Zdarzyło się wczoraj: Powrót legendy na Oporowską
fot.: Joanna Wietrzyńska
Dziewięć lat temu nowym szkoleniowcem Śląska został Tadeusz Pawłowski. Co zapamiętaliśmy z drugiej kadencji legendy WKS-u? Jak swoją przygodę we Wrocławiu wspomina sam trener? Zapraszamy na podróż w czasie do lat 2014 - 2015.
Po brązowym medalu mistrzostw Polski, finale Pucharu Polski i meczach z Clubem Brugge, czy Sevillą w kwalifikacjach Ligi Europy, przyszedł czas na kryzysowy okres pod wodzą trenera Stanislava Levego. Wrocławski klub nie potrafił wygrać ośmiu kolejnych spotkań, a po 23 kolejkach miał na swoim koncie tylko pięć zwycięstw i zajmował w tabeli dopiero 13. miejsce. Szalę goryczy przelała porażka przed własną publicznością z Ruchem Chorzów (2:3), a dzień później zarząd WKS-u podjął decyzję o rozstaniu się z czeskim szkoleniowcem.
POWRÓT DO KORZENI
Jeszcze tego samego dnia (24 lutego) klub oficjalnie ogłosił nazwisko następcy Stanislava Levego. Został nim dobrze znany wrocławskim kibicom Tadeusz Pawłowski, który jako piłkarz zdobył ze Śląskiem m,in. mistrzostwo Polski w 1977 roku i jest niepodważalną legendą Wojskowych. Rozmowy o powrocie trenera do Wrocławia trwały jeszcze jesienią przy okazji pobytu Pawłowskiego w Polsce, ale nie były one oficjalne, a wszystko zostało skonkretyzowane dopiero po meczu z Ruchem, bowiem jak wyjaśnił nam trener, obowiązywała go wówczas jeszcze umowa z austriackim związkiem piłki nożnej (był trenerem w akademii Vorarlberg).
- Powrót do Wrocławia był na pewno bardzo sentymentalny, bo w Śląsku spędziłem osiem lat jaki zawodnik. Wychowałem się tuż obok stadionu na Oporowskiej, na ulicy Kruczej. Grając mecz najpierw jako zawodnik widziałem swoją ulicę czy swój dom z boiska, a później już w roli trenera będąc na tym pięknym dużym stadionie przy dużej grupie kibiców, na pewno jakaś łezka zakręciła się w oku. To było spełnienie moich marzeń, więc nie ukrywam, że był to dla mnie sentymentalny moment
- powiedział w rozmowie z nami 69-letni szkoleniowiec.
Niewątpliwie w pamięci zapadła również konferencja prasowa, na której przedstawiono nowego sternika Śląska. Podczas niej Tadeusz Pawłowski otrzymał koszulkę meczową i postanowił ją od razu założyć. Gest ten został zapamiętany i jest wspominany z aprobatą do dziś.
Ted Pawłowski znowu w Śląsku. Jedna z moich ulubionych prezentacji trenerów. pic.twitter.com/RF3zNtcVQs
— Maciek Serdak (@MaciekSerdak) February 23, 2018
WSPARCIE U KIBICÓW, DOGRYZANIE DZIENNIKARZY
Pierwsze dni Pawłowskiego w Śląsku to przede wszystkim spotkania z pracownikami klubu, z którymi nowy trener dyskutował o sytuacji drużyny, chcąc tym samym poznać powody tak słabej gry w ostatnich meczach. Dzień po oficjalnej prezentacji na boisku przy Oporowskiej odbył się pierwszy trening pod wodzą nowego szkoleniowca, otwarty dla mediów i kibiców. Na legendarnym stadionie zgromadziło się mnóstwo fanów, którzy oklaskami i okrzykami przywitali we Wrocławiu Tadeusza Pawłowskiego.
- W chwili mojego przyjścia zespół nie był w najlepszej kondycji psychicznej, nie było widać tej jedności. Dlatego w pierwszych dniach zaczęliśmy chodzić wszyscy razem na strzelnicę po treningach, czy z rodzinami na kręgle. Niektórzy się z tego śmiali i porównywali do przedszkola, ale dzięki temu wszyscy się do siebie zbliżyliśmy
- opowiedział nam były piłkarz i trener WKS-u.
