Magiera: Ktoś nie zapanował nad tym, co działo się na boisku
fot.: Rafał Sawicki
W sobotni wieczór piłkarze Śląska Wrocław zremisowali 2:2 z Ruchem Chorzów. Wojskowi dwukrotnie wyszli na prowadzenie, ale gospodarze zdołali wyrównać za sprawą goli Daniela Szczepana z rzutów karnych. Nie obyło się również bez kontrowersji, do których odniósł się trener Jacek Magiera na pomeczowej konferencji prasowej.
Jacek Magiera: Świetnie jest grać na stadionie Śląskim, szkoda, że nie było naszych kibiców, bo mecz byłby bardziej okazały. Co do spotkania, strzeliliśmy dwa gole po ładnych akcjach, z czego jesteśmy zadowoleni. Ruch zdobył dwie bramki z rzutów karnych. Remis 2:2.
Widać było, że cała ławka trenerska podniosła się kilka razy po odgwizdaniu rzutów karnych. Było gorąco, prawda?
Nie mam już wpływu na te karne. Zostały one podyktowane przez sędziego Raczowskiego, po których rywal strzelił dwa gole i tyle.
Emocji było więcej, bo w doliczonym czasie gry Peter Pokorny wyleciał z boiska. Jak ta cała sytuacja wyglądała z pana perspektywy?
Ja widziałem dwanaście żółtych kartek. Albo był to chaotycznie prowadzony mecz, albo sędzia dobrze bawił się na boisku i tak do tego trzeba podejść. Było wiele kontrowersyjnych sytuacji, gdzie, to co działo się na ławce i na boisku wynikało z tego, że po prostu ktoś nie zapanował na tym, co się działo na murawie. Natomiast, to co już mówiłem: nie mam już na to żadnego wpływu i nie zamierzam dyskutować z arbitrem. Czy sędzia zepsuł mecz? Sami to oceńcie
Będzie rozmowa z Peterem Pokornym po meczu?
Nie, nie będzie z nim indywidualnej rozmowy. Dziś wracamy do Wrocławia i szykujemy się do kolejnego meczu. Staramy się zapomnieć o sobotnim meczu.
Co może pan powiedzieć na temat Śląska po tych kilku miesiącach?
Jesteśmy liderem po trzynastu kolejkach. Cieszymy się, ale pracujemy dalej, by mieć jak najwięcej punktów do końca rundy. Mamy zespół, który dobrze się rozumie, zostawia serce, na boisku pokazuje, że jest prawdziwą drużyną i to jest dla nas największe zwycięstwo.
Czego zabrakło Śląskowi w drugiej połowie?
Zabrakło strzelenia gola na 3:1, czyli wykorzystania jednej z kontr. Sytuacji nie było wiele, trzeba popracować, by z takich meczów wychodzić bardziej skutecznie. Mieliśmy m.in. sytuację Rzuchowskiego, ale według mnie mogliśmy ten mecz zamknąć wcześniej Doceniamy punkt, ale mogliśmy wcześniej zamknąć mecz. Ruch grał bardzo ambitnie, był niesiony dopingiem kibiców.
Jak wygląda sytuacja z Mateuszem Żukowskim?
Zobaczymy, czy Żukowski będzie dostawał kolejne szanse, ciągle szukam do niego klucza. Mateusz na treningach jest znakomitym piłkarzem i to prezentuje, ale trzeba to przenieść na mecz. Może należy coś zmienić w jego życiu, żeby się przestawiło.
W ostatnich miesiącach duet stoperów tworzyli Aleks Petkov i Łukasz Bejger. Natomiast tego drugiego zawodnika zabraknie za tydzień. Ma pan już w głowie plan na defensywę na ŁKS?
Do meczu z ŁKS-em jest jeszcze dużo czasu. Nie będę się teraz zastanawiał, chociaż od razu do głowy wpada zmiana jeden do jednego, czyli Aleksander Paluszek. Natomiast Łukasz jest jeszcze młodzieżowcem i musimy też się zastanowić, kto go zastąpi w tej roli.
Co zastał pan w szatni po końcowym gwizdku? Czy będzie pan jeszcze analizował z drużyną podyktowane rzuty karne?
W szatni zastałem mocno wkurzony zespół, by nie powiedzieć ostrzej. Mam zabronić Leszczyńskiemu wychodzić do dośrodkowań? Rafał trafił czysto w piłkę, akcja dalej się toczyła, a dopiero po dziesięciu sekundach cofnięto się do całej sytuacji. Podobnie było z Patrykiem Janosikiem. Chcę mieć szczęśliwe życie i nie będę już się zajmował tymi kontrowersjami.
