Gdzie się podziała defensywa Śląska?
fot.: Marcin Folmer
“Jak mam bronić, kiedy ich jest więcej” śpiewał Dawid Podsiadło w piosence “W dobrą stronę”. “Nie rozumiem tego, jak my bronimy” mówił Petr Schwarz w wywiadzie w przerwie meczu z Wartą Poznań, chociaż rywali na boisku było dokładnie tyle samo, co piłkarzy Śląska. Przed piątkowym starciem w Grodzisku Wielkopolskim kibice z Wrocławia zastanawiali się ich drużyna nie potrafi skonstruować składnej akcji w ofensywie. Teraz dochodzi kolejne pytanie: dlaczego zespół Ivana Djurdjevicia tak łatwo traci gole?
Jeśli drużyna jest tak mizerna w ataku, jak w ostatnim czasie jest Śląsk Wrocław, to żeby utrzymać się w ekstraklasie powinna przynajmniej solidnie bronić. Do pewnego czasu można było w ten sposób określić Trójkolorowych, głównie za sprawą niezawodnego Rafała Leszczyńskiego. Mecz z Wartą był jednak dramatyczny pod każdym kątem. Zarówno dla całego bloku defensywnego, jak i dla Leszczyńskiego, którego błąd poskutkował drugim golem dla gospodarzy.
Mecz na przełamanie dla Zrelaka
Pierwszą i najbardziej zastanawiającą kwestią jest swoboda, jaką pozostawili piłkarze z Wrocławia Adamowi Zrelakowi w polu karnym w pierwszej połowie. Napastnik Warty czekał na swojego siódmego gola w ekstraklasie od początku marca i podobnie jak ostatnio Rauno Sappinen, przełamał się w meczu ze Śląskiem. W momencie oddawania strzału przy golu na 1:1 stało za nim czterech obrońców w białych koszulkach, jednak żaden nie miał zamiaru przeszkodzić w oddaniu strzału na bramkę strzeżoną przez Leszczyńskiego.
Chwilę później sytuacja się powtórzyła! Dośrodkowanie z lewego skrzydła, Zrelak oddaje strzał z nożyc, a po chwili z dobitki pakuje piłkę do siatki. Na szczęście dla przyjezdnych tym razem Słowak znalazł się na minimalnym spalonym, jednak jak można było po raz kolejny pozostawić go niekrytego w polu karnym? Ze wszystkich ofensywnych piłkarzy Warty to właśnie napastnik powinien być pilnowany z największą uwagą. Nie trzeba być bowiem wielkim znawcą ekstraklasy, żeby wiedzieć o jego umiejętnościach gry w powietrzu.
Najwyraźniej nie wiedzieli o tym jednak Victor Garcia i Dennis Jastrzembski, którzy stali obok i patrzyli jak Zrelak składa się do uderzenia. Przy pierwszej sytuacji Garcia najpierw wybił piłkę głową, a następnie przyglądał się jak futbolówka wraca w pole karne. To samo robiło kilku jego kolegów z defensywy. Zupełny brak reakcji na poczynania rywali i zero świadomości tego gdzie znajduje się napastnik, który po chwili zdobywa gola.
Gierka treningowa Warty
Drugiego gola pominiemy, gdyż jasnym jest, że w tej sytuacji większość winy wędruje na konto Rafała Leszczyńskiego. Bramkarz podjął nieodpowiedzialną decyzję o podaniu między dwóch zawodników rywala, pomylił się i po chwili wyciągał piłkę z siatki. W tej sytuacji można przyczepić się też do zachowania Petra Schwarza, który nie próbował zablokować strzału Kajetana Szmyta, ale skupmy się lepiej na trzecim golu dla Warty.
Padł on w momencie, w którym Śląsk rozgrywał całkiem dobry fragment drugiej połowy. Udało się stworzyć kilka akcji i można było myśleć o tym, że za chwilę przy odrobinie szczęścia goście doprowadzą do wyrównania. Wszelkie nadzieje kibiców z Wrocławia zostały jednak przygaszone przez kapitalną akcję gospodarzy, w której piłkarze Śląska stali jak wryci i patrzyli z jaką łatwością rywale bawią się piłką w ich polu karnym.
