''To jedyna rzecz, która może uratować Koronę'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław w drugim domowym pojedynku w rundzie wiosennej będzie podejmował Koronę Kielce. Beniaminek ciągle stara się wygrzebać ze strefy spadkowej – czy odblokuje się superstrzelec Bartosz Śpiączka i czy w Kielcach jeszcze jest nadzieja na utrzymanie? O tym porozmawialiśmy z Mateuszem Żelaznym, dziennikarzem Radia eM Kielce i prezenterem TVP3 Kielce.
Korona przeciwko Cracovii (2:0) odniosła pierwszy ligowy triumf od 27 sierpnia 2022 roku i starcia z Radomiakiem (2:0). Tym samym pierwsze zwycięstwo w roli trenera złocisto-krwistych odniósł Kamil Kuzera. Wydaje się, że w Kielcach jeszcze nie wszystko stracone jeśli chodzi o ten sezon, Korona walczy…
Nie lubię przechodzenia ze skrajnego pesymizmu do hurraoptymizmu, co mam wrażenie w kieleckim sporcie jest jedną z cech charakterystycznych. W piłce nożnej, tak jak w innych dyscyplinach, najważniejsza jest powtarzalność. Jeżeli Korona powtórzy zwycięstwo w kolejnej kolejce lub jeszcze następnej, to będziemy mogli mówić, że coś się ruszyło. Natomiast jedyną powtarzalnością, na jaką było stać kielczan w tym sezonie, było jak dotąd przegrywanie. Na razie byłbym ostrożny, nie mniej mecz z Cracovią był bardzo ciekawy. Zagraliśmy trochę inaczej niż w ostatnich miesiącach. Pojawiły się próby odbioru piłki na połowie przeciwnika i pressing już w środkowej strefie, dzięki czemu zespół nie dawał się spychać nisko. Nie było też tak dużych problemów z bronieniem się, jak miało to miejsce w poprzednich kolejkach. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w przypadku rywalizacji z innymi zespołami, natomiast światełko w tunelu się pojawiło. Trzeba pamiętać, że na 16 kolejek do końca Korona ma analogiczną liczbę punktów, a do utrzymania przydałoby się zdobyć ich około 38.
We wspomnianej ostatniej wygranej przed poprzednią kolejką swojego ostatniego gola w ekstraklasie strzelił Bartosz Śpiączka i od tamtej pory wpadł w strzelecką stagnację. Z Cracovią wszedł z ławki rezerwowych i w końcówce meczu miał świetną szansę, żeby strzelić gola, natomiast nieczysto trafił w piłkę głową. Koronie nadal brakuje tego lidera w postaci Śpiączki w dobrej formie, czy należycie zastępuje go Jakub Łukowski?
Myślę, że jednak go brakuje, bo zdobywanie bramek to najważniejszy element tego sportu. Jeśli nie masz na podorędziu snajpera, który potrafi wykańczać dogodne sytuacje, to ciężko wygrywać mecze. Ja bym nie czepiał się tutaj akurat Śpiączki, chociaż oczywiście ta wspomniana stagnacja jest zauważalna. Jeśli policzylibyśmy sobie sytuacje bramkowe, które wypracowała sobie Korona od początku sierpnia zeszłego roku do końca rundy w listopadzie, to w porównaniu do innych zespołów, byłoby to bardzo niewiele. Trzeba też powiedzieć otwarcie, że Śpiączka żyje z podań i dośrodkowań z bocznych sektorów. Jeśli zespół nie był w stanie kreować sytuacji, których były dwie lub trzy na mecz, to nie ma co oczekiwać od zawodnika, że wykorzysta 100% z nich. Należy też pamiętać, że „Śpiona” przeszedł w październiku zabieg usunięcia polipa z krtani i to mogło wytrącić go z rytmu. A fakt, że wrócił akurat, jak Korona zaczęła grać źle, to już system naczyń połączonych. Jeżeli kielczanie będą pokazywać to, co w meczu z Cracovią, to Śpiączka prędzej czy później zacznie te bramki znów zdobywać. W ostatnim spotkaniu pomimo, że był na boisku tylko przez 20 minut, to miał więcej sytuacji podbramkowych niż w kilku meczach jesienią, w których występował. Uważam, że na wiosnę się odblokuje.
Warto też przyjrzeć się temu, co działo się zimą, bo z Korony odeszło kilku zawodników m.in. Łukasz Sierpina czy Adam Frączczak, ale złocisto – krwistych zasiliły także nowe nazwiska. Rozkręca się Hiszpan Nono, pomimo że żadnych liczb na swoim koncie jeszcze nie ma, a w meczu z Cracovią błyszczał Kanadyjczyk Dominick Zator, który zanotował najwięcej odbiorów i kluczowych podań. Czy te zimowe transfery mogą zaprocentować w rundzie jesiennej?
