ANALIZA: Śląsk miał lepsze szanse, Zagłębie lepsze uderzenia. Anatomia derbowej porażki

ANALIZA: Śląsk miał lepsze szanse, Zagłębie lepsze uderzenia. Anatomia derbowej porażki

fot.:

Śląsk Wrocław przegrał w Lubinie 1:2, mimo że wygenerował wyższe łączne xG i po przerwie przejął inicjatywę. Analizujemy dwie zupełnie różne połowy derbów, mechanizmy wszystkich trzech bramek, występ każdego zawodnika Wojskowych oraz elementy, które przesądziły o wyniku.



 

Dwie połowy, dwa zupełnie różne obrazy gry

Końcowe statystyki derbów są jednym z tych przypadków, w których pojedyncze liczby bez odpowiedniego kontekstu mogą prowadzić do zupełnie różnych wniosków. Zagłębie miało 58% posiadania piłki, wykonało 414 podań przy 301 Śląska i oddało dokładnie tyle samo strzałów co Wrocławianie, po 12. Jednocześnie to Wojskowi zakończyli spotkanie z wyższym współczynnikiem goli oczekiwanych: 1,26 xG przy 0,89 xG gospodarzy.

Jeszcze ciekawiej robi się przy zestawieniu xG ze współczynnikiem xGOT, czyli wartością uwzględniającą jakość już oddanego celnego uderzenia. Tutaj przewaga przeszła zdecydowanie na stronę Lubinian - 1,70 do 1,00. Śląsk wypracował więc przed oddaniem strzału lepszy materiał do zdobywania bramek, ale gdy piłka opuszczała nogę zawodnika, to Zagłębie znacznie skuteczniej podnosiło poziom zagrożenia. Gospodarze trafili w światło bramki pięciokrotnie, Wrocławianie tylko dwa razy.

Mecz najlepiej rozdzielić jednak na połowy. Przed przerwą piłka praktycznie należała do Zagłębia. Gospodarze mieli aż 72% posiadania, wykonali 261 podań przy zaledwie 106 Śląska, zanotowali 31 wejść do strefy ataku wobec 13 Wrocławian i wykonywali siedem rzutów rożnych. Wojskowi nie mieli ani jednego. Liczba strzałów również przemawiała za Lubinianami, 8:5.

Tyle że przewaga terytorialna nie oznaczała zdecydowanej przewagi w jakości sytuacji. Zagłębie wygenerowało przed przerwą 0,72 xG, a Śląsk 0,78. Oba zespoły oddały po dwa celne strzały, natomiast xGOT wynosiło już 0,56 do 1,00 na korzyść Wrocławian. Wojskowi mieli jedyną dogodną okazję tej części meczu i potrafili ją wykorzystać.

Po zmianie stron obraz gry uległ niemal całkowitemu odwróceniu. Śląsk miał 57% posiadania, wykonał 195 podań przy 153 Zagłębia i zanotował aż 37 wejść do strefy ataku, gdy gospodarze mieli ich 22. Wrocławianie oddali siedem strzałów, Lubinianie cztery. Także xG było po stronie WKS-u, 0,47 do 0,17.

I właśnie tutaj znajduje się największy paradoks całych derbów. Śląsk po przerwie oddał siedem strzałów i żaden nie był celny. Zagłębie uderzało czterokrotnie, trzykrotnie trafiło w światło bramki i zdobyło dwa gole. Wskaźnik xGOT drugiej połowy wyniósł 1,13:0 dla gospodarzy.

Wrocławianie przejęli zatem piłkę, przesunęli grę na połowę przeciwnika i częściej dochodzili do strefy ataku, ale nie potrafili zamienić tego w odpowiednią jakość ostatniej czynności. Dobrze pokazuje to również cały mecz. Śląsk przy mniejszej liczbie podań ogółem wykonał 77 celnych zagrań na 113 prób w ostatniej tercji, czyli 68%. Zagłębie miało 58 na 104, a więc 56%. Wojskowi potrafili dostać się wyżej, lecz brakowało właściwego zakończenia.

Trzy bramki, dwa wznowienia i jedna kontra

Gol Śląska z 34. minuty był najlepszym przykładem tego, jak Wojskowi mogli skrzywdzić Zagłębie przy tak niewielkim posiadaniu piłki. Wrocławianie przeszli przez boisko szybko i bez zbędnego przedłużania akcji, Malaly Dembele zagrał do Piotra Samca-Talara, a kapitan WKS-u lewą nogą zakończył kontratak.

