Rozczarowanie. Podsumowanie pracy Patryka Załęcznego w roli prezesa Śląska
13.02.2025 (20:00) | Marcin Sapuńfot.: slaskwroclaw.pl
Śląsk Wrocław wkrótce będzie mieć nowego prezesa. W najbliższym czasie ma zostać przeprowadzony konkurs na nowego sterownika klubu, a do momentu jego wyboru, swoją funkcję jeszcze będzie sprawował Patryk Załęczny. To dobry czas na podsumowanie i ocenę kadencji dotychczasowego prezesa.
11 września 2023 roku decyzją Rady Nadzorczej Śląska Wrocław nowym prezesem zarządu klubu został wybrany Patryk Załęczny, który przed objęciem nowej funkcji był w Śląsku dyrektorem komunikacji, sprzedaży i marketingu i w tej dziedzinie mógł pochwalić się kilkoma sukcesami. Jednym z nich była obecność bliżej wrocławskich kibiców przez tworzenie różnych akcji, podczas których można było spotkać się z piłkarzami, czy wygrać voucher na mecz WKS-u w Ekstraklasie. Poprawiła się również komunikacja, bo Załęczny w roli dyrektora był aktywny i chętnie udzielał się w mediach społecznościowych, czym zyskał sobie sympatię kibiców. 34-latek nie tylko mówił w kierunku fanów, ale również ich słuchał, wprowadzając w życie niektóre z ich pomysłów.
- Z założenia chciałbym, żeby cały klub blisko kibiców i wsłuchiwał się w ich głos. Na pewno nie będę w stanie być tak aktywny w komunikacji jak do tej pory, bo po prostu będę miał znacznie więcej obowiązków. Jeśli nie odpiszę od razu – to za kilka godzin na pewno mój komentarz będzie można ujrzeć. Chciałbym też zmobilizować nasz zespół z działu komunikacji i promocji, by byli częściej obecni w dyskusjach z kibicami
- obiecywał Załęczny w rozmowie z naszą redakcją we wrześniu 2023 roku.
Zanim zaczniemy podsumowywać okres pracy prezesa w klubie, przypomnijmy, skąd wziął się w Śląsku? Nie jest tajemnicą, że wrocławski klub nie był pierwszą miejską spółką, w której Załęczny miał okazję pracować. Wcześniej pełnił rolę dyrektora ds. PR-u we wrocławskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego i był rzecznikiem prasowym w Aquaparku, pracując również w biurze prasowym urzędu miasta.
- Powiem szczerze i może nieskromnie, ale właśnie szczerze – uważam, że misje, które były mi przez miasto do tej pory powierzane, były realizowane z pozytywnym skutkiem. Liczę, że w Śląsku będzie tak samo, chociaż to na pewno nie będzie proste, bo każdy projekt ma swoją specyfikę i Śląska nie da się porównać do moich poprzednich miejsc pracy. Dawałem i daję z siebie 120% i być może dlatego zasłużyłem na zaufanie pana prezydenta, za które bardzo dziękuję. Do wielu rzeczy doszedłem ciężką pracą, miasto może na mnie polegać
- zapewniał prezes w przytoczonym już wyżej wywiadzie.
SUKCES SPORTOWY, KTÓRY ZOSTAŁ ZAPRZEPASZCZONY?
Ocenę funkcjonowania klubu, czy pracy najwyżej postawionych osób w spółce, poddaje się przede wszystkim przez pryzmat sportowy, który rzutuje później m.in. na finanse. Trzeba przyznać, że zeszły sezon był naprawdę dobry w wykonaniu Śląska Wrocław:
- Pierwszy zespół został wicemistrzem Polski
- Zespół kobiet awansował do finału Pucharu Polski
- Mistrzami Polski zostały drużyny U-15 i U-17
- Zespół U-19 wrócił do Centralnej Ligi Juniorów
- Rezerwy otarły się o awans do II ligi (zajęły 2. miejsce w III lidze).
