Lech – Śląsk. Co warto wiedzieć przed meczem Pucharu Polski?
fot.: Mateusz Porzucek
Pucharu Polski znów nadszedł czas. Zbyt wielu uśmiechów na twarzach kibiców WKS-u to pewnie nie wywoła, ale Śląsk po raz pierwszy od lat przystępuje już do drugiej rundy tych rozgrywek. Zatem kto wie? Może pójdą za ciosem, choć faworytami absolutnie nie są, gdyż na wyjeździe zmierzą się z Lechem Poznań. Oto nieco faktów i ciekawostek dotyczących tej rywalizacji.
Mecz Lech Poznań – Śląsk Wrocław odbędzie się w środę 19 października o godz. 20:30 na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Na Śląsknecie dostępne będą relacja z komentarzem na żywo oraz pisana live, obie TUTAJ. Co ważne, my możemy obiecać, że o niczym nie zapomnimy (w przeciwieństwie do takiej jednej stacji telewizyjnej, niegdyś ze słoneczkiem w logo).
Był 4 grudnia 2018 roku, godzina 17:00 na stadionie we Wrocławiu, gdy WKS Śląsk Wrocław po raz ostatni grał mecz jakiejkolwiek innej rundy Pucharu Polski niż pierwsza. Wrocławianie przegrali wówczas w 1/8 finału z Miedzią Legnica 0:1. W barwach ówczesnej Miedzianki biegali po boisku Łukasz Garguła, Łukasz Sapela czy Paweł Zieliński, a z ławki wchodził Fabian Piasecki. Za to WKS miał w zespole Djordje Cotrę, Macieja Pałaszewskiego, czy Marcina Robaka.
Wiele wody (a w ostatnich miesiącach niestety nie tylko) upłynęło od tego czasu w Odrze, a obecny Śląsk z tamtym łączy już tylko Piotr Samiec-Talar. Niestety po drodze WKS rokrocznie wykolejał się na pierwszych przeszkodach. Kolejno Widzew Łódź (II liga w sezonie 2019/20), ŁKS Łódź (I liga w sezonie 2020/21) i Bruk-Bet Termalica (ekstraklasa w sezonie 2021/22) eliminowały Śląsk, budząc w jego kibicach coroczną depresję Pucharu Polski.
Niestety WKS od czasu finału w sezonie 2012/13 (0:2 i 1:0 z Legią Warszawa), nie potrafił przekroczyć fazy ćwierćfinału, a i w niej ostatnio grał w kampanii 2015/16. Puchar Polski stał się dla tego klubu nielekką traumą, spotęgowaną przez ostatnie 3 lata.
W bieżącej edycji los postanowił nieco ułatwić Śląskowi przeskoczenie pierwszej poprzeczki, ustawiając ją najniżej jak się dało. WKS trafił na czwartoligowy już w tym sezonie Ruch Wysokie Mazowieckie i pokonał go bez większych problemów 4:0. Wielkich braw nie zebrał, ale wiemy że polskie kluby ekstraklasowe lubią sobie czasem odpaść z Huraganem Morąg (Zagłębie) czy innym Falubazem Zielona Góra (Jagiellonia).
Ale że równowaga musi być, to teraz poziom trudności szybuje dla odmiany bardzo wysoko. WKS zmierzy się z finalistą poprzedniej edycji i obecnym mistrzem Polski Lechem Poznań.
Lechem którego wrocławianie ograli w tym sezonie w lidze i to w Poznaniu właśnie, zwyciężając 1:0 po golu Petra Schwarza.
Pamiętamy ten mecz doskonale. Lech walił ze wszystkiego co miał, zwłaszcza w pierwszej połowie. Był jak wilk ze słynnej bajki „Trzy Małe Świnki”. Chuchał, dmuchał, ale Michał Szromnik zamurował wówczas swoją „ ceglaną chatkę” na amen w pacierzu i trzy punkty pojechały do stolicy Dolnego Śląska.
Ale równie warte zapamiętania jest, że to był zupełnie inny Lech niż obecnie. Ówczesny Kolejorz nie wygrał żadnego z pierwszych czterech spotkań ligowych jakie rozegrał, odpadał z I rundy eliminacji Ligi Mistrzów i męczył się okrutnie z Vikingurem Reykjavik czy Dudelange, by dostać się chociaż do Ligi Konferencji.