Sama jakość tej okazji była bardzo wysoka. Próba Samca-Talara miała wartość 0,54 xG i aż 0,95 xGOT. To nie był gol zdobyty dzięki wyjątkowo trudnemu uderzeniu z nieprzygotowanej pozycji, lecz bardzo dobrze wypracowana sytuacja, którą zawodnik Śląska równie dobrze wykończył. Już ten jeden strzał odpowiadał za znaczną część ofensywnego dorobku WKS-u w całych derbach.

Po przerwie Zagłębie doprowadziło do wyrównania w zupełnie odmienny sposób. W 52. minucie gospodarze wykorzystali rzut rożny, a Josip Corluka zdobył bramkę po uderzeniu o wartości zaledwie 0,05 xG. Jego strzał po wykonaniu miał jednak już 0,34 xGOT. Lubinianie po raz kolejny nie potrzebowali więc sytuacji o ogromnej jakości przed samym uderzeniem, wystarczyło odpowiednio dobrze zakończyć akcję.

Jeszcze mocniej widać to przy zwycięskiej bramce Levente Szabo. Akcja w 85. minucie rozpoczęła się od rzutu z autu, w jej decydującej fazie uczestniczył również Corluka, a Szabo zakończył ją strzałem o wartości tylko 0,07 xG. Po sposobie uderzenia wartość wzrosła jednak do aż 0,72 xGOT.

To prawdopodobnie najważniejsza liczba całej analizy. Dwa gole Zagłębia padły po strzałach mających łącznie zaledwie 0,12 xG, ale już 1,06 xGOT. Gospodarze potrafili zamienić stosunkowo przeciętne pozycje strzeleckie w bardzo trudne uderzenia dla Karola Niemczyckiego.

Jednocześnie oba trafienia Lubinian miały początek po wznowieniach gry, pierwsze po rzucie rożnym, drugie po rzucie z autu. Przy ośmiu rzutach rożnych Zagłębia i ani jednym Śląska jest to element, którego nie można sprowadzić wyłącznie do skuteczności napastników. Wrocławianie przez większość meczu radzili sobie z atakami pozycyjnymi gospodarzy, ale dwukrotnie nie zabezpieczyli właściwie kolejnych faz po stałych fragmentach.

Bramkarz i obrona

Śląsk rozpoczął spotkanie w ustawieniu 5-3-2. Przed Karolem Niemczyckim wystąpili Alex Timossi Andersson, Jehor Macenko, Mariusz Malec, Irodotos Christodoulou oraz Marc Llinares. Skala pracy tej formacji była duża, Wojskowi zanotowali 52 wybicia przy 33 Zagłębia, 12 wślizgów przy sześciu rywala i wygrali 58% wszystkich pojedynków.

Karol Niemczycki zakończył derby z trzema interwencjami przy pięciu celnych strzałach Zagłębia. Dwie próby obronił już przed przerwą, a kolejną w drugiej połowie. Przy trafieniach Corluki i Szabo musiał mierzyć się z uderzeniami, których xGOT wynosiło odpowiednio 0,34 oraz 0,72. Jego wskaźnik powstrzymanych goli zakończył się na poziomie -0,30.

Znacznie gorzej wyglądało rozegranie. Niemczycki miał 34 kontakty z piłką, ale tylko 9 z 24 podań dotarło do partnerów. Przy długich zagraniach celne były cztery z 19 prób. Dla porównania Zlatan Alomerović po stronie Zagłębia trafił 28 z 37 podań, a przy długich piłkach osiem z 17. Warunki obu bramkarzy nie były identyczne, bo Zagłębie przez dużą część meczu miało więcej możliwości spokojnego rozegrania, ale różnica pozostaje wyraźna.

Alex Timossi Andersson rozegrał 74 minuty i dużo częściej zaznaczał swoją obecność bez piłki niż w ataku. Zanotował osiem działań defensywnych, w tym pięć wybić i dwa wślizgi. Wygrał trzy z sześciu pojedynków. Przy piłce było trudniej, celnych było 12 z jego 18 podań, a jedyne długie zagranie nie znalazło adresata. W ofensywie brakowało konkretu, co przy roli wahadłowego miało znaczenie dla całej prawej strony.

Jehor Macenko był zawodnikiem Śląska najczęściej uczestniczącym w bezpośrednich starciach. Wziął udział w 11 pojedynkach, najwięcej w całym meczu i wygrał sześć. Szczególnie dużo działo się w powietrzu, gdzie zwyciężył w czterech z ośmiu prób. Dołożył dziewięć działań defensywnych, z czego aż osiem stanowiły wybicia.