Niestety sukces, który osiągnęła pierwsza drużyna Trójkolorowych, dość szybko stał się przeszłością i historią, do której kibice na pewno będą wracać z nostalgią. Dziś wrocławianie są po drugiej stronie bieguna i jedną nogą w I lidze. Wicemistrz Polski w obecnym sezonie wygrał zaledwie 1 mecz na 20 możliwych i traci już 10 punktów (realnie 11) do pierwszej bezpiecznej pozycji. Nie obroniła się decyzja, by zwolnionego Jacka Magierę zastąpić Michałem Hetelem z drużyny rezerw. Ruch ten można było odebrać jako brak pomysłu na sprowadzenie innego trenera, choć władze klubu zapewniały, że sondują rynek trenerski, by być zabezpieczonym w razie czarnej godziny, która nadeszła w połowie listopada.
Błędem była również letnia polityka transferowa, w tym przekazanie większej władzy Davidowi Baldzie i Jackowi Magierze. Postawiono na ilość, a nie jakość, przez co między czerwcem a wrześniem do Wojskowych dołączyło aż 14 zawodników. Sprowadzono m.in. piłkarzy, którzy tak naprawdę nie powinni trafić (jak np. Junior Eyamba, czy Mateusz Bartolewski), albo tzw. melodię przyszłości, która na grę w pierwszym zespole musi trochę poczekać (np. Simon Schierack, Ołeksandr Hawryłenko). Nie znaleziono też konkretnego zastępstwa za Erika Exposito i oprócz Eyamby w rundzie jesiennej kibice mogli oglądać na boisku Sebastiana Musiolika i Jakuba Świerczoka. Oczywiście w przypadku transferów więcej pretensji można mieć do dyrektora sportowego i trenera, ale prezes nie pozostaje tu bez winy, bo wszystkie te pomysły akceptował i później sam przyznał się do błędu, twierdząc, że liczba nowych piłkarzy była za duża.
- Mogliśmy inaczej poprowadzić okno transferowe. Wszystkie transfery wychodzące i przychodzące analizujemy z całym pionem sportowym. Nie jest to decyzja jednego człowieka. Taką mamy strategię transferową, że każdy z zawodników jest oceniany przez kilka osób z pionu sportowego i wówczas po ich rekomendacjach zapadła decyzja, że Olsen nie będzie zawodnikiem, na którym będziemy dalej budować Śląsk. Teraz mogę powiedzieć, że powinniśmy skupić się na tu i teraz, a nie budowie drużyny na kolejne lata [...] Mogliśmy skupić się na dwóch, trzech transferach, które z miejsca dawałyby nam jakość i jeszcze większe pole manewru
- powiedział Patryk Załęczny w listopadowej rozmowie z TVP Sport.
REKORDOWE WPŁYWY, KTÓRE NIEZBYT PRZEŁOŻYŁY SIĘ NA JAKOŚĆ KADRY
Choć pełne sprawozdanie finansowe za poprzedni rok poznamy w okolicy kwietnia, możemy powiedzieć, że wpływy do budżetu klubu na pewno były lepsze niż w poprzednich latach, gdy Śląsk walczył o utrzymanie. Za zdobycie wicemistrzostwa Polski Trójkolorowi zarobili 27 milionów złotych (chociaż kwota ta nie jest wypłacana klubom od razu). Do tego trzeba dodać wzrost frekwencji na meczach ligowych, co w sezonie 2023/24 przełożyło się na większy przychód z dnia meczowego (8,96 mln zł) i sprzedaż akcesoriów klubowych, który zwiększył się aż o 348%. Wrocławianie zarobili również blisko 4,6 mln euro na sprzedaży Karola Borysa, Matiasa Nahuela Leivy i ostatnio Łukasza Bejgera. To nie wszystko, gdyż Śląskowi udało się pozyskać dwóch większych sponsorów - firmę Jaxan i Kuchnię Vikinga. Jest to na pewno coś, czym można się pochwalić, ale problem leży jednak gdzieś indziej - w wydawaniu zarobionych środków.
