W mediach o Śląsku: Antyfutbol i czerwone kartki
fot.: Paweł Kot
Śląsk w 13. kolejce ekstraklasy przegrał na wyjeździe z Radomiakiem 0:2. Po sobotnim spotkaniu zaglądamy do medialnych relacji - dziennikarze podkreślają kolejne kuriozalne okoliczności przegranej wrocławian i przełamanie zespołu Mariusza Lewandowskiego.
Przegląd Sportowy: Goście kończyli mecz w ósemkę!
"Mecz nieco się otworzył po przerwie, ale nie na tyle, żebyśmy mogli nazywać widowiskiem. Emocje pojawiły się dopiero w 64. minucie, kiedy w nieodpowiedzialnie w kierunku swojej bramki zagrał Patrick Olsen. Do piłki dopadł Roberto Alves, który stanąłby oko w oko z Rafałem Leszczyńskim ale sfaulował go Łukasz Bejger. Sędzia Łukasz Kuźma nie mógł podjąć innej decyzji i ukarał obrońcę Śląska czerwoną kartką. Oba gole padły w doliczonym czasie, a wrocławianom na murawie puściły nerwy. Mecz musieli kończyć w znacznym osłabieniu".
Interia: Trzy czerwone kartki i gole w doliczonym czasie
"Choć Radomiak pół godziny grał w przewadze jednego zawodnika, to nie potrafił strzelić gola Śląskowi. Dopiero kiedy z boiska wyleciał kolejny piłkarz gości, gospodarze zdobyli bramki. Zespół z Wrocławia mecz zakończył w ośmiu zawodników. Śląsk zmuszony do ataku pozycyjnego nie za bardzo miał pomysł, jak przebić się przez obronę Radomiaka. Podania w pole karne były wybijane, a akcje skrzydłami blokowali obrońcy. Gospodarze w ofensywie też nie brylowali i sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Piłkarze za to prześcigali się niecelnych zagraniach".
WP Sportowe Fakty: Antyfutbol. Klub z ekstraklasy kończył mecz w ośmiu
"Najlepsze w tym meczu jest to, że dobiegł końca. Radomiak w doliczonym czasie wymęczył zwycięstwo 2:0 ze Śląskiem Wrocław, któremu po trzech czerwonych kartkach pozostało ośmiu piłkarzy na boisku. Od początku meczu piłkarze nie podjęli ryzyka i wymieniali często niedokładne podania. Kibice w Radomiu liczyli, że wzajemne badanie się drużyn nie zajmie dużo czasu. Mijał jednak czas i "widowisko" nie nabierało rumieńców".
TVP Sport: Maurides zbawił Radomiaka
"Pierwszy sobotni mecz ekstraklasy to w nomenklaturze kulinarnej danie ciężkostrawne. W pierwszym kwadransie lepiej wyglądał Radomiak, który zaczął aktywnie i operował piłką na połowie gości. Z przewagi optycznej nie wyniknęły jednak żadne konkrety. Z upływem czasu widowisko zrobiło się zdecydowanie bardziej wyrównane. Śląsk coraz częściej gościł na połowie gospodarzy, których głównie straszył John Yeboah. Radomiak rzutem na taśmę wygrał 2:0 i przerwał niechlubną serię trzech porażek z rzędu".