę trudno mi wymienić lidera Sandecji, właśnie brak takiego zawodnika, który regularnie ciągnie grę może okazać się problemem zespołu trenera Vargi. Dla Śląska zaś szansą w Niepołomicach.
A jak może wyglądać dalsza część sezonu dla zespołu z Małopolski? Po długiej, mundialowo-zimowej przerwie celem będzie zbliżenie się do górnej połowy tabeli, czy w tym sezonie o podobnych planach trzeba zapomnieć i utrzymanie to ten podstawowy cel?
Myślę, że taki cel był już przed rozpoczęciem rozgrywek mimo tego bardzo dobrego wyniku z poprzednich. Teraz, przy różnych perturbacjach związanych na przykład z budową stadionu i graniem poza Nowym Sączem, czy niesnaskami na linii dyrektor sportowy – trener, które nie służą wizerunkowi klubu, to może być sezon na przeczekanie. Na utrzymanie, spokojną odbudowę i konstruowanie tego zespołu od podstaw. Różnice punktowe są na tyle małe, że oczywiście można się włączyć do walki o środek tabeli, myślę, że to realna wizja na wiosnę, ale o miejsca wyższe niż 8. czy 7., powalczyć z pewnością będzie bardzo ciężko.