''Zespół miał problemy z tożsamością'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław po porażce w ostatnich sekundach w meczu z Widzewem Łódź (0:1) zmierzy się z aktualnym mistrzem Polski Lechem Poznań, który ostatnio awansował do 1/8 Ligi Konferencji Europy. Jakie rotacje zastosuje trener Lecha we Wrocławiu? Skąd brały się problemy na początku sezonu Kolejorza? Czy Śląsk jest niewygodnym rywalem dla poznaniaków? O tym wszystkim porozmawialiśmy z Radosławem Laudańskim, współzałożycielem podcastu Poznański Express i redaktorem portalu Calcio Merito.
Lech Poznań w czwartkowy wieczór jako pierwszy polski zespół od 32 lat awansował do drugiej rundy fazy pucharowej europejskich pucharów po wygranej 1:0 z norweskim Bodo/Glimt, ale wydaje się, że we Wrocławiu wyjdzie w kompletnie innym zestawieniu, bo za kartki pauzują Mikael Ishak i Kristoffer Velde. Jak poukładać skład Kolejorza na mecz ze Śląskiem?
Ciężko wytypować skład Lecha Poznań w tym sezonie przed każdym meczem, bo John van den Brom bardzo lubi rotować zawodnikami. On ma w głowie fakt, że drużyna gra co trzy dni i często wyjściową jedenastkę zmienia. Gdy popatrzymy sobie na zestawienie nazwisk w Lechu to ciężko znaleźć nawet te flagowe ustawienie. Możemy jednak spróbować wytypować pierwszy skład na mecz ze Śląskiem. W bramce pewniakiem jest Filip Bednarek, bo on w lidze jeszcze nie oddał miejsca między słupkami. Na prawej obronie wydaje mi się, że wystąpi Alan Czerwiński, bo Joel Pereira grał ostatnio całkiem sporo. Środek obrony stworzą Antonio Milić i Filip Dagerstal, co spowodowane jest absencją Bartosza Salomona, który w czwartkowym meczu zagrał tylko pierwszą połowę ze względu na drobny uraz.
Lewa strona defensywy powinna należeć do Pedro Rebocho, choć grywał tam także Czerwiński. W środku pola z pewnością wybiegnie Radosław Murawski, który musiał odcierpieć kartkową pauzę w Norwegii i w meczu ligowym z Zagłębiem (1:2) oraz Nika Kwekweskiri, co spowodowane jest tym, że dużo grał ostatnio Jesper Karlstrom. Na „dziesiątce” pomimo tej zmarnowanej szansy w pierwszym meczu z Bodo dałbym Filipa Marchwińskiego, który w rewanżu pojawił się na końcówkę. Skrzydła to raczej Adriel Ba Loua i Michał Skóraś, a w roli napastnika stawiam na Filipa Szymczaka. Warto zauważyć, że trener van den Brom nieco na przekór kibicom z Twittera zwraca uwagę na markery zmęczeniowe i często daje odpocząć kluczowym zawodnikom. Tak też powinno być po meczu z Bodo/Glimt.
Lech nie postawił na duże wietrzenie szatni w zakończonym niedawno zimowym okienku transferowym. Oprócz Dominika Holca nie dołączył żaden zawodnik, a klub postanowił wypożyczyć kilku młodszych graczy, m.in. Maksymiliana Pingota, Antoniego Kozubala czy Krystiana Palacza. To może być bardziej atut, że Lech pozostaje przy tych samych nazwiskach i po tej letniej ofensywie transferowej stawia na tych samych graczy?
Lech ma dosyć wyrównaną szeroką kadrę. Spójrzmy chociażby na przykład Pereiry i Czerwińskiego – każda pozycja w drużynie jest tak obsadzona, że dwóch w miarę równorzędnych graczy rywalizuje ze sobą o miejsce w składzie. Brakuje mi jedynie takiej drugiej kreatywnej „ósemki”, bo Afonso Sousa jest bardziej „dziesiątką”. Skoro mamy na pozycji nr sześć Karlstroma i Murawskiego, to brakuje jeszcze zmiennika dla Kwekweskiriego, który jest właśnie „ósemką”. Poza tym uważam, że kadra Lecha jest kompletna. John van den Brom wielokrotnie zaznaczał, że ma w Poznaniu z kim pracować i widzi odpowiednią jakość w tych piłkarzach, więc nie było dużego ciśnienia na transfery. Mistrz Polski skupił się bardziej na przedłużaniu kontraktów i tak też poczyniono, gdy dosyć niespodziewanie nową umowę podpisał Mikael Ishak. Prolongowano także porozumienia filarem środka pola, czyli Karlstromem i środkowym obrońcą Miliciem. To był priorytet, żeby utrzymać to, co jest tu i teraz.
