Wrocławscy jeźdźcy apokalipsy. Dołożyli cegiełkę do spadku Śląska z Ekstraklasy
13.06.2025 (11:00) | Marcin Sapuńfot.: Marcin Sapuń
Na spadek Śląska Wrocław wpływ miało dużo czynników, ale przede wszystkim decyzje poszczególnych osób. Winnych degradacji wicemistrza Polski jest kilku, a o każdym z nich znajdziecie kilka słów w poniższym tekście.
Ciężko w to uwierzyć, że drużyna, której rok temu zabrakło zaledwie jednego punktu do mistrzostwa Polski, dziś żegna się z rozgrywkami Ekstraklasy. Po raz pierwszy od 17 lat wrocławscy kibice nie zobaczą w swoim mieście meczów najwyższej klasy rozgrywkowej. To przykre, ale każdy, kto śledzi poczynania Śląska w ostatnich latach, ten wie, że był to wyrok odwlekany w czasie i nie zmieni tego sukces z poprzedniego sezonu, który jak się okazało, był tzw. wypadkiem przy pracy. Gdy duża część kibiców i sympatyków wierzyła, że teraz Wojskowi wrócą w końcu na dobre tory, wrocławski pociąg niespodziewanie się wykoleił, ale nie było to dziełem przypadku, a konkretnych działań, które do tego doprowadziło. Nie ma jednego winnego, ale są osoby, które dołożyły swoją cegiełkę do spadku wicemistrza Polski.
PION SPORTOWY - DAVID BALDA I JACEK MAGIERA
O tym, że we Wrocławiu zaprzepaszczono wicemistrzowski sezon, powiedziano już wiele i temat ten jest wałkowany mniej więcej od okolic września zeszłego roku. Głównym problemem w rundzie jesiennej była ogromna przebudowa zespołu. Między czerwcem a wyżej wspomnianym wrześniem, do Śląska dołączyło aż 13 nowych graczy i później Jacek Magiera mógł się tłumaczyć po nieudanych wynikach, że ma nowy zespół i potrzeba czasu i cierpliwości, aby z grupy piłkarzy stworzyła się jednolita grupa. Jeśli wspomniałem już o transferach, to przyjrzyjmy się bliżej niektórym z nich, bo moim zdaniem, letnie okienko transferowe zostało po prostu koncertowo położone i jest to duży kamyczek do ogródka Davida Baldy, ale również i Jacka Magiery, który w lipcu sam się chwalił, że w porównaniu z jego pierwszą kadencją w Śląsku, ma teraz więcej do powiedzenia w wielu kwestiach.
- Mam najbliższych współpracowników, którzy dbają o proces treningowy, a ja podejmuję wszystkie decyzje. Jestem od zarządzania ludźmi, drużyną i pionem sportowym razem z Davidem Baldą
- tłumaczył 47-latek w wywiadzie z Przeglądem Sportowym.
O tym, że Erik Exposito może nie podpisać nowej umowy ze Śląskiem, coraz głośniej mówiło się od stycznia/lutego. Co zrobił dyrektor sportowy? W sumie to niewiele, bo najpierw zakontraktował Juniora Eyambę, który dotychczas z seniorskim futbolem nie miał za bardzo do czynienia. To nie wszystko, bo jak się okazało, że 23-latek to trochę za mało (a w międzyczasie "odpalony" z zespołu został Patryk Klimala), ściągnięto Sebastiana Musiolika, który przed tym sezonem miał na swoim koncie mniej goli w Ekstraklasie, niż Exposito w całych poprzednich rozgrywkach. Co ciekawe, polski napastnik był na liście życzeń trenera Magiery i to jeszcze przed sezonem 2023/24. Ponadto już w trakcie obecnych rozgrywek do zespołu dołączyli Jakub Świerczok i Adam Basse, ale pierwszy z nich zimą zerwał więzadła krzyżowe, a drugi został szybko sprzedany do Rakowa Częstochowa. Później David Balda próbował wmówić, że bez wysokiego budżetu nie da się sprowadzić bramkostrzelnego napastnika, ale nikt mu raczej w te słowa nie wierzył.
Lecimy dalej, bo to dopiero początek. W tym samym czasie, co Musiolik, zakontraktowano Mateusza Bartolewskiego, czyli spadkowicza z Ruchu Chorzów. - Jakby nie patrzeć, Śląsk spadł mi z nieba - mówił jesienią sam obrońca w jednym z wywiadów. 27-latek został ściągnięty na bok defensywy za Patryka Janasika/Martina Konczkowskiego i okazała się to aż tak "złota" zmiana, że w styczniu rozwiązano z Bartolewskim kontrakt. Takich perełek znajdziemy więcej, ponieważ w Śląsku wierzono również, że dobrym posunięciem będzie pozbycie się Patricka Olsena, by zrobić miejsce na przykład dla Tudora Baluty, albo że sprzedanego Nahuela Leivę zastąpi Sylvester Jasper. Mówiąc wprost, to nie miało prawa się po prostu udać.