Obecnie Lechici są w zupełnie innej dyspozycji. Ich ostatnia ligowa porażka to właśnie ta w połowie sierpnia z WKS-em. Od tamtej pory w ekstraklasie wygrali 5 spotkań, a zremisowali 2. Zaś w fazie grupowej Ligi Konferencji, gdzie grają z Villarealem, Austrią Wiedeń i Hapoelem Beer Szewa, po czterech meczach mają na koncie 5 pkt (drugie miejsce).
Ogromna w tym zasługa Mikaela Ishaka, który łącznie w 20 spotkaniach jakie rozegrał w tym sezonie, strzelił już 12 goli i dorzucił 5 asyst. To najlepszy napastnik w tej lidze, nie ma argumentów by obalić tą tezę. Ale oczywiście swoje dorzucił też choćby Michał Skóraś (7 goli, 3 asysty), który zapracował nawet na debiut w reprezentacji Polski.
Czy poznaniacy wyjdą jednak na WKS najmocniejszym składem? No cóż, z jednej strony przed nimi jeszcze dwie kolejki Ligi Konferencji + mecze ligowe, czyli sporo grania do przerwy mundialowo-zimowej. Nieco odpoczynku dla najlepszych by się przydało. Ale z drugiej strony Lech nigdy Pucharu Polski nie odpuszcza, a Śląsk jest jednak zespołem z ekstraklasy.
Nawet jeśli ogólnie do bólu przeciętnym zespołem. Takim który w meczu z Radomiakiem:
- Usypia wszystko i wszystkich przez większość spotkania beznadziejnym poziomem gry
- Kończy mecz w „8”, po tym jak czerwone kartki złapali wszyscy środkowi obrońcy za wyjątkiem Daniela Gretarssona, który w przerwie zszedł z rozcięciem na głowie
- Traci dwa gole w doliczonym czasie gry
- A to wszystko tydzień po imponującym rozniesieniu 4:1 Górnika Zabrze
Nie wiadomo jak tu żyć z tym zespołem. Ilekroć zapalą sobie jakieś światełko nadziei, potrafią je bardzo szybko, bardzo brutalnie zgasić. Może nasz podcast o tym meczu pomoże znaleźć odpowiedź na tą zagwozdkę. Zapraszamy TUTAJ.
Wedle słów Ivana Djurdjevicia, Śląsk zagra rzecz jasna najmocniejszą jedenastką jaką może wystawić. Co nie oznacza, że najmocniejszą ogólnie. Problemy zdrowotne wykluczają z tego spotkania Dennisa Jastrzembskiego, Karola Borysa, Martina Konczkowskiego i Michała Szromnika, a pod znakiem zapytania stoi występ Diogo Verdaski, który złapał chorobę żołądkową (podobnie jak Borys i Szromnik).
Warto zaznaczyć, że bezpośrednia czerwona kartka jaką otrzymał przeciwko Radomiakowi Łukasz Bejger, nie eliminuje go z meczu z Lechem. Ekstraklasa to jedno, a Puchar Polski to drugie.
Co mówi historia starć z Lechem Poznań? No cóż, za korzystna to ona dla WKS-u nie jest. Na ostatnich dziesięć spotkań Śląsk wygrał tylko dwukrotnie. Ale co ciekawe oba przypadki miały miejsce w Poznaniu. Poza wspomnianym triumfem z tego sezonu, było jeszcze zwycięstwo 3:1 w kampanii 19/20, w sierpniu 2019 roku po dublecie Łukasza Brozia i golu Roberta Picha (dla Lecha trafił Darko Jevtić).
Arbitrem tego meczu będzie doświadczony w ekstraklasie Tomasz Musiał z Krakowa. WKS spotkał go dwukrotnie, dwa razy w domowych starciach z ubiegłorocznymi medalistami. Wrocławianie pokonali 2:1 Pogoń Szczecin, ale później zostali rozbici 4:1 przez Raków Częstochowa. Lech z kolei napotka go w bieżących rozgrywkach po raz pierwszy.