''Gdyby nie wojna, nie trafiłby do Polski'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław w drugim spotkaniu po zimowej przerwie postara się zmazać plamę z meczu z Zagłębiem Lubin (0:3) i wywieźć ze Szczecina chociaż jeden punkt. O Pogoni porozmawialiśmy z Adamem Krokowskim z podcastu "Głos Portowców" emitowanego w Radiu Eska Szczecin i na Spotify. Czy rola faworyta w tym spotkaniu ciąży szczecinianom? Kto wystąpi na środku obrony w duecie z Benediktem Zechem? Odpowiedzi znajdziecie poniżej.
Pogoń Szczecin cały czas stara się trzymać tej czołowej czwórki ligi, chociaż wiemy, że deptają jej po piętach Lech Poznań i Widzew Łódź. Niedawno trener Jens Gustafsson w wywiadzie z „Przeglądem Sportowym” stwierdził, że nie będzie kalkulował i do końca Portowcy będą walczyć o najwyższy triumf. Czy Pogoń stać jeszcze na zryw w drugiej części sezonu w postaci czegoś więcej niż tylko miejsca gwarantującego eliminacje do Ligi Konferencji Europy?
Myślę, że trener jest realistą i w głębi siebie pogodzony jest z tym, że mistrzostwo w tym sezonie jest niemożliwe. Ani patrząc na grę Pogoni, ani spoglądając w tabelę nie wydaje się to realne. Oczywiście matematyczne szanse są, ale nikt wśród kibiców i piłkarzy nie nastawia się na walkę o mistrzostwo kraju. W ostatniej kolejce punkty zgubił Raków, ale to samo zrobiła przecież Pogoń, która jest w czołówce, ale można spojrzeć na to przez pryzmat tabeli, która od miejsc 3. – 8. jest bardzo spłaszczona, a różnice punktowe są minimalne. Wystarczą słabsze dwa mecze i z podium można zlecieć niżej – to pokazuje, że liga w kolejnym roku jest wyrównana. Raków odjechał, ale jest grono zespołów o podobnym potencjale. O ile pierwsze miejsce jest raczej rozstrzygnięte, tak pozostałe pozycje na podium pozostają kwestią otwartą.
Ciągle jednak zauważalny jest w Szczecinie „trend”, że wyżej pewnego miejsca Pogoń nie podskoczy. Czy to może wynikać z tego, że jednak pod koniec sezonu brakuje już koncentracji i zaczynają się gorsze wyniki?
Jak znam Pogoń, a obserwuję ją od ponad 20 lat, to te wiosny zawsze były gorsze i teraz też Portowcy będą drżeć, żeby zająć chociaż te trzecie miejsce, które byłoby kontynuacją serii. Trzeci medal z rzędu byłby dobrym osiągnięciem dla klubu, ale warto byłoby dokonać tego patrząc także z perspektywy finansowej. Są takie założenia w budżecie, że Pogoń raczej nie wypadnie poza podium, ale różnie to bywa. O tym, że Pogoni zależy na jak najwyższym miejscu w tabeli świadczą ruchy transferowe, bo zimą pojawiły się nowe twarze, ale także były odejścia. Klub nadal pracuje nad transferami, bo okno w Polsce jest jeszcze otwarte, także teraz naprawiane są błędy z lata, kiedy oprócz jednego przyjścia wypożyczono Pontusa Almqvista. Teraz te dobre ruchy należy przełożyć na boisko. Na razie udało się wywalczyć jeden punkt na wiosnę. Nastroje są dobre, ale każdy w środowisku liczył, że w Łodzi Pogoń raczej zwycięży, a nie straci punkty w takich okolicznościach, w jakich to się stało (wykorzystany rzut karny Widzewa w ostatniej akcji meczu na 3:3 – przyp.red.).