Lepsza atmosfera i współpraca przełożyła się na wyniki, bowiem w debiucie Pawłowskiego, Śląsk wygrał 1:0 z Cracovią po bramce Marco Paixao. Oprócz zwycięstwa, 69-letni trener zapamiętał również przedmeczowe rozmowy z dziennikarzami, którzy nie szczędzili uszczypliwości w kierunku mniej znanego na krajowym podwórku szkoleniowca, tym bardziej, kiedy ten ujawnił nadwagę kapitana Sebastiana Mili.
- Na pewno nie życzyłbym nikomu tego pierwszego meczu w Krakowie z Cracovią, gdzie przed pierwszym gwizdkiem zrobiono ze mną wywiad i mówiono do mnie "trener od młodzieży", pytano jak dzieci w szkole do mnie mówią itd., na konferencjach jakieś ataki personalne w moim kierunku
- wspomina Tadeusz Pawłowski.
NAJLEPSZY POLSKI TRENER W 2014 ROKU
Jeszcze w sezonie 2013/14 Śląsk pod wodzą Pawłowskiego przegrał tylko jedno spotkanie (na czternaście) i zajął pierwsze miejsce w grupie spadkowej, wygrywając na koniec w Kielcach aż 5:1. W nowym sezonie wrocławianie grali dobrą dla oka piłkę, potrafili między innymi w szalonym meczu postawić się Legii Warszawa (3:4) i nie przegrać z Lechem, Jagiellonią, czy Wisłą Kraków. Na dodatek po rundzie jesiennej WKS był wiceliderem ekstraklasy ze stratą tylko trzech punktów do liderującej Legii.
Poza tym na uwagę zasługuje wręcz rewelacyjna statystyka meczów bez przegranej przed własną publicznością. W 2014 roku Śląsk za każdym razem grając we Wrocławiu zgarnął co najmniej jeden punkt, a liczba spotkań bez porażki na Stadionie Miejskim zatrzymała się na osiemnastu, więc od 9 marca 2014 roku do 21 lutego 2015 roku żadna z drużyn nie wywiozła ze stolicy Dolnego Śląska kompletu punktów.
Jak dobrze punktował Śląsk Pawłowskiego w całym 2014 roku, pokazuje ligowa tabela. Od pierwszego meczu z Cracovią, Trójkolorowi zebrali na swoim koncie 62 punkty w roku kalendarzowym, dając wyprzedzić się tylko ówczesnemu mistrzowi Polski (Legii).
tabela ekstraklasy za okres 28.02.2014 - 15.12.2014 (fot.: 90minut.pl)
Nic dziwnego, że Tadeusz Pawłowski otrzymał nominację do nagrody w kategorii "Najlepszy polski trener 2014 roku" w plebiscycie tygodnika Piłka Nożna. Na styczniowej gali ogłoszono nazwisko laureata i został nim właśnie Pawłowski, pokonując Ryszarda Tarasiewicza i Leszka Ojrzyńskiego.
- Oczywiście byłem zaskoczony, nie spodziewałem się tej nagrody. W tym samym czasie w lidze pracowali tacy trenerzy jak Michał Probierz, Czesław Michniewicz, czy Jerzy Brzęczek, ale kapituła wybrała mnie. Było to bardzo duże wyróżnienie, docenienie mojej pracy
- wspomniał Tadeusz Pawłowski.
TO NIE SĄ CZARY, WROCŁAW MA PUCHARY
Śląsk rundę zasadniczą zakończył na czwartym miejscu z dorobkiem 46 punktów, a w dodatkowych siedmiu kolejkach zdobył dwanaście punktów i zdołał utrzymać miejsce gwarantujące grę w kwalifikacjach do Ligi Europy.
