''To olbrzymi wstyd dla miasta'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław w 28. kolejce ekstraklasy uda się do Grodziska Wielkopolskiego na mecz z Wartą Poznań. Czy poznaniacy mają jeszcze szanse na europejskie puchary? Jak trener odmienił wcześniej mało znaczących zawodników? Co ze stadionem dla Warty? O tym wszystkim rozmawiamy z Szymonem Mierzyńskim, dziennikarzem portalu WP SportoweFakty.
Ciężko powiedzieć, o co w tym momencie walczy Warta. Trener Dawid Szulczek zapowiadał, że po osiągnięciu pułapu 40 punktów, cele mogą się zmienić. Jest jeszcze jakaś szansa, żeby drużyna zakręciła się wokół miejsc pucharowych, których tak blisko było przecież dwa sezony temu?
Problem polega na tym, że dziś te grono drużyn bijących się o miejsca pucharowe się drastycznie zmniejszyło po ubiegłej kolejce. Zdecydowała o tym wygrana Pogoni Szczecin z Cracovią (3:2) i wygrana Lecha Poznań w bezpośrednim starciu z Wartą (2:0). Gdyby tam Warciarze nie przegrali, to pewnie mieliby większe szanse. Dzisiaj ta strata do 4. miejsca wynosi już sześć punktów. Do końca zostało siedem kolejek i wydaje się, że to byłoby realne, ale Warta raczej o tym czwartym miejscu już nie myśli. Tym bardziej, że Pogoń nie jest zespołem, który będzie seryjnie gubił punkty. Dla drużyny trenera Szulczka priorytetem jest utrzymanie tej piątej pozycji. Wiadomo przecież, że z tym wiążą się większe korzyści finansowe niż ze skończeniem niżej. Obecna lokata i tak będzie dużym sukcesem. Biorąc pod uwagę postawę największych konkurentów Warty w rundzie jesiennej, czyli Cracovii i Widzewa, to właśnie Zieloni są lekkim faworytem do wywalczenia 5. miejsca.
Na regularne punktowanie w ostatnich tygodniach miało też wpływ ściągnięcie domowej „klątwy”, bowiem pierwszy mecz w Grodzisku Wielkopolskim Warciarze wygrali dopiero w 13. kolejce z Jagiellonią (2:0). Od początku ligowej wiosny jednak u siebie nie przegrali, remisując chociażby z Rakowem 1:1 czy rozbijając Koronę 5:1. Warta w końcu nauczyła się godzić mecze domowe z wyjazdowymi?
Ta klątwa to jest trochę mit, bo w tym sezonie Warta oczywiście zaczęła w Grodzisku Wielkopolskim słabo, ale jakbyśmy dokładnie prześledzili statystyki, to Warciarze ostatni mecz u siebie przegrali w sierpniu 2022 roku z Widzewem Łódź (0:1). Później była porażka przy Bułgarskiej, kiedy drużyna z Drogi Dębińskiej wystąpiła w roli gospodarza, ale dalej nie było żadnych wpadek. Wszyscy dziennikarze, którzy o tym mówią, bazują na początku sezonu, ale od tego czasu minęło dużo czasu. Dziś mówienie o klątwie w Grodzisku jest mocno nieaktualne, a jak prześledzilibyśmy sobie liczbę punktów na wiosnę, to mogłoby wyjść, że więcej Warta zdobyła u siebie.
Warto zauważyć, że drużyna trenera Szulczka ma trzecią najlepszą defensywę na wyjazdach (25 goli straconych) i najlepszą obok Lecha na wyjazdach (11 goli straconych). To wynika z ogrania tercetu Stavropoulos – Szymonovicz – Ivanov czy nastawionej bardziej na szczelne bronienie i kontrataki taktyki trenera?
To też ulega zmianie, bo Warta uchodziła za drużynę grającą defensywnie. Na przestrzeni ostatnich tygodni drużyna złapała więcej luzu i zaczęła grać bardziej ofensywnie, bo nie musi już tak kurczowo ciułać punktów. W drugiej połowie meczu z Lechem ekipa trenera Szulczka miała nawet przewagę w posiadaniu piłki, co wcześniej się nie zdarzało. Różnie to wyglądało i były różne przypadki. W meczu z Lechią Gdańsk (2:0) Warta celowo oddała piłkę, dzięki czemu potrafiła wypunktować przeciwnika. W spotkaniu wysoko wygranym z Koroną Kielce (5:1) Warciarze wykorzystali z kolei ekstraklasowe doświadczenie, bo z braku przewagi w posiadaniu piłki nic złego dla drużyny nie wynikało, a nawet więcej, mogła ona wykorzystywać błędy przeciwnika. Trener Szulczek w dużym stopniu opanował pragmatyzm i dlatego udaje mu się osiągać wyniki, które trudno już dzisiaj nazywać wynikami „ponad stan”, tak jak przyjęło się to wcześniej, ale z pewnością ponad oczekiwania otoczenia.