Problemem była jakość rozegrania. Macenko trafił tylko 17 z 29 podań, a spośród siedmiu długich zagrań celne było jedno. Z drugiej strony właśnie on stworzył jedno z największych zagrożeń Śląska po przerwie. Oddał dwa strzały o łącznej wartości 0,22 xG, a próba z doliczonego czasu o wartości 0,18 xG została zablokowana. W sytuacji, gdy żaden z siedmiu strzałów WKS-u w drugiej połowie nie trafił w bramkę, była to jedna z ostatnich realnych szans na wyrównanie.

Mariusz Malec wyróżnił się przede wszystkim skalą pracy. Zanotował aż 15 działań defensywnych, najwięcej spośród wszystkich piłkarzy na boisku. Złożyło się na to 11 wybić, jeden zablokowany strzał, jeden przechwyt oraz dwa wślizgi. Dla porównania najbardziej aktywny pod tym względem zawodnik Zagłębia, Michał Nalepa, zakończył mecz z ośmioma działaniami defensywnymi.

Malec bardzo dobrze wypadał również w pojedynkach, wygrywając cztery z pięciu, a przy piłce był najdokładniejszym z podstawowych zawodników Śląska z pola, 32 z 36 podań dotarły do adresata, co dało 89%. Przy długich zagraniach trafił dwie z trzech prób. Statystycznie był jednym z najbardziej stabilnych piłkarzy WKS-u.

Irodotos Christodoulou miał nieco mniej działań defensywnych od Malca, ale jego skuteczność w bezpośredniej walce robi jeszcze większe wrażenie. Zanotował 12 działań w obronie: osiem wybić, blok, dwa przechwyty i wślizg. Wygrał wszystkie sześć pojedynków, w tym komplet pięciu starć powietrznych. Żaden inny zawodnik Śląska nie zachował stuprocentowej skuteczności przy takiej liczbie prób.

Cypryjczyk był również aktywny pod drugą bramką. Oddał dwa niecelne strzały o łącznej wartości 0,07 xG i zanotował jedno kluczowe podanie. W rozegraniu trafił 33 z 42 podań, choć przy długich piłkach skuteczność była znacznie niższa, trzy celne próby na 11.

Marc Llinares już w 10. minucie otrzymał żółtą kartkę, ale mimo tego przez resztę spotkania potrafił funkcjonować w defensywie bez kolejnego poważnego błędu. Zanotował sześć działań obronnych, cztery wybicia i dwa wślizgi oraz wygrał pięć z ośmiu pojedynków. Co istotne, na ziemi zwyciężył w pięciu z siedmiu starć.

W ofensywie oddał jeden zablokowany strzał o wartości 0,04 xG, zaliczył kluczowe podanie i jeden z dwóch dryblingów zakończył powodzeniem. Celnych było 12 z 16 jego podań. Nie był głównym źródłem zagrożenia, ale w porównaniu z Anderssonem częściej pojawiał się w działaniach prowadzących do próby stworzenia sytuacji.

Środek pola

Jorge Yriarte wykonał ogromną pracę w zabezpieczeniu środka. Zanotował aż 10 działań defensywnych, siedem wybić, przechwyt i dwa wślizgi. Był pod tym względem trzecim zawodnikiem Śląska, za Malcem i Christodoulou, mimo że nominalnie grał w środku pola.

Wenezuelczyk wygrał sześć z dziewięciu pojedynków, w tym pięć z siedmiu na ziemi. Do tego wykonał 23 celne podania na 26 prób, co dało 88% skuteczności, oraz zaliczył dwa kluczowe zagrania. Jeden drybling zakończył powodzeniem. Nie był zawodnikiem najbardziej widowiskowym, ale jego liczby pokazują bardzo szeroki zakres obowiązków, od odbioru i zabezpieczenia przestrzeni po dostarczanie piłki wyżej. Boisko opuścił dopiero w 89. minucie.

Grzegorz Tomasiewicz również zanotował dwa kluczowe podania, a przy tym był bardziej zaangażowany w wymianę piłki, trafił 33 z 40 zagrań. Oba jego długie podania znalazły adresata. W pojedynkach wyglądał przyzwoicie, wygrywając pięć z ośmiu, choć defensywnie jego liczby były znacznie skromniejsze niż Yriarte.