- Co w takim razie stało się z tymi pieniędzmi? - pytają niezadowoleni kibice, wypominający, że Śląsk może liczyć również na regularne finansowanie ze strony właściciela, czyli miasta. Pomimo zejścia z kontraktów Erika Exposito, czy Patricka Olsena, kadra wrocławian nie została odpowiednio i jakościowo wzmocniona, co widać teraz po wynikach zespołu. Latem dokonano tylko jednego transferu gotówkowego, jakim było wykupienie Simeona Petrowa z CSKA 1948 za 200 tys. euro. Zimą również wyłożono gotówkę na stół (za Asada Al Hamlawiego i Jose Pozo), ale pozostaje pytanie, czy nie dokonano tych transferów za późno? Problem z pieniędzmi pojawił się też w grudniu, kiedy to nie wypłacono piłkarzom pensji za listopad. Zobowiązania zostały uregulowane dopiero w połowie stycznia.
Tak jak napisał @PiotrPotepa, a co potwierdził oficjalnie @Marcin_07_07 - Śląsk Wrocław zalega z wypłatami za jeden miesiąc
— Krzysztof Banasik (@krzbanasik) December 29, 2024
Jest to bardzo zaskakujące w kontekście:
▫️ostatnich zysków z transferów (Nahuel, Borys, Yeboah)
▫️zejścia z kontraktów Exposito i Olsena… https://t.co/PYePWrN215
Jak z tematu finansów tłumaczył się Patryk Załęczny? Dość często mogliśmy słyszeć, że wydatki przeznaczane są nie tylko na pierwszy zespół, ale również akademię, zespół kobiet, czy infrastrukturę. Dodatkowo część funduszy miała zostać przeznaczona na spłatę zobowiązań z ostatnich miesięcy. Czy kibice uwierzyli w słowa prezesa? Sądząc po wielu reakcjach, niezbyt.
- To nie jest tak, że one wyparowały z konta. Musieliśmy pospłacać zobowiązania z poprzednich miesięcy, a może i lat. Przy transferze zawodnika są także zapisane procenty - dla zawodnika, agenta czy poprzednich klubów. Nie możemy tego zdradzać, ale nie są to małe kwoty. Praktycznie nigdy klub nie dostaje jednej transzy za piłkarza, te kwoty są rozbijane. W przyszłym roku także dostaniemy kolejne pieniądze, na które czekamy
- tłumaczył prezes Śląska pod koniec grudnia zeszłego roku w telewizji Echo 24.
WIZERUNEK, KTÓRY UPADŁ WRAZ Z WYNIKAMI
Na początku swojej pracy Patryk Załęczny dał się poznać jako aktywna i komunikatywna osoba. Często udzielał się w mediach społecznościowych, chętnie rozmawiał i odpowiadał kibicom na pytania, budując wizerunek otwartego i transparentnego prezesa, co oczywiście podobało się kibicom, którzy wcześniej nie mogli na to samo liczyć ze strony Piotra Waśniewskiego. Z wpisów prezesa mogliśmy dowiedzieć się o jego codziennych działaniach, aktywności. W grudniu 2023 roku zorganizowano nawet spotkanie z dziennikarzami, by podsumować rundę jesienną i nakreślić plan na kolejne miesiące. - Dla mnie otwarta komunikacja nie jest pustym sloganem. Jest standardem, któremu jestem i pozostanę wierny. Bez otwartej i szczerej rozmowy z przedstawicielami mediów nie można budować dobrego wizerunku klubu - pisał Patryk Załęczny. Podobne spotkanie miało się odbyć po zakończeniu sezonu, ale już do niego nie doszło.