Zahaczyliśmy o wątek transferowy – czy obserwatorzy i dziennikarze dużo obiecują sobie po Linusie Wahlqviście i Leonardo Koutrisie? Ten drugi w starciu z Widzewem był zamieszany w stratę gola, nie potrafił dobrze skomunikować się w polu karnym z partnerami…
Obrona Pogoni już jesienią wyglądała bardzo nierówno. Cała drużyna miała duże wahania formy. Problemem Portowców jest rozegranie dwóch dobrych połów meczu. Pogoń potrafi zagrać dobre pierwsze pół godziny, mieć lepszy fragment spotkania, a później ta gra „siada” i wygląda to gorzej. Największa przebudowa dotknęła defensywę, ale celem tej zimowej pracy było ustabilizowanie gry i pokazanie spokoju nie tylko w obronie. Oczywiście, największe zmiany dotknęły właśnie tą formację, bo do Lechii Gdańsk odszedł Jakub Bartkowski, a na ostatniej prostej do Zagłębia Lubin jest Luis Mata. Przyszli z kolei wspomniani Wahlqvist i Koutris, którzy Pogoń obserwowała już wcześniej. Po nich obiecujemy sobie spokój i stabilizację, bo Bartkowskiemu zdarzały się indywidualne błędy. Z resztą to był zawodnik, który w Pogoni osiągnął szczyt formy i to był dobry moment na pożegnanie się z nim w tym okienku (w tym roku skończy 32 lata – przyp.red.). Luis Mata i Leonardo Borges, który dołączył latem, nie dawali na bokach obrony czegoś „ekstra”. Zwłaszcza Mata, który miał dobrą jesień 2021 roku, a w Szczecinie spędził dwa lata, nie przekonał władz klubu, bo nie dawał niczego więcej. Widzimy chociażby po poprzednim sezonie w wykonaniu Lecha, że te boki dawały dużo, bo czy Pedro Rebocho czy Joel Pereira to byli gracze punktujący w ofensywie. Mówiło się nawet rok temu, gdy Pogoń miała jeszcze szanse na mistrzostwo Polski, że brakuje jej mocnych bocznych obrońców, którzy oprócz pewności w tyłach zapewniają liczby z przodu.
Można powiedzieć, że Pogoń w końcu znalazła klasowych bocznych obrońców, bo patrząc na CV tych graczy, którzy przyszli, to ich potencjał jest dosyć spory…
Wahlqvist i Koutris mają wszystko, żeby obronić się swoja grą na boisku. Grek zagrał dobrą pierwszą połowę w Łodzi, natomiast w drugiej zamieszany był w akcję, kiedy Benedikt Zech zagrał ręką w polu karnym. Był wtedy odrobinę pogubiony, ale warto zauważyć, że on nie grał wiele miesięcy, bo jesienią rozegrał tylko jeden mecz w Olympiakosie i pozbyli się go z klubu. Myślę, że on z czasem dojdzie do wysokiej formy, bo to duże nazwisko. Piłkarz, który przez chwilę nawet zaistniał w „dużej piłce”, bo grał z Olympiakosem w Lidze Mistrzów, a regularnie jest powoływany do narodowej reprezentacji. Trafił do Mallorki, ale już po drugim meczu doznał urazu i to był koniec jego przygody z Primera Division. Miał też dobry czas w Fortunie Dusseldorf, gdzie bił się o awans do Bundesligi. W polskiej lidze może zaistnieć z dobrej strony.
Przejdźmy do niedzielnego meczu ze Śląskiem, bo trener Gustafsson może mieć ból głowy właśnie z zestawieniem defensywy. W głupi sposób wykluczył się z udziału w tym spotkaniu Kostas Triantafyllopoulos, który po ostatnim gwizdku w Łodzi pokazał sędziemu Danielowi Stefańskiemu gest Kozakiewicza i został za niego ukarany przez Komisję Ligi dwoma kolejkami pauzy. Czy jego zastępcą będzie Mariusz Malec czy szwedzki szkoleniowiec zdecyduje się na nieco bardziej szalony wariant?
Mariusz Malec to najbezpieczniejsze rozwiązanie, ale jemu brakuje regularnej gry, bo jesienią do pewnego momentu przebywał mało na boisku. Zarząd Pogoni myślał chyba, że te trio nie do przejścia z sezonu 2020/21, które często utrzymywało czyste konta, czyli Kostas – Zech i do tego Dante Stipica w bramce, będzie istniało wiecznie. Natomiast prawda jest taka, że podstawowa para środkowych obrońców zjechała z formą. W odwodzie pozostaje wspomniany Malec, który dostaje swoje szanse, ale nie do końca je wykorzystuje. Przytrafiają mu się też urazy, ale zakładam, że on rozpocznie mecz ze Śląskiem od pierwszej minuty w parze z Zechem. Alternatywą byłoby przesunięcie na środek Wahlqvista, który grywał tam w szwedzkim IFK Norrkoping, ale znacznie rzadziej niż na prawej obronie. W takim wariancie na tej stronie wystąpiłby podobnie jak w Łodzi Paweł Stolarski. Jest tylko jeden problem – Wahlqvist dołączył do drużyny w drugiej części przygotowań i tuż po przyjeździe do Szczecina złapał drobną infekcję. W Turcji dostał szansę w jednym sparingu, a w drugim zszedł z urazem. Powrócił do pełnego treningu z resztą zespołu dopiero w środę i są nikłe szanse, że będzie gotowy na niedzielny mecz. Nawet jeśli znalazłby się w meczowej kadrze, to raczej nie wystąpiłby od początku. Kibice są podzieleni co do środka obrony, bo Kostasowi zdarzają się sytuacje, gdy „odcina mu prąd” i zły był o ten jego gest w stronę sędziego trener Gustafsson, a z drugiej jest rzesza fanów, którzy wolą Mariusza Malca, czyli młodszego i lepiej grającego do przodu obrońcę. Kostas jest silniejszy, ale także mniej zwrotny.
