Co wiemy po 30. kolejce? (Podsumowanie)
fot.: Dawid Kokolski
W 30. kolejce Śląsk Wrocław przegrał przed własną publicznością z Ruchem Chorzów (2:3) i tym samym stracił swoje miejsce na podium. Co wiemy po tej serii gier, patrząc z punktu widzenia wrocławian?
STYL GRY
To co działo się przez większość tego meczu lepiej przemilczeć. Nikt we Wrocławiu nie spodziewał się, że na kilkanaście minut przed końcem spotkania Śląsk będzie tracił do Ruchu trzy bramki i to na własnym stadionie. Zryw w końcówce nie wystarczył, a mógł, gdyby Patryk Klimala wykorzystał „piłkę meczową”. Prostszej sytuacji w tym sezonie może już nie mieć. Bez względu na wszystko, nie podlega dyskusji to, że ten mecz w wykonaniu wrocławian był bardzo słaby. Licznie zgromadzeni kibice liczyli na lepszy obraz gry swojego zespołu. Takowy oglądali w ostatnim kwadransie, a to zdecydowanie za późno.
JAK on tego nie strzelił?
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 27, 2024
Patryk Klimala miał na nodze piłkę na remis, ale... musicie to sami zobaczyć pic.twitter.com/qXL15sXbhS
Tylko Jagiellonia i Stal w tym sezonie zdobywały w jednym meczu trzy bramki przeciwko Śląskowi, ale żaden z zespołów nie zrobił tego we Wrocławiu. Jako pierwszy tej sztuki dokonał Ruch i to w najmniej spodziewanym momencie. Chorzowianie byli skuteczni do bólu i bez najmniejszych skrupułów trzykrotnie obnażyli wrocławską defensywę. Mało kto zasługuje na wyróżnienie, jednak nie można przejść obojętnie obok występu Yehora Matsenki, który zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie, ale też popełnił kluczowy błąd w ustawieniu przy trzeciej bramce dla gości. Woli walki nie można Ukraińcowi odmówić i właśnie na jego osobie można zakończyć pisanie o plusach w defensywie. Reszta piłkarzy odpowiedzialna za grę obronną zagrała przynajmniej po niżej oczekiwań. Idealnym potwierdzeniem tego jest sam wynik.
Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na boisku wśród Trójkolorowych był Erik Exposito. Najbardziej przyczynił się do tego, że obejrzeliśmy gole dla Śląska w tym spotkaniu. Wartę zaznaczenia jest to, że pierwszą liczbę w Śląsku zanotował Patryk Klimala. Najpierw fantastycznie sfinalizował akcję strzałem pod poprzeczkę po dobrym podaniu od wyżej wspominanego Klimali, a potem perfekcyjnie dośrodkował piłkę na głowę wyżej wspomnianego Matsenki. Wszyscy wiedzą, że mógł zanotować również drugą asystę, ale nie muszę przypominać, jak to się skończyło. Matias Nahuel Leiva pokazywał się do gry, obsługiwał swoich partnerów dobrymi podaniami, jednak nie stwarzał realnego zagrożenia pod bramką przeciwnika i szczególnie tego zabrakło w jego grze. Zdarzało mu się zachować egoistycznie, co jest rzadkością w tym sezonie. Od pierwszej minuty wystąpił Mateusz Żukowski, który zmarnował sytuację sam na sam, strzelając prosto w bramkarza gości, a chwile przed przerwą miał okazję do rehabilitacji, ale jego groźny strzał zablokował jeden z obrońców rywali. W środku pola dominowali przyjezdni, co jest równoznaczne ze słabym występem wrocławskiego środka pola.
CZY KTOŚ ZATRZYMA GÓRNIKA
Ważne zwycięstwo zanotowała Legia, pokonując Stal 3:1 i Raków, wygrywając w sercu Łodzi z Widzewem 1:0. W meczu na szczycie Jagiellonia zremisowała u siebie z Pogonią 2:2. Do podziału punktów doszło również w Poznaniu, gdzie Lech bezbramkowo zremisował z Cracovią. Nie do zatrzymania wydaje się Górnik, który pewnie zwyciężył w starciu z ŁKS-em (4:1) i wskoczył na drugie miejsce w tabeli. Nadal nikt nie może spać spokojnie w walce o mistrzostwo i europejskie puchary.
Jeszcze wszystko jest możliwe pic.twitter.com/AkVvBD6JhJ
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) April 29, 2024