PODCAST: Krok w stronę spadku
Najbardziej uderzająca jest w tej sytuacji bierność całej drużyny i każdego zawodnika z osobna. Zero zaangażowania w grę defensywną, żadnego agresywniejszego doskoku ani próby przerwania akcji rywala. Drużyna Dawida Szulczka nie napotkała żadnego oporu, spokojnie przeniosła sobie ciężar akcji z prawej strony pola karnego na lewą i wyprowadziła na strzał Miłosza Szczepańskiego. z takim zaangażowaniem broni drużyna walcząca o ligowy byt? Czy tak piłkarze Śląska chcą pokazać kibicom charakter i walkę o każdą piłkę, żeby utrzymać ekstraklasę w stolicy Dolnego Śląska? Bierność w defensywie i brak doskoku do rywala jest coraz bardziej porażająca z każdą obejrzaną powtórką trzeciego gola dla Warty.
Brak stabilności powodem błędów?
Na jednej z ostatnich konferencji prasowych Ivan Djurdjević zauważył, że rzadko kiedy ma możliwość wystawienia dwóch takich samych zestawień linii obrony z rzędu. Co chwila przydarzają się albo kontuzje, albo zawieszenia, jednak czy rzeczywiście trener wrocławskiej drużyny musi tak często zmieniać wyjściowy skład?
Spójrzmy na ostatnich sześć meczów w ekstraklasie, na które składają się trzy porażki i trzy remisy Śląska:
- Cracovia: Konczkowski, Verdasca, Poprawa, Gretarsson, Bejger
- Raków: Konczkowski, Verdasca, Stawny, Gretarsson, Bejger
- Stal: Konczkowski, Verdasca, Poprawa, Gretarsson, Bejger
- Lechia: Konczkowski, Verdasca, Poprawa, Bejger, Janasik
- Piast: Konczkowski, Verdasca, Poprawa, Bejger, Janasik
- Warta: Konczkowski, Verdasca, Poprawa, Bejger, Garcia
W każdym z nich od pierwszej minuty wystąpili Martin Konczkowski, Diogo Verdasca i Łukasz Bejger (trzy razy jako lewy wahadłowy i trzy razy jako środkowy obrońca). Konrad Poprawa opuścił tylko mecz z Rakowem (zawieszenie), gdzie zastąpił go Mateusz Stawny. Daniel Gretarsson wystąpił w pierwszych trzech, a pozostałe opuścił ze względu na kontuzję i chorobę. Gdy Islandczyk wypadł z gry, to akurat wrócił Patryk Janasik, którego w meczu z Wartą zastąpił Garcia.
Gołym okiem widać, że zmiany w bloku defensywnym Śląska są kosmetyczne i na pewno nie mogą tłumaczyć tak fatalnego występu, jak ten z Wartą. Rzeczą w pełni naturalną jest to, że jeden zawodnik wypada z gry, a do składu wskakuje zmiennik. Nie mówimy tu o diametralnych zmianach, lecz o pojedynczych roszadach, które nie powinny wpływać na wyuczone zachowania obrońców i schematy gry.
Sześć meczów bez zwycięstwa i co dalej?
Mecz z Piastem bez oddanego celnego strzału, przegrany przez indywidualny błąd Gretarssona w pojedynku z młodym Kirejczykiem. Porażka z Wartą po fatalnej postawie defensywy, błędzie Leszczyńskiego i jedynym golem, którego rywale samemu sobie strzelili. Co w najbliższym czasie przyszykują dla nas piłkarze Śląska? Trzy kolejne mecze to pojedynki z drużynami z miejsc 12-14, czyli Górnikiem, Radomiakiem i Jagiellonią. Mecze, które albo pozwolą opuścić strefę spadkową, albo ugruntują pozycję Śląska jako faworyta do spadku. Ivan Djurdjević musi w krótkim czasie nie tylko znaleźć sposób na to jak wreszcie zacząć zdobywać gole, ale również w jaki sposób wyeliminować stagnację, jaka dotknęła defensywę w Grodzisku.
W zeszłym sezonie w kluczowym momencie walki o utrzymanie sprawy w swoje ręce wzięli doświadczeni liderzy. Czy podobnie będzie teraz? Na razie wszystko wskazuje na to, że byłoby to bardzo naiwne myślenie, gdyż w szatni Śląska brakuje doświadczonych graczy, którzy mogliby mentalnie podnieść ten zespół. Jeśli drużyna nie prezentuje na boisku odpowiednich umiejętności gry w piłkę, to powinna to chociaż nadrabiać charakterem. W tym momencie we Wrocławiu nie ma niestety ani jednego, ani drugiego, co dobitnie pokazał mecz z Wartą.