Bergier rozwiązał worek z bramkami?
fot.: Rafał Sawicki
Wygrana w Pucharze Polski z Ruchem Wysokie Mazowieckie była dla Śląska obowiązkiem. Po wymagającej pierwszej połowie, na drugą odsłonę z ławki rezerwowych wszedł Sebastian Bergier, któremu wpisanie się na listę strzelców zajęło dokładnie dziesięć sekund. Był to jednocześnie debiutancki gol napastnika w barwach Śląska Wrocław. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu!
Sebastian Bergier z WKS-em związany jest od praktycznie od początku swojej piłkarskiej kariery - jest wrocławianinem z krwi i kości. Jest też jednym z nielicznych wychowanków Śląska, który występuje aktualnie w pierwszym zespole.
“Wychowałem się w okolicach ulic Krzyckiej i Racławickiej i tam na podwórkach praktycznie od dziecka cały czas grałem w piłkę. Jak już miałem 3-4 lata, to regularnie z moim tatą sobie kopaliśmy. Jak miałem mniej więcej 4,5 roku, na Racławickiej trener Stanisław Miśków miał swoją grupę zawodników z rocznika 1996-1997, czyli dwa lata starszą. Pamiętam, że moja mama kiedyś zapytała mnie, czy nie chciałbym z nimi trenować. [...] Z roku na rok dojrzewałem, przechodziłem przez kolejne zespoły młodzieżowe Śląska. Jak skończyłem wiek trampkarza - poszedłem do szkoły “45” na Sępolnie do klasy sportowej i tam miałem też treningi. Później powstała Akademia Piłkarska Śląska Wrocław, gdzie szczebel po szczeblu piąłem się w górę”
- opowiadał nam w wywiadzie Bergier.
Samo przywiązanie do klubu nie pozwoliłoby napastnikowi przejść drogi z młodego adepta do członka pierwszej drużyny. Do tego Bergier potrzebował ciężkiej pracy oraz talentu. Sebastian ma na koncie koronę króla strzelców CLJ, spore doświadczenie w drugim zespole WKS-u, a także 31 spotkań w “jedynce”. Na swoje debiutanckie trafienie w pierwszej drużynie Śląska musiał czekać aż do środowego starcia z Ruchem w Pucharze Polski.
MECZ MECZOWI NIERÓWNY
Mówiąc o pierwszym w 31 meczach golu Bergiera, trzeba wziąć pod uwagę dwie okoliczności. Z jednej strony, napastnik trafił do siatki w meczu z rywalem o cztery klasy rozgrywkowe gorszym, więc trudno powiedzieć, czy za tą bramką pójdą kolejne. Z drugiej strony, Bergier w 30 poprzednich występach w pierwszym zespole przebywał na murawie zaledwie 431 minut, co daje nam średnią zaledwie 14 minut na mecz. Gdy mówimy o napastniku, jest to bardzo mało czasu, by pokazać się z dobrej strony, nie wspominając już o strzeleniu gola. Pozycja snajpera wymaga regularności od zawodnika, ale wymaga również regularnie otrzymywanych minut. W pierwszej jedenastce Śląska Bergier wybiegł do tej pory tylko 2 razy. Raz został zdjęty po 45 minutach, a raz zanotował asystę w przegranym 1:4 meczu sezonu 2017/2018 z Legią Warszawa.
POTRZEBA ZAUFANIA
O tym, że snajperzy potrzebują zaufania, świadczą również statystyki Bergiera w II lidze. Napastnik przez długi czas był trzonem rezerw Śląska, gdzie stanowił o ofensywnej sile zespołu. W drugoligowych rozgrywkach rozegrał łącznie 49 spotkań, w których strzelił 33 gole i zanotował 8 asyst. Daje nam to udział przy bramce średnio niemal w każdym meczu. Bergier otwarcie opowiada o tym, że jego dotychczasowe problemy leżały jednak w jego głowie.
“Czuję i wiem, że nie wykorzystałem swojej młodości tak, jak powinienem. I problemem nie były umiejętności piłkarskie, tylko moja głowa, która chciała za dużo. Gdybym bardziej wyluzował, lepiej by to się potoczyło. Miałem straszne ciśnienie, żeby grać na tych wypożyczeniach, żeby móc wrócić do Śląska i coś osiągnąć. W mojej głowie krążyły ciągle myśli, że skoro nie gram na wypożyczeniu, to w Śląsku po powrocie nie będę miał czego szukać. Dlatego zainwestowałem swoje pieniądze i skorzystałem z pomocy psychologa, który bardzo mi pomógł”
- wspomniał napastnik.
KLUCZEM NOWY TRENER?
Ważną osobą w Śląsku, która ponownie uwierzyła w Bergiera, okazał się być Ivan Djurdjević. Wrocławski zawodnik nie ukrywa, że to właśnie dopiero u Serba poczuł się ważną i integralną częścią pierwszej drużyny.
“Cały sztab ma bardzo dobre podejście do zawodników. Do każdego podchodzą indywidualnie. Teraz nie dość, że z treningów czerpiemy przyjemność, to jeszcze robimy rzeczy, z których korzystamy później jako cała drużyna. Uważam, że z wszystkich trenerów, których miałem w Śląsku w pierwszej drużynie, trener Djurdjević ma najlepsze podejście do szatni”
- dodał Bergier.
Za słowami o napastnika nie wciąż nie idą jednak liczby. Przed spotkaniem z Ruchem zagrał w bieżącym sezonie tylko w czterech meczach, w których na boisku przebywał kolejno 13, 8, 10 i 5 minut. Starcie w Pucharze Polski było więc pierwszą szansą, by pokazać się w nieco większym wymiarze czasowym, co od razu poskutkowało golem. Mamy nadzieję, że zdobyta bramka będzie jedną z wielu bramek Bergiera w barwach Śląska. Najbliższa okazja na zwiększenie dorobku pojawi się już w sobotę, gdy wrocławianie udadzą się do Mielca na mecz ze Stalą.