Dla mnie otwarta komunikacja nie jest pustym sloganem. Jest standardem, któremu jestem i pozostanę wierny. Bez otwartej i szczerej rozmowy z przedstawicielami mediów nie można budować dobrego wizerunku Klubu.
— Patryk Załęczny (@pzaleczny) December 18, 2023
Wraz z trenerem Jackiem Magierą i dyrektorem sportowym… pic.twitter.com/USdf3Vaiuc
Aktywność prezesa WKS-u w mediach społecznościowych (głównie na platformie X) spadła, gdy wyniki zespołu poszybowały w dół, co doskonale widać w trwającym sezonie. Ostatni wpis Załęcznego na przytoczonym wyżej portalu został zamieszczony pod koniec września i były to podziękowania skierowane do Lukasa Podolskiego za jego pomoc dla ofiar powodzi. Na Facebooku wygląda to tylko odrobinę lepiej, bo ostatni post (nie licząc udostępnień) został opublikowany w połowie listopada. Natomiast od grudnia 2024 roku zarówno na X i Facebooku nie odnajdziemy już nawet udostępnień, czy podanych dalej tweetów. Skąd taka mniejsza aktywność? Prezes tłumaczył to podobno większą ilością obowiązków.
- Udzielam się znacznie mniej od początku sezonu [...] Mam wiele obowiązków i nie jest teraz czas na to, aby przesiadywać w mediach społecznościowych. Kontakt z kibicami mam cały czas, może rzadziej korzystam z platformy "X" i to muszę przyznać, ale jestem obecny na innych. Rozmawiam z naszymi kibicami, wysyłamy do siebie wiadomości. Jeżeli ktoś chce do mnie dotrzeć, nie ma z tym najmniejszego problemu
- podkreślał w wywiadzie z TVP Sport.
Prezes Załęczny obiecywał też na początku swojej kadencji, że będzie regularnie spotykał się z fanami, by omawiać najważniejsze tematy, pojawiające się wokół klubu. Tak się jednak nie stało i ostatni raz 34-latek spotkał się z kibicami w listopadzie 2024 roku (i to na ich zaproszenie). Również podczas niego z ust prezesa padła deklaracja organizacji podobnych spotkań co dwa-trzy miesiące, ale takie się nie odbyły i nie zapowiada się, by coś w tym temacie się zmieniło.
W ostatnim czasie nie obyło się również bez wpadek. Pierwszą z nich była publikacja podsumowania sukcesów w rocznicę objęcia przez Patryka Załęcznego funkcji prezesa klubu. Na pierwszy rzut oka to niby nic złego, ale niefortunne było to, że zostało to napisane w momencie, gdy Wojskowi grali poniżej oczekiwań i pojawiały się słowa krytyki, na które nie było odpowiedzi. Kilka dni później prezes publicznie zapewniał, że Matias Nahuel Leiva nie odejdzie ze Śląska, a dwa dni później pomocnik podpisał kontrakt z Maccabi Haifa. Obie te sytuacje nie spotkały się z aprobatą kibiców i były wytykane władzom WKS-u.
Choć aktualnie pozycja I drużyny Śląska Wrocław w tabeli PKO BP Ekstraklasy jest daleka od ideału i z pewnością nie takie cele stawialiśmy sobie przed rozpoczęciem rozgrywek, to jednak dziś mija dokładnie rok od objęcia przeze mnie funkcji prezesa zarządu WKS-u, dlatego… pic.twitter.com/D9P919m8LQ
— Patryk Załęczny (@pzaleczny) September 11, 2024
ŚLĄSK WROCŁAW A POLITYKA
Jeśli właścicielem klubu jest gmina, ciężko odciąć się od polityki, w szczególności jeśli temat Śląska poruszany jest podczas kampanii wyborczej. W kwietniu prezesa Śląska pytano w mediach między innymi o to, czy wolałby, aby prezydentem miasta pozostał Jacek Sutryk. Co odpowiedział wówczas Załęczny?
