Djurdjević: Gorszy moment przekuwamy w lepszy
fot.: Paweł Kot
Trener Śląska Wrocław Ivan Djurdjević odpowiedział na pytania dziennikarzy po środowym meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Lechem Poznań (3:1). Naszą relację ze spotkania przy Bułgarskiej znajdziecie TUTAJ.
Przyjechaliśmy tutaj wiedząc, że Lech złapał już swój rytm i staje się drużyną na miarę swoich możliwości. Z dużym potencjałem, może nie najlepszą obroną w ostatnich meczach, ale je wygrywał. Chcieliśmy, po poprzednim gorszym spotkaniu w naszym wykonaniu (0:2 w Radomiu – przyp. red.), zagrać po prostu dobre spotkanie, żeby to lepiej wyglądało. Żebyśmy zaprezentowali obraz drużyny, która chce grać i wie, jak grać z dobrym, wymagającym przeciwnikiem. Przeszliśmy do kolejnej rundy, co się ostatnio w naszym klubie nie udawało, zazwyczaj odpadaliśmy w pierwszej rundzie. Kiedy teraz znaleźliśmy się już w drugiej, chcieliśmy awansować dalej. Pierwsza połowa – tak jak zawsze mieliśmy problemy z wejściem w mecz, tak tym razem bardzo dobrze weszliśmy w mecz prowadząc 1:0. To tylko wkurzyło Lecha, który natychmiast zaczął pokazywać swoją siłę, jeśli chodzi o budowanie ataków i finalizację. Dużo nas kosztowało zdrowia.
Bramka na 1:1 i kilka dobrych interwencji Rafała Leszczyńskiego. Skutecznie się broniliśmy do końca pierwszej połowy. W przerwie lekka korekta ustawienia, mieliśmy kilka problemów w linii obrony, to skorygowaliśmy. Wyszliśmy w drugiej połowie agresywnie, wysokim pressingiem, co też wydaje mi się, że trochę zaskoczyło Lecha. Gospodarze po przerwie nie zdominował nas, tak jak w pierwszej części. To my z upływem czasu nabieraliśmy pewności siebie i jakości w grze. Bramka na 2:1 tylko nam to potwierdziła, później 3:1 po ładnej akcji i poznaniakom było już bardzo ciężko jakkolwiek zareagować. Uważam, że czerwona kartka zrobiła dla nas dobrą robotę, żebyśmy byli skupieni, skoncentrowani i potrafili to obronić, jeszcze bardziej agresywnie zagrać w obronie. To, co mi się podobało dzisiaj to, że zespół zaczął pracować w środku. Pokazaliśmy kilka wideo zawodnikom, ale to oni mieli za zadanie rozegrać ten mecz w taki sposób, jaki uważali. My byliśmy tylko w tych momentach, kiedy mieli wątpliwości. Działo się wiele rzeczy, nad którymi pracujemy, żeby te relacje w zespole były mocne, żeby oni będąc w środku pewne decyzje podejmowali. Duże gratulacje dla zespołu, który sam w pewnych momentach wiedział, jak się zachowywać. Jedziemy dalej.
Kluczowym zawodnikiem tego meczu był dla pana Leszczyński?
Zawsze jak się wygrywa, nie tylko u nas, to szuka się bohaterów. Uważam, że jeśli ktoś zdobywa dwie bramki, jak dzisiaj John Yeboah, to on jest bohaterem. Leszczu, a przepraszam, Rafał Leszczyński, pomógł wtedy, kiedy miał pomóc, Yeboah strzelił wtedy, kiedy miał strzelić. Cały zespół pracował bardzo dobrze, w strzale przy drugiej bramce zaistniał też Matias Nahuel. Leszczyński bronił, ale mieliśmy też swoje dogodne sytuacje grając przeciwko Lechowi, kiedy w końcówce rzucił już wszystko, co miał do ataku. Także Rafał, ale Yeboah też, który znalazł się we właściwym miejscu. Dla niego też ważne, że zdobył bramkę, uwierzył bardziej w siebie i w kolejnym meczu był też w takiej dyspozycji.
Czy Łukasza Bejgera czeka jakaś rozmowa po czerwonej kartce w drugim spotkaniu z rzędu?