Skoro było o defensywie, to warto poświęcić kilka zdań także defensywie. Pogoń jest drugim najskuteczniejszym zespołem w lidze obok Rakowa Częstochowa. Ostatnio Piotr Koźmiński poinformował, że latem umowę z klubem ma przedłużyć Luka Zahović, a ostatnio po kontuzji łydki wrócił Pontus Almqvist, który ma w swoim dorobku trzy gole i cztery asysty. Słuchając jednego z odcinków „Głosu Portowców” można odnieść wrażenie, że Szwed może być jedną z większych gwiazd ekstraklasy w tym sezonie…
Ja podtrzymuję tę teorię, bo to jest piłkarz przerastający polską ligę i gdyby nie wojna w Ukrainie to do naszego kraju takiej klasy zawodnik by nie trafił. Przynajmniej na ten moment. Jak on będzie zdrowy, to dorzuci na wiosnę kilka goli i asyst. W Łodzi nie udało się nic strzelić, ale tam założeniem było granie długich piłek, do których on dochodził, ale zanim tę piłkę odegrał, to doskakiwało do niego kilku obrońców Widzewa. Brakowało trochę tych sytuacji podbramkowych, ale zaliczył asystę przy golu Sebastiana Kowalczyka, gdzie dość niefortunnie poślizgnął się Mateusz Żyro. Pogoń ma dwa zupełnie inne typy napastników. Zahović raczej schodzi niżej do rozegrania, odwraca się plecami do bramki i potrafi się zastawić. Pontus otrzymuje długie podania w boczne sektory i ruchem bez piłki ucieka rywalom. Próbuje utrzymać się przy futbolówce, ma ten „ciąg” na bramkę i często szuka partnerów. Jego trochę zabrakło na początku sezonu, bo doszedł do drużyny po eliminacjach LKE, ale dosyć szybko zaczął być wprowadzany. Już w sierpniowym meczu z Zagłębiem zaliczył bramkę i asystę, ale od października był nieobecny. 15 sierpnia w meczu z Piastem doznał urazu i więcej w poprzednim roku go nie zobaczyliśmy. To jest dobry zawodnik do współpracy z Zahoviciem przy ewentualnej grze na dwójkę napastników. Trener stosował już taki manewr, gdy on schodził do boków i zgrywał piłkę przed pole karne.
Pogoń nie wygrała dwóch ostatnich meczów ligowych ze Śląskiem, a na jesień przegrała we Wrocławiu 1:2. To jest klasyczny przykład meczu, w którym Portowcy muszą wystrzegać się roli faworyta, bo Śląsk jest mocno podrażniony po przegranych 0:3 derbach z Zagłębiem, ale także ma duże problemy kadrowe. Uda się zachować odpowiednią koncentrację?
Rywalizacja Śląska z Pogonią jest prosta – gospodarz przeważnie wygrywa. Obawiałbym się, gdyby Pogoń jechała do Wrocławia, natomiast Portowcy są w tej rywalizacji faworytem i muszą nauczyć się funkcjonować z takim piętnem. W tym sezonie wyglądało to zazwyczaj tak, że szczecinianie mieli duże kłopoty, kiedy występowali właśnie w tej roli, jak chociażby w meczach z Piastem (1:1) czy Górnikiem (1:4). Jeśli Pogoń chce walczyć o te najwyższe cele, to musi wygrywać mecze u siebie. Zwłaszcza z takim rywalem jak Śląsk, który jest rozbity. Wrocławianie zdają sobie sprawę, że ta sytuacja jest coraz gorsza i zaraz mogą uwikłać się w walkę o utrzymanie w lidze. To jest niewdzięczny mecz, bo każdy z góry zakłada trzy punkty, ale trzeba do niego podejść z pokorą. Pogoń tylko w dwóch na 18 meczów zachowała czyste konto w tym sezonie, co jest skandaliczną statystyką. Nawet strata gola ze Śląskiem będzie w Szczecinie przyjęta z dużym grymasem. Jak Pogoń tego meczu nie wygra, to nastroje wokół tego klubu będą bardzo złe. Tym bardziej, że ostatnie domowe zwycięstwo przypada jeszcze na otwarcie stadionu 1 października 2022 roku.