Odejdźmy od transferów i przejdźmy do szatni i na boisko. Pomimo że zawodnicy stali za swoim szkoleniowcem, to nie udało się mu skutecznie zarządzać kryzysem. - Nie godzimy się z miejscem, w którym jesteśmy - powtarzał po porażkach Jacek Magiera, ale nasuwa się tu pytanie, co zrobił, by zmienić obraz gry swojego zespołu i podbudować morale? Wydawało się, że w końcu drgnęło coś w październiku, gdy Śląsk nie przegrał czterech kolejnych spotkań (wliczając w to Puchar Polski), ale potem przyszły porażki z Zagłębiem Lubin oraz Górnikiem Zabrze, w których piłkarze nie oddali ani jednego celnego strzału i tym samym miarka się przebrała.
PREZES PATRYK ZAŁĘCZNY
Jak dość szybko rozczarować kibiców, pokazał nam były już prezes Śląska. Patryk Załęczny na czele klubu stanął we wrześniu 2023 roku i objął tę funkcję po tym, jak dobrze spisał się w innej roli - dyrektora komunikacji, sprzedaży i marketingu. Jednym z jego atutów był kontakt z fanami i aktywność w mediach społecznościowych (do czasu). Prezes mógł sobie przypisać sukcesy pierwszej drużyny, czy Akademii w poprzednim sezonie, ale schody zaczęły się w obecnych rozgrywkach, gdy wszyscy wokół Śląska oczekiwali pójścia za ciosem, zamiast marnotrawstwa. Niestety, przyszło to drugie. Pomimo sportowego, ale też finansowego sukcesu (o wiele większe wpływy do budżetu), kadra Wojskowych nie została odpowiednio wzmocniona, o czym już wspomniałem wyżej. Postawiono na ilość, a nie jakość, co sam przyznał później prezes Śląska.
- Teraz mogę powiedzieć, że powinniśmy skupić się na tu i teraz, a nie budowie drużyny na kolejne lata [...] Mogliśmy skupić się na dwóch, trzech transferach, które z miejsca dawałyby nam jakość i jeszcze większe pole manewru
- zauważył w listopadzie Załęczny.
Były już prezes nie popisał się też wyborem zastępcy Jacka Magiery. Postawienie na Michała Hetela z trzecioligowych rezerw wyglądało trochę tak, jakby klub nie był odpowiednio przygotowany na zmiany w pionie sportowym. Zaryzykowano i choć pierwszy mecz z Jagiellonią Białystok wyglądał naprawdę dobrze (remis 2:2), to już w kolejnych spotkaniach wrocławianie nie zdobyli chociaż punktu. Wsadzenie na wysokiego konia 31-latka nie było jednak dobrym zabiegiem, tym bardziej że oprócz wyników zespołu dużo mówiono o konflikcie pomiędzy Hetelem a Marcinem Dymkowskim, którzy wzajemnie prowadzili drużynę i na przykład na przemian uczestniczyli w konferencjach prasowych.
ZOBACZ TEŻ: Rozczarowanie. Podsumowanie pracy Patryka Załęcznego w roli prezesa Śląska
PREZYDENT JACEK SUTRYK
W tekście nie mogło zabraknąć również prezydenta Wrocławia, który przez wielu wymieniany jest na pierwszym miejscu pod względem odpowiedzialności za spadek WKS-u. Jako właściciel podejmuje on najważniejsze decyzje dotyczące funkcjonowania klubu i bierze za nie oczywiście odpowiedzialność. Tą, która najczęściej jest wypominana Sutrykowi, to prywatyzacja. Blisko finalizacji całego procesu było pod koniec wicemistrzowskiego sezonu, ale wtedy nagle postanowiono podwyższyć wartość klubu z 8 milionów do 55 milionów złotych. W związku z tym zainteresowana firma Westminster zrezygnowała z chęci zakupu akcji i temat upadł. Pojawiły się wówczas pytania, czy miasto na pewno chce sprzedać Śląsk, bo ówczesne działania na to nie wskazywały.