- Nasze wyniki, duża liczba meczów bez porażki były poparte bardzo dobrą grą: z piłką, czy bez piłki, przestawienie się z ataku do obrony, z obrony do ataku, u nas naprawdę to fajnie funkcjonowało. Niejednokrotnie byłem zadowolony, kiedy widziałem jak nasza drużyna odbiera piłkę i z własnej połowy rusza pod pole karne siedmiu zawodników i kończy akcję bramką. Było to bardzo widowiskowe, a przy okazji potrafiliśmy wygrywać mecze z trudnymi przeciwnikami
- przekonywał w rozmowie z nami Tadeusz Pawłowski.
W pierwszej rundzie los sparował wrocławian z NK Celje (Słowenia), a jednym z bohaterów dwumeczu został Jacek Kiełb, który dołączył do WKS-u w letnim okienku transferowym, a w rewanżowym spotkaniu ustrzelił dublet. Ostatecznie Trójkolorowi dwukrotnie okazali się lepsi (1:0 i 3:1) i zameldowali się w II rundzie, gdzie czekał na nich już IFK Goteborg.
Pierwszy mecz między obiema drużynami odbył się we Wrocławiu i po dosyć wyrównanej grze zakończył się bezbramkowym remisem, więc tydzień później w Szwecji Śląsk nie stał na straconej pozycji. I pokazał to w pierwszej połowie, grając ofensywnie i nie czekając tylko na kontrataki. Za to po zmianie połów Wojskowym przytrafiło się katastrofalne pięć minut. Dosłownie w momencie odpalenia rac przez kibiców WKS-u, Gustav Engvall wyprowadził IFK na prowadzenie, a trzysta sekund później nie popisał się Mariusz Pawełek, który minął się z piłką i napastnikiem, a Mikael Boman wpakował piłkę do siatki. Wrocławianom dość szybko podcięto skrzydła i do końca wynik nie uległ zmianie. Porażka 0:2 i pożegnanie Śląska z Ligą Europy. Pomimo niezadowalającego rezultatu, Tadeusz Pawłowski zapisał się w historii klubu, będąc pierwszą osobą, która zagrała w europejskich pucharach jako zawodnik i trener.
TO JUŻ NIE TEN SAM ŚLĄSK
Ciężko utrzymać wyniki, kiedy z klubu odchodzą ważni zawodnicy. Tak właśnie było w sezonie 2015/16. Latem z zespołu odszedł Marco Paixao, Robert Pich wrócił do Kaiserslautern, a pół roku wcześniej ze Śląskiem pożegnali się wieloletni kapitan Wojskowych Sebastian Mila czy Tadeusz Socha. Po trzech latach z ekipy mistrzowskiej z 2012 roku ostała się jedynie dwójka graczy (Piotr Celeban i Mariusz Pawelec).
- W 2015 roku zaczęły się powoli w klubie oszczędności, a w pewnym momencie zarząd nas troszeczkę zaatakował, że jest gorzej niż było. Tymczasem my w sztabie obliczyliśmy i przedstawiliśmy to na spotkaniu z zarządem, że nasza wartość rynkowa spadała o około siedem milionów złotych. W międzyczasie odeszło mnóstwo zawodników, którzy pamiętali ten sukces z 2012 roku i nie dało się ich tak od razu zastąpić, potrzebowaliśmy czasu. To też nie był już ten sam Śląsk, co w momencie przejęcia przeze mnie zespołu
- objaśnił nasz rozmówca.
Za to w letnim okienku transferowym do klubu dołączyli między innymi Kamil Biliński, Adam Kokoszka, Jacek Kiełb i Marcel Gecov, ale nie tak łatwo było im zastąpić kluczowych piłkarzy WKS-u, a na początku sezonu wrocławianie grali bardziej w kratkę i zwycięstwa przeplatywali kilkoma porażkami.
NIEZADOWALAJĄCE WYNIKI PRZYCZYNĄ ZWOLNIENIA PAWŁOWSKIEGO
Po dziesięciu kolejkach Śląsk zajmował odległe jedenaste miejsce w tabeli, a kolejne mecze nie napawały optymizmem, bowiem WKS nie potrafił wygrać aż dziesięciu kolejnych spotkań, a ostatni raz zainkasował trzy oczka we wrześniu przeciwko Jagiellonii Białystok. Po porażce na własnym stadionie z Legią (0:1) w 16. kolejce ekstraklasy, Wojskowi wylądowali w strefie spadkowej, z której nie zdołali uciec do końca kadencji Pawłowskiego.