Warta nie przeszła wielkich przeobrażeń pod względem personaliów, ale ofensywa nie opiera się już tylko na Adamie Zrelaku, który wiosną do siatki trafił tylko raz. Obudził się Miłosz Szczepański (trzy bramki wiosną), szaleje na skrzydle Kajetan Szmyt, a swoje w klasyfikacji kanadyjskiej (po siedem punktów) dodają Jan Grzesik i Maciej Żurawski. Jak to jest, że trener Szulczek z tak niskiego potencjału osobowego na papierze wyciska aż tak dużo?
Zadałbym bardziej pytanie, na jakiej podstawie oceniamy, że Warta ma niski potencjał, skoro w trzecim sezonie z rzędu robi wyniki ponad wymaganiami i oczekiwaniami środowiska, a z kolei inne kluby jak np. Śląsk zawodzą, choć w teorii mają większy potencjał? Drugim takim przykładem jest Lechia Gdańsk, której nikt raczej przed sezonem nie wskazywał jako spadkowicza, a ona z dużą bazą i zapleczem jest dzisiaj o krok od degradacji z ligi. To są bardzo płynne rzeczy. W polskiej lidze wyjmując Lecha, Raków i Legię, trudno pozycjonować zespoły i z góry zakładać, że ktoś ma większy lub mniejszy potencjał. Warta już udowodniła wielokrotnie, że jej zawodnicy posiadają duże umiejętności, bo nie dałoby się przez trzy lata z rzędu wykręcać takich wyników dysponując wątpliwą jakościowo kadrą.
Podczas ostatnich derbów Poznania przy Bułgarskiej kibice Warty dosyć jasno ukierunkowywali swoje prośby dotyczące budowy stadionu do prezydenta miasta Jacka Jaśkiewicza. Ten jednak nastawiony jest do tego pomysłu niezbyt optymistycznie i ciągle trwa impas między klubem a miastem w sprawie obiektu, który miałby kosztować 150-200 milionów złotych. Ty na bieżąco informujesz o tej sytuacji – czy nastąpi niedługo wbicie tej mitycznej łopaty pod budowę czy przeciąganiu liny między Wartą a miastem nie będzie końca?
Myślę, że zarówno będzie ciągłe przeciąganie liny, jak i to, że Warta nowego stadionu się doczeka. Klub próbuje różnych dróg. Po pierwsze – stadion mógłby być ukredytowany, żeby miasto nie musiało wydawać jednorazowo dużej sumy pieniędzy. Po drugie – budowanie obiektu mogłoby się odbyć „trybuna po trybunie” i wtedy też nie są potrzebne bardzo duże środki finansowe w jednym momencie. Klub też może starać się o dofinansowanie z budżetu centralnego, na co jest duża szansa. Każda możliwa opcja będzie sondowana. To jest jednak olbrzymi wstyd dla Poznania i sympatyków Warty, a mówię to jako człowiek nie mieszkający w tym mieście, ale silnie z nim związany, że klub zbudował coś z niczego, a nie ma własnego stadionu. Klub mając bardzo skromne środki finansowe przeszedł z III ligi do ekstraklasy, nigdy nie wyciągał ręki po pieniądze, a już szczególnie, żeby ktoś musiał opłacać kontrakty zawodników lub jakieś stypendia.
Warta chciałaby mieć tylko stadion, czyli to, co posiada każdy klub w naszej lidze. Tym bardziej, że one otrzymują te stadiony od miast. Pisałem o tym w tekście, że tylko Bruk-Bet wybudował obiekt z ramienia prywatnego właściciela. Warciarze chcą dostać tą przysłowiową wędkę. I tutaj pojawia się też temat sponsorów, bowiem klub grający w Grodzisku Wielkopolskim nie jest aż tak atrakcyjny jak klub grający w Poznaniu. To jest błędne koło – trudniej się szuka sponsorów, gdy drużyna nie ma swojego domu. Właściciel częściowo kupił te obiekty w Grodzisku, ale tam ma być siedziba akademii, a nie stadion meczowy. Kibice Śląska chyba nie wyobrażają sobie, żeby ich drużyna grała w Głogowie albo Polkowicach, a Warta musi się z tym mierzyć już ponad cztery lata. Niech ci, którzy psioczą na frekwencję, spojrzą, jak trudno jest zrobić coś pozytywnego w takich warunkach, nie mając własnego stadionu. A klub mimo tego radzi sobie bardzo dobrze.