Zdarzyło mi się powiedzieć pod koniec tamtej rundy, że rzeczą, która może Koronę uratować w zimie, są dobrze przeprowadzone transfery. Ofiarą tego, co działo się w klubie w rundzie jesiennej, padł Leszek Ojrzyński, jak najbardziej słusznie. Ale trzeba pamiętać o tym, że ten skład w pierwszej rundzie sezonu kompletnie nie nadawał się do walki w ekstraklasie. Mogliśmy powalczyć w trzech meczach, ale nie mieć powtarzalności, o której wspominałem. Te transfery mogą być kluczowe, jeśli rzeczywiście wypalą. Na razie wyglądają całkiem nieźle, bo zgadzam się w zupełności, że Zator bardzo dobrze zaprezentował się w meczu z Pasami. Nono to może być solidny zawodnik jak na warunki ekstraklasowe, w których jest deficyt piłkarzy dryblujących i dobrze czujących się z piłką przy nodze. Zwróciłbym także uwagę na Mariusa Briceaga, bo też fajne zagrał na nie do końca swojej nominalnej pozycji. Te ruchy na rynku mogą dać Koronie punkty. Nie chcę mówić górnolotnie o utrzymaniu, bo wspomniałem wcześniej o tych liczbach i gdyby Korona startowała na wiosnę np. z pułapu 20 oczek, to byłbym bardziej spokojny. Na razie będę powtarzał za piłkarzami: „Trzeba patrzeć na kolejne mecze i dopiero po kilku spotkaniach zobaczyć, w jakiej sytuacji będziemy się znajdować”.
Oprócz tych transferów warto spojrzeć na kwestię głębokiej kadry, w której każdy rezerwowy może czuć się potrzebny. Przeciwko Legii Warszawa (2:3) dwa gole ustrzelił Jewgienij Szykawka, a w meczu z Cracovią wynik otworzył Piotr Malarczyk, który zdobył swoją pierwszą ekstraklasową bramkę po ponad dwóch latach. Widać dużą rywalizację o skład i to, że trener Kuzera cały czas szuka optymalnych rozwiązań…
Ta głębia składu była już dostrzegalna jesienią, natomiast nie wszyscy nadawali się do grania na poziomie ekstraklasy. Teraz ta kadra jest bardziej wyrównana i wyciągając z niej jeden klocek, nie zobaczymy wielkiej różnicy. Jest to pewna stabilizacja. Siłą Korony może być to, że ci zawodnicy nie są wirtuozami futbolu, ale jeśli będzie potrzeba ściągnięcia ich awaryjnie na jakiś mecz z trybun lub z ławki, to poziom ich gry będzie zadowalający. Wszystko oczywiście pod warunkiem, że zaprezentują swoją optymalną dyspozycję. Cały czas jest też poszukiwanie różnych rozwiązań i nie ma się co dziwić, bo trener Kuzera dostał inny zespół, a inny też zastał, gdy przychodził na stanowisko trenera Korony. To cały czas będzie walka na żywym organizmie, ale wydaje się, że powoli wszystko zmierza w kierunku wykrystalizowania się pierwszego składu.
Sobotni mecz ze Śląskiem może wydawać się nieco zdradliwy, bowiem oba klubu nie najlepiej weszły w ligową wiosnę, ale w poprzedniej kolejce zwyciężyły swoje spotkania. Pamiętamy też jesienną potyczkę tych drużyn, wygraną przez Koronę 3:1. Jakiego meczu możemy spodziewać się zatem we Wrocławiu?
Na pewno to będzie bardzo ciężki mecz dla jednej i drugiej drużyny. Ja niechętnie podchodzę zawsze do takich prognoz, że danej drużynie źle gra się na jakimś terenie, ale jeśli mielibyśmy spojrzeć na rywalizację Śląska z Koroną przez taki pryzmat, to kielczanom zawsze było we Wrocławiu pod górkę. Przypuszczam, że teraz zadanie wcale nie będzie łatwiejsze. Jeżeli miałbym przewidywać obraz tego spotkania, to stawiałbym na to, że goście zaczną podobnie jak z Cracovią, czyli wysoko i agresywnie w odbiorze, zamykając środek pola. Jeżeli to wszystko się uda, to mecz może pójść po myśli Korony. Jeżeli jednak w pierwszych 20-25 minutach nie uda się całkowicie zdominować Śląska i wytrącić z równowagi, to mecz „pojedzie” w zupełnie inną stronę. Bardzo trudno jest pokusić się o jakieś przewidywania, ale wydaje mi się, że drużyna, która pierwsza narzuci swój styl i strzeli gola, raczej ten mecz wygra.