- Najgorsza rzecz, jaka może się zdarzyć, to sytuacja, w której drużynie odbierze się pewność siebie, czyli na przykład przez porażki i niespełnienie oczekiwań prasy, kibiców, zarządu, czy własnych ambicji. Zaczęły się małe przepychanki, kto jest winien i zakończyło się moim zwolnieniem
- kontynuował były szkoleniowiec wrocławian.
Ostatnim meczem Tadeusza Pawłowskiego w roli trenera Śląska podczas jego drugiej kadencji był wyjazd do Niecieczy. Atmosfera wokół zespołu nie była najlepsza, ale spotkanie z Bruk-Betem rozpoczęło się dosyć korzystnie. Zielono-biało-czerwoni już w 12. minucie wyszli na prowadzenie, wykorzystując rzut karny za zagranie ręką. Wyrok wykonał Jacek Kiełb, który miał swój udział w kuriozalnej sytuacji z 82. minuty. Podanie Kamila Dankowskiego przejął Flavio Paixao i wraz z drugim napastnikiem Kiełbem wyszli sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Portugalczyk dobiegł przed pole karne i podał do partnera, który trafił do siatki, ale Polak złamał linię spalonego, którą wyznacza w takiej sytuacji piłka, a Flavio tego nie zauważył i wciąż w Niecieczy utrzymywało się tylko jednobramkowe prowadzenie Śląska.
Dziś mija rok od tej akcji, która przeszła do historii @_Ekstraklasa_. W akcji Flavio Paixao i Jacek Kiełb pic.twitter.com/reOvcfpOZo
— Kuba Jarecki (@JareckiKuba) December 1, 2016
Jednak nie był to koniec emocji! Trzy minuty później na niepotrzebne wyjście z własnej bramki zdecydował się Pawełek i zderzył się z Pavolem Stano. Kapitan WKS-u nie był zdolny do gry, więc zastąpił go nierozgrzany Jakub Wrąbel, który przy rzucie wolnym Dawida Plizgi nawet nie drgnął, a mecz zakończył się remisem 1:1.
Dzień później (2 grudnia), klub oficjalnie poinformował o urlopowaniu trenera do końca roku z powodów rodzinnych, a już 7 grudnia nowym szkoleniowcem Wojskowych został ogłoszony Romuald Szukiełowicz.
- Uważam, że gdybyśmy pod koniec rundy jesiennej znajdowali się w górnej ósemce, wyglądałoby to zupełnie inaczej. Według mnie w tamtym momencie powinniśmy się spotkać z władzami klubu i realnie ocenić, w którym miejscu jesteśmy obecnie. Tak jak mówiłem wcześniej, nie jest łatwo zastąpić kluczowych zawodników
- wyraził swoją opinię trener Pawłowski.
"ZAWSZE KIEROWAŁEM SIĘ TYM, BY DLA ŚLĄSKA ZROBIĆ COŚ WIĘCEJ"
Dokładnie 646 dni trwała opisywana przygoda Tadeusza Pawłowskiego ze Śląskiem, podczas której wrocławianie ponownie zagrali w Europie i otarli się nawet o podium w sezonie 2014/15.
Bilans Tadeusza Pawłowskiego w Śląsku Wrocław (2014-2015):
- 80 meczów
- 31 zwycięstw
- 29 remisów
- 20 porażek
- Bilans bramkowy - 104:89
- Uważam tę moją przygodę za świetny okres. Śląsk grał widowiskowo, zdobywał punkty. Zawsze kierowałem się tym, by dla Śląska zrobić coś jeszcze więcej i jak najlepiej. Na pewno będę z sentymentem wspominał mecze na wrocławskim stadionie, gdzie duża grupa kibiców skandowała moje nazwisko. Łezka może zakręcić się nie raz w takich chwilach i cieszę się, że coś takiego wydarzyło się w moim życiu
- podsumował Tadeusz Pawłowski.