Kolejnym kamyczkiem do ogródka jest zachłyśnięcie się srebrnym medalem w sezonie 2023/24. Widać to doskonale po pierwszym wywiadzie prezydenta po degradacji Wojskowych. - Przypomnę, że Śląsk był - a właściwie to dalej jest - wicemistrzem Polski. Rozumiem, że ja za to nie jestem odpowiedzialny. Rozumiem, że odpowiadamy tylko za porażki? - pytał Jacek Sutryk, czym tylko jeszcze bardziej rozwścieczył kibiców i udowodnił, że umiejętność przyznania się do błędów nie jest zdolnością każdego człowieka, a co dopiero polityka.
Tak jak napisano poniżej, walka trzy razy o utrzymanie w czterech ostatnich sezonach nie jest przypadkiem. Sygnały o tym, że niektóre rzeczy w Śląsku nie działają, docierały już kilka lat temu, ale były jednak ignorowane. Teraz w odpowiedzi dostajemy słowa prezydenta, że niepotrzebne są nam spory i rozliczenia, bo już niedługo rozpoczną się rozgrywki I ligi. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że Wojskowi od lipca będą grać na drugim poziomie rozgrywkowym, takie rozliczenia są potrzebne.
Formalnie to jeszcze nie koniec, ale praktycznie... Spadek jest na 99,999%.
— Krzysztof Banasik (@krzbanasik) May 9, 2025
Panie prezydencie, misja nieudana. Pana decyzje doprowadziły do tego, gdzie dzisiaj jest Śląsk. Dokonał pan złych wyborów, zaufał pan nie tym ludziom. W czterech z ostatnich trzech sezonów Śląsk walczył… pic.twitter.com/O0doIp90GE
NA KOŃCU I TAK GRAJĄ PIŁKARZE
Trochę o sprawach boiskowych zostało wspomniane już wyżej, ale swoją cegiełkę do spadku WKS-u dołożyli oczywiście zawodnicy (ale nie wszyscy). W końcu to oni ostatecznie zdobywają punkty na boisku, a w tym sezonie możemy wyróżnić kilka momentów, gdzie te oczka zostały zgubione w taki sposób, że boli to jeszcze bardziej:
- porażka 1:2 z Motorem Lublin po bramce w 90+8. minucie
- porażka 2:4 z Cracovią pomimo prowadzenie dwoma golami po kwadransie gry.
- remis 1:1 z Radomiakiem Radom po golu w 90+4. minucie
Do tego można dodać istotne porażki z Puszczą, Lechią, czy Radomiakiem w rundzie jesiennej, po których Śląsk kończył 2024 rok z dorobkiem tylko 10 punktów. W wielu momentach zawodziła skuteczność, jak na przykład w ostatnim meczu z Górnikiem Zabrze, gdzie podopieczni Ante Simundzy zmarnowali cztery dogodne sytuacje. Wstydem w ogóle był sam fakt, że jesienią Trójkolorowi wygrali tylko jeden mecz w lidze i największym paradoksem było chyba też to, że dublet wówczas ustrzelił Sebastian Musiolik. Problemem było także obniżenie lotów przez niektórych zawodników. Chodzi tu m.in. o Leszczyńskiego, Petkowa, Pokornego, czy po części też Samca-Talara (chociaż on dawał jakieś liczby w sezonie). Wrocławianie po prostu zawalili kilka spotkań, a efekty tego widzimy dziś.
KIBICE DALI ZNAĆ, CO O TYM MYŚLĄ
Na ostatnim domowym meczu z Jagiellonią Białystok (1:1) kibice Śląska Wrocław wywiesili dwa transparenty skierowane dokładnie do tych postaci, które zostały omówione w dzisiejszym tekście. Na trybunie B zawisły następujące hasła:
- "Sutryk, Balda, Magiera na stojąco owacje. W rok z wicemistrza zrobiliście degradację"
- "Sutryk, Balda, Magiera, Załęczny i pseudopiłkarze, we Wrocławiu główni Ekstraklasy grabarze!"
To nie wszystko, gdyż wrocławscy fani przez pierwszą połowę piątkowego spotkania prowadzili szyderczy doping, a na całym stadionie zjawiło się ich ponad 20 tysięcy, co jest naprawdę świetnym wynikiem, patrząc na wyniki drużyny.
► ZOBACZ TEŻ: Kibice komentują spadek Śląska Wrocław. ''To sztuka, tak źle zarządzać klubem''
Teraz przed włodarzami Śląska czas intensywnej pracy, by stworzyć odpowiednie warunki dla piłkarzy i trenera (nie wiadomo, czy nowego), by jak najszybciej wrócić do Ekstraklasy. Czy tak będzie i jakie będą skutki poszczególnych decyzji, ocenimy za dwanaście miesięcy.