Tomasiewicz oddał jeden niecelny strzał o wartości 0,06 xG i już w 22. minucie zobaczył żółtą kartkę. Jego mapa podań pokazuje sporą liczbę zagrań wykonywanych w niższych sektorach i pracę przy przenoszeniu ciężaru gry, natomiast brakowało większej obecności bezpośrednio w polu karnym.

Malaly Dembele był najbardziej kreatywnym zawodnikiem Śląska pod względem kluczowych podań. Zanotował ich trzy, tyle samo, ile najlepsi pod tym względem gracze Zagłębia Sebastian Kerk i Marcel Regula. Jedno z najważniejszych zagrań Dembelego przyniosło oczywiście bramkę Samca-Talara.

Francuz oddał również dwa strzały o łącznej wartości 0,13 xG, jeden był niecelny, drugi został zablokowany i zaliczył udany drybling. Przy piłce prezentował wysoką dokładność, trafiając 13 z 16 podań. Gorzej wypadały pojedynki: wygrał trzy z siedmiu, a w powietrzu tylko dwa z sześciu. Jego występ najlepiej określa połączenie kreacji z nierówną skutecznością w fizycznej walce. W 74. minucie zastąpił go Luka Marjanac.

Samiec-Talar z ponad połową xG Śląska

Piotr Samiec-Talar odpowiadał za najważniejszy moment ofensywny Wojskowych. Oddał tylko dwa strzały, ale ich łączna wartość wyniosła aż 0,66 xG. Oznacza to, że sam kapitan wygenerował ponad połowę całego xG Śląska w tym spotkaniu.

Pierwsza próba była golem z kontrataku, 0,54 xG i 0,95 xGOT. Druga przyszła w 64. minucie, miała wartość 0,12 xG i została zablokowana. Samiec-Talar miał więc niewiele okazji, ale gdy już dochodził do strzału, były to sytuacje o wyraźnie większej jakości niż zdecydowana większość prób pozostałych uczestników meczu. Jego 0,66 xG było najwyższym indywidualnym wynikiem na boisku, dla porównania najlepszy pod tym względem zawodnik Zagłębia, Mateusz Grzybek, zakończył mecz z 0,35.

Nie wszystko wyglądało jednak równie dobrze. Kapitan trafił tylko 12 z 19 podań i stracił posiadanie 14 razy. Wygrał dwa z czterech pojedynków, przy czym oba zwycięstwa odniósł w powietrzu, a oba starcia na ziemi przegrał. Nie zanotował kluczowego podania. Był zatem przede wszystkim finalizatorem, a nie kreatorem.

Przemysław Banaszak miał dwa strzały, ale ich łączna jakość była niewielka, 0,08 xG. Pierwszy, głową, miał 0,03 xG i minął bramkę. Drugi padł po kontrataku, miał 0,05 xG i został obroniony, przy xGOT na poziomie 0,04. Napastnik zakończył spotkanie z jednym kluczowym podaniem.

Banaszak miał 30 kontaktów z piłką, trafił siedem z 12 podań i wygrał trzy z ośmiu pojedynków. Co ciekawe, jego wkład defensywny był znaczny jak na napastnika, sześć działań obronnych, w tym cztery wybicia, blok i wślizg. Pracował dla zespołu, ale w polu karnym przeciwnika brakowało mu sytuacji, które mogły realnie zmienić wynik.

Kontrast z napastnikami Zagłębia jest w tym miejscu brutalny. Szabo potrzebował jednego celnego strzału o wartości 0,07 xG, aby zdobyć zwycięską bramkę. Corluka trafił przy 0,05 xG. Banaszak miał więc sytuacje o podobnej łącznej wartości, ale różnica w jakości wykończenia była ogromna.

Zmiennicy bez przełomu

Michał Rosiak wszedł w 74. minucie za Anderssona. Wygrał dwa z trzech pojedynków, a oba jego długie podania były celne. Łącznie do partnerów trafiło jednak tylko pięć z ośmiu zagrań. Nie zanotował strzału ani kluczowego podania. Przy stanie 1:1 miał pomóc w utrzymaniu coraz wyżej ustawionej prawej strony, ale kilka minut później Śląsk stracił decydującą bramkę.

Luka Marjanac pojawił się w tym samym momencie za Dembele. Wszystkie cztery jego podania były celne, lecz na tym ofensywny dorobek praktycznie się kończy. Nie oddał strzału, nie stworzył sytuacji i wygrał tylko jeden z czterech pojedynków. Przy potrzebie odrabiania wyniku nie zdołał znacząco zwiększyć obecności Śląska w polu karnym.