Rozmowa, dlaczego? Nie, to jest młody chłopak. Zawsze jak zawodnicy nie walczą to „dlaczego nie walczą”, a jak są czerwone kartki, to „są za agresywni”. Łukasz przerwał akcję, która mogła być dla nas niebezpieczna. On musi popełniać błędy. Tworzymy takie warunki, a nie inne, żeby młodzi zawodnicy mogli popełniać błędy. Nie powtarzać, ale przecież nie powtórzył, bo w Radomiu dostał przecież bezpośrednią czerwoną. Przynajmniej widać jakiś postęp (śmiech).
Jakby pan porównał ligowy mecz z sierpnia z dzisiejszym? Dzisiaj grało się trudniej?
Nie, uważam, że poprzedni był dla nas o wiele trudniejszy. Nie stworzyliśmy tyle ofensywnych sytuacji, co dzisiaj. W jakim składzie Lech by nie zagrał, byłby dobry. W sierpniu główną rolę u nas odegrał bramkarz, dzisiaj jako zespół wyglądaliśmy lepiej. Widać różnicę w tym, nad czym pracowaliśmy przez te dwa miesiące. W tym spotkaniu na tle przeciwnika byliśmy bardziej dojrzałym zespołem pod kątem technicznym, taktycznym. Rozwijamy się jako drużyna i to widać. W sierpniu można było powiedzieć, że mieliśmy szczęście, dzisiaj nie do końca.
Skąd bierze się taka nieregularność Śląska?
To jest prawidłowa droga rozwoju zespołu. Ten zespół cały czas reaguje, co by się nie działo. Czy to jest przegrana, wygrana, czy remis, reaguje i ma odpowiedź, czyli żyje. Zbyt szybko byłoby, żeby ta regularność była natychmiastowa. Cały czas przypominam o tym, co było, co jest i co, może być. Kadra została gwałtownie przebudowana, jak dzisiaj popatrzymy na naszą ławkę, to mamy czterech – pięciu młodzieżowców i dwóch 22-latków. Są dwa – trzy urazy, Martin Konczkowski, Diogo Verdasca, który jest chory oraz Michał Szromnik. Mamy jako taką kadrę, wszyscy muszą się poznać, zespół musi się dotrzeć, relacje między zawodnikami a sztabem też. Na pewno potrzeba czasu, chociaż każdy z nas chciałby już tylko wyjść i za każdym razem wygrywać. Nie o to chodzi w piłce, ja też bym nie chciał, żeby to tak szybko wyglądało. Na pewno cieszy, że zespół reaguje, po takim meczu z Górnikiem, gorszy z Radomiakiem i ten dzisiejszy. Cały czas jest reakcja.
Śląsk w ostatnich spotkaniach grał trójką obrońców, czy to formacja docelowa, którą chce pan wprowadzić?
Nie, w naszym zespole nie chodzi w ogóle o systemy czy inne rzeczy, tylko relacje pomiędzy zawodnikami, na czym nam zależy. Wystawiamy najlepszych graczy w tym momencie i mają sobie poradzić. Jeśli chcemy rozmawiać o formacjach, to dzisiaj Petr Schwarz pojawił się na wahadle, gdzie grał może raz w życiu, albo nigdy. Potem Javier Hyjek. Każdy z nich odpowiednio muszą się znaleźć i wypełnić rolę. Czy czwórką, czy piątką, to nie ma żadnego znaczenia.
Zgodziłby się pan ze stwierdzeniem, że w Śląsku im jest gorzej, tym lepiej?
A w jakim sensie?
Im więcej problemów kadrowych choćby, tym lepiej drużyna sobie radzi.
Myślę, że problemy scalają ludzi. To jest dobra okazja, żeby wykorzystać gorszy moment i przekuć go w lepszy. Jak zagrają słabszy mecz, to oni sami są niezadowoleni, bo wiedzą na co ich stać i wiedzą, że nie spełnili własnych oczekiwań, ambicji, oczekiwań. Sztab i klub są dopiero później. Dla mnie, jako trenera, każda reakcja, która jest z ich strony, jest dobra. W każdej tej reakcji mam nadzieję, że dojrzewamy, ale musimy się powtarzać.
Czy to był najlepszy mecz Śląska pod pańską wodzą w obronie?
Uważam, że dobrze zagraliśmy też z Górnikiem Zabrze (4:1 – przyp. red.), może nawet lepiej. Natomiast biorąc pod uwagę z kim graliśmy, nie jest łatwo strzelić trzy gole Lechowi, nie każdemu to się udaje zrobić. To jest jeden z tych meczów, który przekonuje nas, że coś się dzieje z zespołem, że rosną, ale jeszcze długa droga przed nami.