Lech Poznań jeszcze nie przegrał w tym sezonie na wyjeździe. Z czym może wiązać się fakt, że przy Bułgarskiej Kolejorz zanotował aż pięć porażek, a na obcych stadionach jest inaczej? Zbyt duża presja kibiców u siebie?
Akurat nie upatrywałbym tych porażek u siebie w kontekście presji na zawodnikach. Każdy mecz, który Lech przegrał na własnym stadionie, rozłożyłbym na czynniki pierwsze. Ze Stalą Mielec (0:2) i Wisłą Płock (1:3) wyleciało trenerowi ze składu trzech środkowych obrońców i grać musiał Maksymilian Pingot. Też trener van den Brom był wtedy na początku swojej pracy i nie znał zbytnio zawodników. Teraz już wie, jak zachowują się dani piłkarze i gdzie najlepiej ich wystawiać. Jak przyszedł do Lecha to bazował na tym, co zostawił po sobie Maciej Skorża. Nie znał tej drużyny. Jeśli to się połączyło z faktem wspomnianych już absencji defensorów, to nie było punktowania w lidze. Lech mnóstwo punktów stracił właśnie na początku sezonu, gdy miał pecha z kontuzjami. Drużyna też nie byłą optymalnie przygotowana do sezonu.
Ten mecz z Zagłębiem w ostatniej kolejce przerwał jednak serię sześciu spotkań z przynajmniej jednym punktem. Co tam nie zagrało, bo wydaje się, że cynicznie grający rywale do bólu wykorzystali swoje szanse?
Na ostatnią porażkę z Zagłębiem Lubin wpływ mógł mieć fakt, że wypadli ze składu Karlstrom i Murawski. Wracam pamięcią chociażby do wygranego 1:0 meczu z Miedzią, kiedy trener desygnował skład, w którym w środku pomocy zagrali Afonso Sousa i „Kwekwe” – brakowało wtedy złapania równowagi, żeby formacje asekurowały siebie nawzajem. Miedź miała wtedy zaskakująco dużo miejsca przy kontratakach. Kwekweskiri jest takim graczem, który przy Karlstromie czy Murawskim ustawionymi niżej wygląda zupełnie inaczej niż jak sam musi spełniać ich rolę.
Zagłębie podobnie jak Miedź łapało Lecha na kontrach, tylko miało bardziej jakościowych zawodników i potrafiło ich wykorzystać. Druga połowa tego ostatniego meczu była już trochę lepsza w wykonaniu Lecha , chociaż nadal wydaje mi się, że przy obecności chociaż jednego z dwójki piłkarzy, których wymieniłem wcześniej, tej porażki by nie było. Zupełnie inaczej wyglądał chociażby mecz z Rakowem (1:2), gdy Lech walczył mocno, żeby wygrać, ale częstochowianie mieli bardziej jakościowych zmienników. Grając co trzy dni nie możesz zwyciężyć wszystkich meczów. Patrząc holistycznie – Lech jest na podium i awansował do 1/8 Ligi Konferencji Europy, więc wbrew narzekaniom części kibiców w mediach społecznościowych, uważam, że już dawno nie było w Polsce tak dobrego łączenia ligi z pucharami.
W tym sezonie Lech przegrał już ze Śląskiem dwukrotnie (0:1 i 1:3). Czy to może mieć po części wpływ na niedzielną rywalizację, że akurat zespół z Wrocławia ostatnio nie „siedzi” zawodnikom z Poznania czy po prostu lechici będą przygotowywać się jak do każdego kolejnego meczu?
Myślę, że Lech przygotowuje się jak do każdego kolejnego ligowego rywala. Jedyni przeciwnicy, którzy są w stanie napędzić drużynie jeszcze większa chęć rywalizacji to w tym momencie Raków Częstochowa i Legia Warszawa. Oni są przecież bezpośrednimi rywalami znajdującymi się wyżej w tabeli. Wiadomo, że są też także kibicowskie animozje w wymienionych przeze mnie przypadkach. Tę porażkę ze Śląskiem można jeszcze zakwalifikować do niezbyt udanego początku kadencji holenderskiego trenera w Lechu, kiedy zespół miał spore problemy tożsamościowe i kadrowe. Wszystko zmieniło się po meczu z Piastem Gliwice (1:0), kiedy Lech awansował do fazy grupowej LKE i do składu wrócili podstawowi obrońcy. To się wiązało z tym, że wyniki w lidze stały się lepsze. Z kolei ta porażka w Pucharze Polski wynikała z tego, że John van den Brom zastosował mocną rotację. Wyszedł taki skład, który mógł oznajmić rywalowi, że drużyna nie traktuje tych rozgrywek priorytetowo.