Górnik - Śląsk 0:4. Pokaz siły Wrocławian (RELACJA)
fot.: Michał Stawarz
W ramach 31. kolejki I ligi Śląsk Wrocław pokonał na wyjeździe Górnik Łęczna aż 4:0. Trójkolorowi wykonali swoją pracę i czekają teraz na odpowiedź przeciwników. To było koncertowe spotkanie w wykonaniu podopiecznych Ante Simundzy.
- Nie wierzę, że emocje będą większe niż w poprzednich meczach. Mamy swój cel, podobnie jak rywal - mówił przed meczem z Górnikiem Łęczną trener Ante Simundza. Wrocławianom po remisie ze Zniczem i wygranej ze Stalą pozostał właśnie jeszcze jeden mecz z zespołem, bijącym się o utrzymanie w I lidze. Ekipa Jurija Szatałowa pomimo obecności w strefie spadkowej w ostatnich pięciu kolejkach przegrała tylko raz, a trzykrotnie schodziła z boiska z kompletem oczek. Dlatego też starcie pomiędzy drużyną z Lubelszczyzny a Śląskiem zapowiadało się na bardzo interesujące.
Ante Simundza w Łęcznej nie mógł skorzystać z zawieszonego za kartki Lamine Ba. W jego miejsce w wyjściowej jedenastce pojawił się Marko Dijaković, a po raz pierwszy w kadrze meczowej znalazł się 16-letni Przemysław Mazan. Warto tu dodać, że średnia wieku ławki rezerwowych w piątkowy wieczór wyniosła 20,3 lat.
Wrocławianie wzięli sprawę w swoje ręce
Pierwszą groźną akcję stworzył sobie Śląsk już w 3. minucie gry. Piotr Samiec-Talar ruszył z piłką pod pole karne Łęcznian po podaniu Przemysława Banaszaka, ale ostatecznie został zablokowany. W pierwszym kwadransie to Wrocławianie byli konkretniejsi i częściej gościli na połowie przeciwnika, próbując zaatakować m.in. z lewej stron boiska. W 15. minucie futbolówka po uderzeniu Branislava Spacila zatrzymała się na poprzeczce, ale chwilę wcześniej na spalonym został złapany inny gracz Górnika. Był to jednak sygnał, że wicelider I ligi musi uważać na akcje gospodarzy. W 23. minucie na bramkę Łukasza Budziłka uderzył Krzysztof Kurowski, ale niecelnie, podobnie jak kilkadziesiąt sekund później Jorge Yriarte.
W 26. minucie kolejną sytuację stworzyli sobie podopieczni trenera Szatałowa. Po dośrodkowaniu w szesnastkę i zgraniu piłki, akcję zamykał Kamil Orlik, ale uderzył wysoko nad bramką Michała Szromnika. Pięć minut później sędzia główny podyktował rzut karny dla Wojskowych za zagranie ręką Bartosza Biedrzyckiego we własnej szesnastce. Do piłki na jedenastym metrze podszedł niezawodny Banaszak i pewnym strzałem pokonał golkipera Łęcznian, zdobywając swoją 14 bramkę w tym sezonie I ligi.
Po bramce dla Śląska dynamika meczu odrobinę spadła. W doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu kapitana WKS-u piłkę wypiąstkował Budziłek, ale jak się później okazało, nie był to koniec emocji w pierwszej połowie. Wszystko za sprawą świetnie spisującego się w piątkowym spotkaniu Krzysztofa Kurowskiego, który przed przerwą podwyższył wynik na 2:0. Młodzieżowiec zabawił się, nawinął dwóch rywali i oddał precyzyjny strzał, uszczęśliwiając wrocławskich kibiców.
Czy Pan Krzysztof może prosić Państwa do tańca? 🕺
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) 1 maja 2026
___
📺 Oglądaj wszystkie mecze Betclic 1 Ligi na https://t.co/5z5RlxdAJ2, w aplikacji mobilnej lub Smart TV. pic.twitter.com/YygSRVSwRr
Szybkie dwa gole zabiły emocje. Śląsk wraca z tarczą
Na drugą połowę obie drużyny wyszły bez zmian, ale zdecydowanie lepiej w nią weszli piłkarze Śląska, zdobywając dwie szybkie bramki. Najpierw w 49. minucie Jehor Macenko zgarnął piłkę po dobił z kilku metrów piłkę odbitą przez Budziłka, a trzy minuty później bezpośrednio z rzutu wolnego uderzył Michał Mokrzycki, a futbolówka kolejno skozłowała, odbiła się od słupka, później pleców golkipera Górnika i wpadła do siatki. Wrocławianie prowadzili już 4:0 i wysłali wyraźny sygnał do reszty rywali, że są gotowi na awans do Ekstraklasy.
Pomimo niekorzystnego rezultatu Zielono-Czarni nie zamierzali składać broni i próbowali strzelić gola kontaktowego. W 66. minucie mogliśmy oglądać ładną akcję Dawida Tkacza, ale już z bardzo niecelnym strzałem. Śląsk za to kontrolował już spotkanie i grał z o wiele większym spokojem. W 82. minucie gospodarze stworzyli sobie chyba najlepszą okazję na bramkę - po dośrodkowaniu głową uderzył Patryk Paryzek, ale minimalnie nad poprzeczką powędrowała futbolówka.
Wrocławianie pewnie wygrali aż 4:0, pokazując swoją siłę i robiąc kolejny krok ku bezpośredniemu awansowi do Ekstraklasy. Dzięki zainkasowaniu kompletu oczek Śląsk ma ich na swoim koncie już 57, o dwa mniej niż Wisła Kraków i siedem więcej niż Wieczysta, ale obie drużyny swoje mecze będą jeszcze rozgrywać w niedzielę. Trójkolorowi kolejny mecz rozegrają 11 maja przed własną publicznością z ŁKS-em Łódź.
Górnik Łęczna - Śląsk Wrocław 0:4 (0:2)
Banaszak 33', Kurowski 45+2', Macenko 49', Budziłek 52' (sam.)
Górnik Łęczna: Budziłek - Szabaciuk, Hołownia, Gucek - Deja, Ahmedov (56' Tkacz), Biedrzycki, Nowogoński (56' Ogaga) - Myszor (56' Kryezior), Orlik (71' Paryzek), Spacil (74' Wolsztyński)
Śląsk Wrocław: Szromnik - Rosiak, Macenko (79' Ciućka), Dijaković, Malec, K. Kurowski (79' Klimek) - Yriarte (61' Jambor), Mokrzycki, Samiec-Talar - Marjanac (61' Wojtczak), Banaszak (86' Markowski)
Żółte kartki: Deja, Nowogoński, Gucek - Banaszak, Malec
Sędzia: Paweł Pskit