- Z obecną władzą wiemy, na co stać Śląsk Wrocław i jak miałby być finansowany. Mamy przetarte niektóre ścieżki i wiemy, jak budżet mógłby wyglądać. Jeśli chodzi o drugą opcję, nie znam na tyle programu, bym powiedział, że klub w dalszym ciągu będzie utrzymywany na takim samym poziomie profesjonalizmu
- stwierdził prezes na antenie Kanału Sportowego.
- Mamy swojego faworyta, bo trudno, żeby faworytem nie była osoba, która dba o ten klub. Trzeba pamiętać, że gdyby nie miasto, to nie wiadomo, gdzie Śląsk Wrocław by był
- powiedział Załęczny w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
Obie te wypowiedzi w mniejszym lub większym stopniu mogły przypominać agitację wyborczą, co też nie przypadło do gustu obserwatorom.
Kwestie polityczne pojawiły się również na samym początku pracy Załęcznego w roli prezesa, kiedy to kibice żyli tematem Marcina Torza, który miał zostać wiceprezesem Śląska. I choć według prezesa, propozycja wobec dziennikarza miała zostać wysunięta przez samego Załęcznego, tak naprawdę najwięcej do powiedzenia w tej sprawie mieli akurat urzędnicy z magistratu. Ostatecznie Torz nie został wiceprezesem WKS-u i zarząd klubu pozostał jednoosobowy.
ZAŁĘCZNY ODEJDZIE. CZAS NA NOWEGO PREZESA
O możliwym odwołaniu Patryka Załęcznego mówiło się już od kilku tygodni, aż ten dzień nadszedł w tym tygodniu. Co prawda 34-latek pozostanie na stanowisku prezesa, ale tylko do czasu wyboru nowego. Jak wynika z oświadczenia Biura Prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia, przeprowadzony zostanie konkurs na nowego prezesa spółki akcyjnej Śląsk Wrocław, o czym pisaliśmy dzień wcześniej. Kandydaci mają czas na zgłoszenia do 18 lutego, a w komisji konkursowej znajdą się nie tylko członkowie rady nadzorczej Śląska Wrocław, ale także przedstawiciel AWF, Uniwersytetu Ekonomicznego i środowiska kibicowskiego.
PODSUMOWANIE
- Dobry menadżer potrafi zarządzać. Uważam, że potrafię to robić, co udowodniłem w poprzednich firmach, w których pracowałem. Udowodnię to też w Śląsku - zapewniał na początku swojej kadencji Patyk Załęczny. Początek jego pracy na nowym stanowisku był naprawdę obiecujący. 34-latek wykonywał świetną robotę i wydawało się, że w końcu można wprowadzić w klubie nowe standardy, których kibice oczekiwali od. Jak się jednak później okazało, największą rolę w tym wszystkim odgrywały wyniki na boisku. Gdy nadeszły trudniejsze czasy, prawie wszystko posypało się jak domek z kart. Wszyscy, którzy śledzili wrocławskie podwórko przez ostatnie półtora roku, mają prawo czuć rozczarowanie. Sukces z sezonu 2023/24 na wielu płaszczyznach został zaprzepaszczony i zamiast spokojnie budować drużynę na górną połowę tabeli, WKS po raz kolejny będzie bronić się przed spadkiem.
- Obecnie tworzymy nowy projekt, w którym decyzje będą podejmować przede wszystkim prezes i dyrektor sportowy. Biorę za to pełną odpowiedzialność - deklarował w listopadzie Załęczny. Dziś pomimo że sezon się jeszcze nie skończył, przyszła zapłata za ostatnie miesiące. Jeszcze w marcu 2024 roku przy okazji przedłużenia umowy z Jackiem Magierą, mogliśmy oglądać wspólne zdjęcie trenera, prezesa i dyrektora sportowego. Rok po wykonaniu fotografii, całej trójki może już w Śląsku nie być.
Fot.: Adriana Ficek/slaskwroclaw.pl