Adam Ciucka wszedł dopiero w 89. minucie, więc próbka jest bardzo mała. Trafił siedem z ośmiu podań, wygrał dwa z czterech pojedynków i zaliczył jeden udany drybling. W tak krótkim czasie trudno jednak oczekiwać większego wpływu na przebieg spotkania.

Jeszcze krócej grał Maksymilian Stangret, który zmienił Banaszaka w doliczonym czasie. Zanotował trzy celne podania na trzy próby, w tym jedno udane długie zagranie. Jego występ był jednak zbyt krótki, by poddawać go szerszej ocenie.

Plusy i minusy

  • Plus: reakcja po przerwie. Śląsk przeszedł z 28% posiadania w pierwszej połowie do 57% w drugiej. Liczba wejść do strefy ataku wzrosła z 13 do 37, podczas gdy Zagłębie spadło z 31 do 22. Wrocławianie potrafili więc całkowicie zmienić terytorialny obraz derbów.

  • Plus: jakość wypracowanych sytuacji. Końcowe 1,26 xG przy 0,89 Zagłębia i jedyna dogodna okazja meczu po stronie WKS-u pokazują, że porażka nie była efektem całkowitej bezradności ofensywnej. Samiec-Talar doszedł do najlepszej sytuacji meczu i ją wykorzystał.

  • Plus: pojedynki i praca defensywna. Śląsk wygrał 49 z 84 wszystkich pojedynków, czyli 58%. Na ziemi było to 29 z 49, a w powietrzu 20 z 35. Malec zanotował najwięcej działań defensywnych na boisku, Christodoulou wygrał komplet sześciu starć, a Macenko uczestniczył w największej liczbie pojedynków.

  • Minus: druga połowa bez celnego strzału. Siedem prób, 0,47 xG i ani jednego uderzenia wymagającego interwencji bramkarza to największy problem. Śląsk miał piłkę i przesunął grę pod bramkę Zagłębia, ale nie doprowadzał akcji do właściwego zakończenia.

  • Minus: obrona po wznowieniach. Oba gole gospodarzy rozpoczęły się od takich sytuacji, pierwszy po rzucie rożnym, drugi po rzucie z autu. Przy bilansie rzutów rożnych 8:0 dla Zagłębia był to obszar, w którym przewaga gospodarzy stała się realnym zagrożeniem.

  • Minus: różnica w wykończeniu. Śląsk wygrał xG 1,26:0,89, ale przegrał xGOT 1,00:1,70. Corluka i Szabo zdobyli dwie bramki z prób o łącznej wartości 0,12 xG. Wrocławianie po przerwie nie potrafili zrobić z własnymi sytuacjami tego, co gospodarze zrobili ze swoimi.

Śląsk nie przegrał grą, lecz skutecznością w kluczowych momentach

Wynik 1:2 może sugerować zwykłą, wyrównaną derbową porażkę i pod wieloma względami właśnie takim spotkaniem była rywalizacja w Lubinie. Obie drużyny oddały po 12 strzałów, liczba kontaktów z piłką w polu karnym była zbliżona, a Śląsk stworzył nawet sytuacje o większej łącznej wartości.

Problem polegał na tym, co wydarzyło się bezpośrednio przed bramkami. Wojskowi najlepszą sytuację wykorzystali, ale później, mimo przejęcia inicjatywy, nie potrafili już trafić w światło bramki. Zagłębie zrobiło odwrotnie. Stworzyło mniej pod względem xG, lecz kiedy dochodziło do uderzeń, potrafiło radykalnie zwiększyć ich jakość.

Najlepiej widać to w drugiej połowie: Śląsk miał więcej piłki, więcej podań, więcej wejść do strefy ataku, więcej strzałów i wyższe xG, a mimo tego to Zagłębie zdobyło dwie bramki. Nie dlatego, że przez 45 minut dominowało, lecz dlatego, że trzy z czterech jego prób były celne, a dwa najlepiej wykonane uderzenia zakończyły się w siatce.

Dla Wojskowych jest to jednocześnie materiał dający kilka powodów do optymizmu i bardzo konkretne ostrzeżenie. Zespół potrafił wyjść z pierwszej połowy, w której miał tylko 28% posiadania, i po przerwie odwrócić układ sił. Potrafił wygrać pojedynki, przejąć środek pola i regularnie docierać na połowę rywala. Sama kontrola przestrzeni i piłki nie wystarczy jednak, jeśli nie prowadzi do jakości w polu karnym, a własne pole karne dwukrotnie przegrywa się po wznowieniach.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.